Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'zakupy'.
Wyświetlam 1 - 4 z 10 notek

fiskum dyrdum i inne perypetie

  • Napisane 30 października 2017 o 10:50

jak to się chłop zafiksować potrafi na dupereli.

W piąteczek padła nam lampka – świetlóweczka pod szafką nad zlewem. bardzo często używana,wręcz codziennie bo takie punktowe światło + latarnia uliczna w kuchnię dostatecznie wieczorami i to klimatycznie oświetlają;).

W sobotę po południu ruszyliśmy nabyć nową.Oprawka jest czyli tylko świetlóweczka – tycia takie tam 6 W.

I …NIE MA . Są wszystkie inne – 8W nawet ale każda już troszkę dłuższa i do oprawki nie wejdzie…Jeździmy,szukamy,w końcu chcę kupić CAŁĄ oprawkę ze świetlówką za 30zł. Sama kosztuje 10 zeta .X-men staje okoniem bo NIE.Szukamy,chcemy kupić ledy ale te drogie i wracamy do domu.

W niedzielę rankiem na giełdę. Pieszkom….naprzeciw Grzegorzowi,latającym konarom ,kałużom wielkości stawu,wietrze w pysk i zimnu.Wariaci…Wracamy już autobusem;>. Mówiłam X-menowi żeby już przestał się tak frustrować bo drzew szkoda….No ale.

Po południu ruszamy szukać cholernej świetlóweczki. I po kilku zmarnowanych godzinach,wracamy do punktu wyjścia i kupujemy CAŁA LAMPKĘ.

Och,nie mógł mi ustąpić od razu?!? No nie mógł? W sumie dzień zmarnowany,poszedł spać,ja nic nie uszyłam ze zmęczenia – no chciałam mu towarzyszyć ,twarz trzymałam na kłódkę ale pod koniec nie wysiadałam z samochodu;/. No i takie tam mamy przyjemności .

A dziś poniedziałek.Wiać szaleńczo przestało ,nawet lać przestało ale zimno jest ,bo wietrzycho jako takie się utrzymuje nadal.A widok poranny zza okna mnie dobił;/.

tego jeszcze nie było czyli jak tuv koniak kupowała…

  • Napisane 21 listopada 2016 o 22:40

kiedyś w epoce kamienia łupanego bardziej znałam się na drogich trunkach,choć niekoniecznie je pijałam

Niemniej jednak od czasu do czasu takowe w naszym domu gościły bo DADA z DADKIEM jeździli po KDL-ach i przywozili różne alkohole.Pamiętam do dziś „Słoneczny Brzeg” czy też „ARMEŃSKI” – ale ten to z 40-latka bardziej;).

Dada dodawała go do tortów,ciast a czasem z gośćmi pili po kieliszku.

A i „Napoleon” ale to już ze studenckich czasów.

Lata temu znajomy pokazywał mi koniaczek tory pijał w ilościach umiarkowanych dla obniżenia ciśnienia.Traktowałam to jako niezłą bajeczkę by umotywować spożycie ale nie tak dawno znajoma też mi o tym wspomniała a że uważam ją za dość wiarygodną,informacja zapadła w pamięć.

Pisałam tu niedawno o szaleństwie mojego ciśnienia co wykluczało alkohol,który nawet lubię.Wino półwytrawne czerwone bywało popijałam w weekendy bo piwo to tylko,i wyłącznie po ogromnym wysiłku i w upał a nad wodą to już idealnie;).Wódki to u nas raczej nie uświadczysz,no chyba że żołądkową od wielkiego dzwonu lub komplikacji gastrycznych.

I tak sobie pomyślałam że może warto koniak kupić ?

Bo ja się napiję, X-men może mi towarzyszyć a i okazja była,bo wieści smutne nas dopadły. Stanęłam przed półkami z alkoholem w niejakiej „Stokrotce” i medytuję. No wina sa, piwa wiadomo,wódek sporo,whisky jakowąś widzę ,brandy i owszem ale KONIAK ?!? Zdesperowana zagadnęłam sprzedawczynię – poproszę koniak.

Eeeee,sprzedawczyni spoglądając na półki – A JAKI – cwaniara odbiła piłeczkę,no!

- NO JAKIŚ wydukałam robiąc z siebie idiotkę.

-No widzi pani że my brandy i wódkę mamy,zamknęła drażliwy temat nie tracąc twarzy i honoru sprzedawcy.

Wzdech.

Poszła do domu,bo co.

Ale kiedy zerwali nas na równe nogi wieścią o śmierci teściowej,w niedzielę o zbójeckiej porannej porze to się zawzięłam i kiedy X-men jechał do Częstochowy potuptałam do większego dyskontu niejakiego Tesco….

I znów.Regały zapełnione po sam sufit.Kilka metrów z winem wszelakim , po drugiej stronie wódki….a KONIAKI GDZIE ?!?

W końcu,gdzieś za załomem ,w kąciku zauważyłam półek kilka z trunkami których cena śmigała ponad 100 zł za pół litra.Ooooooo może to tam?

Potuptałam, spojrzałam i zamarłam.No wybór jest,ale w zasadzie pisze na każdej albo whisky albo brandy no i te ceny!!!!!!!!

A gdzie KONIAK ?!?

Bo jak już mam wydać,to chcę KONIAK KUPIĆ !

No to telefon do przyjaciółki —->>> dem

ale ona chętna do pomocy raczej mówiła mi co matka ma w szafce a nie czego mam na półce w sklepie szukać.

No do ———->>>>KNEZIA

to się bałam dzwonić żeby się nie ośmieszyć;))))

I tak stojąc i medytując coś sobie przypomniałam o Napoleonie właśnie i gwiazdkach które to chyba na lata leżakowania miały wskazywać.

Na samym dole, gdzieś w kątku przy podłodze zauważyłam ten napis.NAPOLEON jako żywo!

I nawet niedrogi.Jeden w zielonym pudełku,drugi w czarnym.Gwiazdki ma.Tylko zaprzęgłam jedną z pań z obsługi do ustalenia ceny.Bo w cały świat te ceny były.

Kupiłam za całe 34 zł. ( 33,99zł jakie durne te końcówki,nawet w alkoholach ta moda! ).

Smaczny. Ciśnienia nie podniósł ale hmmmm, dzisiaj czytam na metce – napój spirytusowy….A!A!A!

I tak się skończył mój sen o koniaku….

kobieta na zakupach….

  • Napisane 14 kwietnia 2015 o 08:31

wczoraj mijał termin oddawania książek do biblioteki a że Junior narzekał po półmaratonie na kolano ( współczułam bo jednak 10 km biegu nie w kij dmuchał i można się nabawić kontuzji,a on od zawsze ma z tym kolanem jakieś kłopoty ) artystycznie czołgając się ze schodów, wzięłam sprawy w swoje ręce.

- dobra, dawajcie książki,pójdę ,rzekłam dzielnie ( to tylko 20 minut pieszo od domu,książek nie jest dużo ,dam radę)

Niejako przy okazji syn poprosił o wodę mineralną i jogurt.No oczywiście, czemu nie ,sklep tylko 5 minut od domu i trzeba zrobić zakupy babci ale tym razem tylko gazety.

Godzina 17,38 bardzo zaczęłam się spieszyć bo kiosk do godziny 18 a gdzie ja potem czynnego szukać będę ?

Dostałam torbiszcze z książkami (ekologiczna torba na zakupy w kolorach seledynowo-żółto-błękitnych oczojebnych dodajmy które nie bardzo korespondowało z moim ubraniem i nową torebunią (zdjęcie w notce poniżej ale przecież nie będę się przejmować detalami wypełniając misję książkową ,tak? ) i potuptałam w świat.

Pogoda mało zachęcająca.O weekendowym cieple  zapomnij.W ciągu dnia był i wicher i siekący w poziomie deszcz i lejący strumieniami i słońce też.Ubrałam zimową kurtkę z kapturem.

Na dworze wiało.W jednej ręce torebunia , w drugiej torbiszcze i wiatr w pysk,co rozwiewał moje rano umyte włosy i chociaż za długich nie mam w uporem maniaka rzucał mi je na twarz….

Torebunia ma długie ucho ale spadała pod wpływem wiatru z ramienia więc wzięłam wszystko do jednej ręki a drugą zarzuciłam sobie kaptur na łeb.Cieplej.Niestety ,kaptur pomimo że do zbyt głębokich nie należy zaczął pełnić rolę żagla i mając w jednej ręce torby,drugą trzymałam kaptur. Grzywka wystawała i zalotny wiaterek usiłował mi nią zakryć oczy co może człowiek doprowadzić do szewskiej pasji bo jednak chciałam widzieć drogę ! Poprawianie grzywy ręką drugą ,co to w niej torby na zdrowie nie wyszło,bo mam poobijany kadłub,jednak książki swoje ważą…

Misja biblioteka wypełniona,gazetki kupione , jeszcze tylko dyskont i zakupy żywieniowe.

Koszyk w rękę ,nareszcie wolna ręka kaptur z głowy.Gorzej że torebunia w drugiej i jakoś cięższe torbiszcze z książkami…

Ponieważ do wędlin kolejka długaśna i każda z pań prosi o dwa plasterki tego,półtora tamtego i może jeszcze serka pięć plasterków zrezygnowałam a ser wzięłam z półki w kawałku,sporym kawałku bo sera nie ma – nie ma co jeść w rodzinie @

Na mięsie pusto,kupiłam piersi,koszyk zaczął mi ciążyć,a torby przeszkadzać. Torebunię zarzuciłam na ramię,torbiszcze w jednej ręce,koszyk w drugiej i zanurkowałam miedzy regałami po wodę mineralną dla Juniora,chwytając po drodze jogurty TYLKO TE, ogórki konserwowe,bułek 10 i kolejne dziesięć z różnymi dodatkami,masło, mrożone zupy,kaszę i żarcie dla kotów.

na moje nieszczęście WODA – I TYLKO TA MAMO – znajdowała się na najniższej półce.Kiedy się nachyliłam szukając ODPOWIEDNIO gazowanej torbunia zawisła mi przed nosem jak to chomąto koniowi, torbiszcze pociągnęło w dół i poczułam że nowe cud spodnie powoli zjeżdżają mi z tyłka…( nie,nie miałam paska bo stary i ciemny i nie pasuje a przecież spodnie świetnie leżą…) . Odstawiłam koszyk, zdjęłam z ramienia torebunię (do koszyka wsadzić nie mogłam bo pełny ) przełożyłam do ręki z torbiszczem a drugą usiłowałam cichaczem gacie podciągnąć wzbudzając zainteresowanie ochrony( czasem kierownik chodzi po sklepie jak jest duży ruch i baczy na kupujących …) dziwnymi podrygami. Nie,no bez jaj,przecież kochani nie upycham sobie 1,5 litrowej wody w spodniach!!!

Objuczona jak wielbąłd,wściekła,doczłapałam do kasy. DRUGA 1,5 litrowa butelka wody już w koszyczku mi się nie mieściła,niosłam wiec w ręce z torebunią i torbiszczem kwicząc ze złości pod nosem ( no ale ja dzielna kobieta,matka,żona ,Polka jestem tak?).

Pani kasjerka nie miała wydać klientce (bo kierownik właśnie zabrał większość gotówki z kasy ) i pożeglowała rozmieniać.Kolejka rosła.

Potem mnie poprosiła o drobne.No to odłożyłam torbiszcze na taśmę, wyjęłam z torebuni portfel (prezent od Młodej,ładny,elegancki,kolorek odpowiedni tylko chujowe miejsce na drobne ale to szczegół ) i zaczęłam drobne wygrzebywać z przegródki. A kolejka rosła. DWA złote już mam rzekłam aby rozładować nastrój ale pani za mną chciała mi już przegryźć gardło wiec taktownie zamilkłam i szukałam w ciszy 85 groszy….

W dyskoncie jest taki spory blat gdzie rzeczy w koszyka można przepakować do torby.Miejsce to jest wyłożone LUSTRAMI. I niechcący przez przypadek spojrzałam. Kurwa! wyrwało mi się z ust maliny  ( miałam puder na pysku i tusz na rzęsach jak wychodziłam z domu  a teraz miałam trupie sińce pod oczami pewnie od tego nieustannego poprawiania grzywy,okularów i kaptura a włosy….mam kręcone z natury ale kaptur i paskudny wiatr mi je ciut wyprostowały i każdy włosek STERCZAŁ W INNĄ STRONĘ . Moja głowa przypominała wkurwiony ukwiał….) bo klienci w dyskoncie to również moi klienci i dlatego się tak co poniektóry dziwnie patrzył a ja myślałam że ładnie wyglądam…. !!!

Nic to.Ja dzielna kobieta na zakupach jestem.Zacisnęłam maliny i zajęłam się upychaniem zakupów w torbiszczu.Torba z bułkami się nadpękła ,wsadziłam w jednorazówkę i cóż.Musiałam nieść osobno bo już się nie zmieściła w torbiszczu. Torebunię przerzuciłam przez głowę,nie powiem wygodnie i w dupie że tam wiatr wieje ale odstaje i przeszkadza w niesieniu zapupów. Przesunęłam na przód torbę w jedną łapkę, bułki w drugą i w drogę !

Niestety,wiatr nie zelżał,kaptur na łbie co chwilę poprawiałam waląc się tym razem bułkami ,grzywę olałam,drogę do domu znam,dojdę.

Torbiszcze cholernie ciężkie,przerzucałam co i rusz do drugiej ręki,zmieniając z bułkami i dobrze że to tylko 5 minut ale kurwa pod górkę z wiatrem ZNOWU W PYSK !!!

W domu – X-men – ależ czemu nie zadzwoniłaś, zaraz bym przyszedł no taka ciężka torba dziewczyno! ( tak,naprawdę by przygalopował ALE bym się musiała naczekać bo szukałby okularów,jeszcze siku a może i szybka kupa przed wyjściem, a gdzie mam dokumenty i chyba zapomniałem klucza…)  a ja tam wśród tych ludzi z ukwiałem na łbie ? NIGDY W ŻYCIU.

- Junior – miałaś ciężką torbę ?  No mamaaaa ,raz na sto lat a i wiesz kolano przestaje mnie boleć…

-X-men – WIATR ci przeszkadzał ? Jaaaaki wiatr! no spójrz przecież ŻADNA gałązka się nie chwieje !

Kurtyna poszła łkać do kąta.

 

 

wiosna idzie,czas obudzić się do życia

  • Napisane 13 kwietnia 2015 o 11:41

Spokojny weekend.Spacerujemy. Wyprawy takie na 8 km.Na początek starczy.X-men chciał rower ale skoro ja nie zgłaszałam zachwytu wybrał moją opcję;).(znaczy mógł pojechać sam,przecież nie bronię,jednak on z tych co wolą towarzystwo )

W sobotę zakupy.

Wysłać chłopa? Przywlecze szatkownicę monstrum;)))

Bo lubi kapustę.Niekoniecznie bigos.Dobrze zrobioną kapustę jak najbardziej.

Za to ja …kupiłam sobie to i owo z ubrań.No szału nie ma, ale spodnie ,t-shirt i sweter jest.W jasnej kolorystyce,bo ciemnego mam po kokardę!

A ile się naprzymierzałam ! No nie jestem trzciną na wietrze, to  nie wszystko pasuje jak ulał;)

z taką pewną niechęcią pokazuję zdjęcie mej osoby bo najszczuplej tu nie wyglądam;/.Nie podoba mi się to ale jak pisałam po chorobie przybyło mi 6 kg! niestety w boczkach widoczne;>

Przy okazji pokazuję torebunię jaką nabyłam podczas odwiedzin Dem.Długie i krótkie ucho,pojemna,dla mnie w sam raz.Do całkiem niedawno byłam ABSOLUTNIE przekonana że te ciemne dodatki są GRANATOWE.I nie pytajcie dlaczego…

W niedzielę najpierw krótki wypad na kawę ,oczywiście w nowych ciuszkach.No lato to nie było.Szliśmy dość wcześnie, wiał zimny wiatr, zła byłam że nie wzięłam kurtki. Ale od czego pomysłowy dobromir?

Kupiłam szal.Taki z prawie dwóch metrów i szeroki na 1,50 i cieniutki,można układać jak się chce i już było mi dobrze. Bo grzał.A jakby co to mam pareo;))).

Postanowiłam też uporządkować przyprawy.Chciałam kupić gotową półkę ze słoiczkami ale…ZAPOMNIJ !!!

Nie ma.Nawet w sklepie typowo – 1001 drobiazgów. Ale już wymyśliłam co zrobię.Kupiłam trochę słoiczków ,trochę miałam swoich i już część przesypana,opisana itepe.

A półka? Powoli powstaje ;)

A Junior?

A Junior zaliczył półmaraton w …Rzeszowie! Bo u nas mu miejsca brakło.

http://www.runrzeszow.pl/index.php/polmaraton-rzeszowski-12042015/