Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'zakupy'.
Wyświetlam 1 - 4 z 9 notek

tego jeszcze nie było czyli jak tuv koniak kupowała…

  • Napisane 21 listopada 2016 o 22:40

kiedyś w epoce kamienia łupanego bardziej znałam się na drogich trunkach,choć niekoniecznie je pijałam

Niemniej jednak od czasu do czasu takowe w naszym domu gościły bo DADA z DADKIEM jeździli po KDL-ach i przywozili różne alkohole.Pamiętam do dziś „Słoneczny Brzeg” czy też „ARMEŃSKI” – ale ten to z 40-latka bardziej;).

Dada dodawała go do tortów,ciast a czasem z gośćmi pili po kieliszku.

A i „Napoleon” ale to już ze studenckich czasów.

Lata temu znajomy pokazywał mi koniaczek tory pijał w ilościach umiarkowanych dla obniżenia ciśnienia.Traktowałam to jako niezłą bajeczkę by umotywować spożycie ale nie tak dawno znajoma też mi o tym wspomniała a że uważam ją za dość wiarygodną,informacja zapadła w pamięć.

Pisałam tu niedawno o szaleństwie mojego ciśnienia co wykluczało alkohol,który nawet lubię.Wino półwytrawne czerwone bywało popijałam w weekendy bo piwo to tylko,i wyłącznie po ogromnym wysiłku i w upał a nad wodą to już idealnie;).Wódki to u nas raczej nie uświadczysz,no chyba że żołądkową od wielkiego dzwonu lub komplikacji gastrycznych.

I tak sobie pomyślałam że może warto koniak kupić ?

Bo ja się napiję, X-men może mi towarzyszyć a i okazja była,bo wieści smutne nas dopadły. Stanęłam przed półkami z alkoholem w niejakiej „Stokrotce” i medytuję. No wina sa, piwa wiadomo,wódek sporo,whisky jakowąś widzę ,brandy i owszem ale KONIAK ?!? Zdesperowana zagadnęłam sprzedawczynię – poproszę koniak.

Eeeee,sprzedawczyni spoglądając na półki – A JAKI – cwaniara odbiła piłeczkę,no!

- NO JAKIŚ wydukałam robiąc z siebie idiotkę.

-No widzi pani że my brandy i wódkę mamy,zamknęła drażliwy temat nie tracąc twarzy i honoru sprzedawcy.

Wzdech.

Poszła do domu,bo co.

Ale kiedy zerwali nas na równe nogi wieścią o śmierci teściowej,w niedzielę o zbójeckiej porannej porze to się zawzięłam i kiedy X-men jechał do Częstochowy potuptałam do większego dyskontu niejakiego Tesco….

I znów.Regały zapełnione po sam sufit.Kilka metrów z winem wszelakim , po drugiej stronie wódki….a KONIAKI GDZIE ?!?

W końcu,gdzieś za załomem ,w kąciku zauważyłam półek kilka z trunkami których cena śmigała ponad 100 zł za pół litra.Ooooooo może to tam?

Potuptałam, spojrzałam i zamarłam.No wybór jest,ale w zasadzie pisze na każdej albo whisky albo brandy no i te ceny!!!!!!!!

A gdzie KONIAK ?!?

Bo jak już mam wydać,to chcę KONIAK KUPIĆ !

No to telefon do przyjaciółki —->>> dem

ale ona chętna do pomocy raczej mówiła mi co matka ma w szafce a nie czego mam na półce w sklepie szukać.

No do ———->>>>KNEZIA

to się bałam dzwonić żeby się nie ośmieszyć;))))

I tak stojąc i medytując coś sobie przypomniałam o Napoleonie właśnie i gwiazdkach które to chyba na lata leżakowania miały wskazywać.

Na samym dole, gdzieś w kątku przy podłodze zauważyłam ten napis.NAPOLEON jako żywo!

I nawet niedrogi.Jeden w zielonym pudełku,drugi w czarnym.Gwiazdki ma.Tylko zaprzęgłam jedną z pań z obsługi do ustalenia ceny.Bo w cały świat te ceny były.

Kupiłam za całe 34 zł. ( 33,99zł jakie durne te końcówki,nawet w alkoholach ta moda! ).

Smaczny. Ciśnienia nie podniósł ale hmmmm, dzisiaj czytam na metce – napój spirytusowy….A!A!A!

I tak się skończył mój sen o koniaku….

kobieta na zakupach….

  • Napisane 14 kwietnia 2015 o 08:31

wczoraj mijał termin oddawania książek do biblioteki a że Junior narzekał po półmaratonie na kolano ( współczułam bo jednak 10 km biegu nie w kij dmuchał i można się nabawić kontuzji,a on od zawsze ma z tym kolanem jakieś kłopoty ) artystycznie czołgając się ze schodów, wzięłam sprawy w swoje ręce.

- dobra, dawajcie książki,pójdę ,rzekłam dzielnie ( to tylko 20 minut pieszo od domu,książek nie jest dużo ,dam radę)

Niejako przy okazji syn poprosił o wodę mineralną i jogurt.No oczywiście, czemu nie ,sklep tylko 5 minut od domu i trzeba zrobić zakupy babci ale tym razem tylko gazety.

Godzina 17,38 bardzo zaczęłam się spieszyć bo kiosk do godziny 18 a gdzie ja potem czynnego szukać będę ?

Dostałam torbiszcze z książkami (ekologiczna torba na zakupy w kolorach seledynowo-żółto-błękitnych oczojebnych dodajmy które nie bardzo korespondowało z moim ubraniem i nową torebunią (zdjęcie w notce poniżej ale przecież nie będę się przejmować detalami wypełniając misję książkową ,tak? ) i potuptałam w świat.

Pogoda mało zachęcająca.O weekendowym cieple  zapomnij.W ciągu dnia był i wicher i siekący w poziomie deszcz i lejący strumieniami i słońce też.Ubrałam zimową kurtkę z kapturem.

Na dworze wiało.W jednej ręce torebunia , w drugiej torbiszcze i wiatr w pysk,co rozwiewał moje rano umyte włosy i chociaż za długich nie mam w uporem maniaka rzucał mi je na twarz….

Torebunia ma długie ucho ale spadała pod wpływem wiatru z ramienia więc wzięłam wszystko do jednej ręki a drugą zarzuciłam sobie kaptur na łeb.Cieplej.Niestety ,kaptur pomimo że do zbyt głębokich nie należy zaczął pełnić rolę żagla i mając w jednej ręce torby,drugą trzymałam kaptur. Grzywka wystawała i zalotny wiaterek usiłował mi nią zakryć oczy co może człowiek doprowadzić do szewskiej pasji bo jednak chciałam widzieć drogę ! Poprawianie grzywy ręką drugą ,co to w niej torby na zdrowie nie wyszło,bo mam poobijany kadłub,jednak książki swoje ważą…

Misja biblioteka wypełniona,gazetki kupione , jeszcze tylko dyskont i zakupy żywieniowe.

Koszyk w rękę ,nareszcie wolna ręka kaptur z głowy.Gorzej że torebunia w drugiej i jakoś cięższe torbiszcze z książkami…

Ponieważ do wędlin kolejka długaśna i każda z pań prosi o dwa plasterki tego,półtora tamtego i może jeszcze serka pięć plasterków zrezygnowałam a ser wzięłam z półki w kawałku,sporym kawałku bo sera nie ma – nie ma co jeść w rodzinie @

Na mięsie pusto,kupiłam piersi,koszyk zaczął mi ciążyć,a torby przeszkadzać. Torebunię zarzuciłam na ramię,torbiszcze w jednej ręce,koszyk w drugiej i zanurkowałam miedzy regałami po wodę mineralną dla Juniora,chwytając po drodze jogurty TYLKO TE, ogórki konserwowe,bułek 10 i kolejne dziesięć z różnymi dodatkami,masło, mrożone zupy,kaszę i żarcie dla kotów.

na moje nieszczęście WODA – I TYLKO TA MAMO – znajdowała się na najniższej półce.Kiedy się nachyliłam szukając ODPOWIEDNIO gazowanej torbunia zawisła mi przed nosem jak to chomąto koniowi, torbiszcze pociągnęło w dół i poczułam że nowe cud spodnie powoli zjeżdżają mi z tyłka…( nie,nie miałam paska bo stary i ciemny i nie pasuje a przecież spodnie świetnie leżą…) . Odstawiłam koszyk, zdjęłam z ramienia torebunię (do koszyka wsadzić nie mogłam bo pełny ) przełożyłam do ręki z torbiszczem a drugą usiłowałam cichaczem gacie podciągnąć wzbudzając zainteresowanie ochrony( czasem kierownik chodzi po sklepie jak jest duży ruch i baczy na kupujących …) dziwnymi podrygami. Nie,no bez jaj,przecież kochani nie upycham sobie 1,5 litrowej wody w spodniach!!!

Objuczona jak wielbąłd,wściekła,doczłapałam do kasy. DRUGA 1,5 litrowa butelka wody już w koszyczku mi się nie mieściła,niosłam wiec w ręce z torebunią i torbiszczem kwicząc ze złości pod nosem ( no ale ja dzielna kobieta,matka,żona ,Polka jestem tak?).

Pani kasjerka nie miała wydać klientce (bo kierownik właśnie zabrał większość gotówki z kasy ) i pożeglowała rozmieniać.Kolejka rosła.

Potem mnie poprosiła o drobne.No to odłożyłam torbiszcze na taśmę, wyjęłam z torebuni portfel (prezent od Młodej,ładny,elegancki,kolorek odpowiedni tylko chujowe miejsce na drobne ale to szczegół ) i zaczęłam drobne wygrzebywać z przegródki. A kolejka rosła. DWA złote już mam rzekłam aby rozładować nastrój ale pani za mną chciała mi już przegryźć gardło wiec taktownie zamilkłam i szukałam w ciszy 85 groszy….

W dyskoncie jest taki spory blat gdzie rzeczy w koszyka można przepakować do torby.Miejsce to jest wyłożone LUSTRAMI. I niechcący przez przypadek spojrzałam. Kurwa! wyrwało mi się z ust maliny  ( miałam puder na pysku i tusz na rzęsach jak wychodziłam z domu  a teraz miałam trupie sińce pod oczami pewnie od tego nieustannego poprawiania grzywy,okularów i kaptura a włosy….mam kręcone z natury ale kaptur i paskudny wiatr mi je ciut wyprostowały i każdy włosek STERCZAŁ W INNĄ STRONĘ . Moja głowa przypominała wkurwiony ukwiał….) bo klienci w dyskoncie to również moi klienci i dlatego się tak co poniektóry dziwnie patrzył a ja myślałam że ładnie wyglądam…. !!!

Nic to.Ja dzielna kobieta na zakupach jestem.Zacisnęłam maliny i zajęłam się upychaniem zakupów w torbiszczu.Torba z bułkami się nadpękła ,wsadziłam w jednorazówkę i cóż.Musiałam nieść osobno bo już się nie zmieściła w torbiszczu. Torebunię przerzuciłam przez głowę,nie powiem wygodnie i w dupie że tam wiatr wieje ale odstaje i przeszkadza w niesieniu zapupów. Przesunęłam na przód torbę w jedną łapkę, bułki w drugą i w drogę !

Niestety,wiatr nie zelżał,kaptur na łbie co chwilę poprawiałam waląc się tym razem bułkami ,grzywę olałam,drogę do domu znam,dojdę.

Torbiszcze cholernie ciężkie,przerzucałam co i rusz do drugiej ręki,zmieniając z bułkami i dobrze że to tylko 5 minut ale kurwa pod górkę z wiatrem ZNOWU W PYSK !!!

W domu – X-men – ależ czemu nie zadzwoniłaś, zaraz bym przyszedł no taka ciężka torba dziewczyno! ( tak,naprawdę by przygalopował ALE bym się musiała naczekać bo szukałby okularów,jeszcze siku a może i szybka kupa przed wyjściem, a gdzie mam dokumenty i chyba zapomniałem klucza…)  a ja tam wśród tych ludzi z ukwiałem na łbie ? NIGDY W ŻYCIU.

- Junior – miałaś ciężką torbę ?  No mamaaaa ,raz na sto lat a i wiesz kolano przestaje mnie boleć…

-X-men – WIATR ci przeszkadzał ? Jaaaaki wiatr! no spójrz przecież ŻADNA gałązka się nie chwieje !

Kurtyna poszła łkać do kąta.

 

 

wiosna idzie,czas obudzić się do życia

  • Napisane 13 kwietnia 2015 o 11:41

Spokojny weekend.Spacerujemy. Wyprawy takie na 8 km.Na początek starczy.X-men chciał rower ale skoro ja nie zgłaszałam zachwytu wybrał moją opcję;).(znaczy mógł pojechać sam,przecież nie bronię,jednak on z tych co wolą towarzystwo )

W sobotę zakupy.

Wysłać chłopa? Przywlecze szatkownicę monstrum;)))

Bo lubi kapustę.Niekoniecznie bigos.Dobrze zrobioną kapustę jak najbardziej.

Za to ja …kupiłam sobie to i owo z ubrań.No szału nie ma, ale spodnie ,t-shirt i sweter jest.W jasnej kolorystyce,bo ciemnego mam po kokardę!

A ile się naprzymierzałam ! No nie jestem trzciną na wietrze, to  nie wszystko pasuje jak ulał;)

z taką pewną niechęcią pokazuję zdjęcie mej osoby bo najszczuplej tu nie wyglądam;/.Nie podoba mi się to ale jak pisałam po chorobie przybyło mi 6 kg! niestety w boczkach widoczne;>

Przy okazji pokazuję torebunię jaką nabyłam podczas odwiedzin Dem.Długie i krótkie ucho,pojemna,dla mnie w sam raz.Do całkiem niedawno byłam ABSOLUTNIE przekonana że te ciemne dodatki są GRANATOWE.I nie pytajcie dlaczego…

W niedzielę najpierw krótki wypad na kawę ,oczywiście w nowych ciuszkach.No lato to nie było.Szliśmy dość wcześnie, wiał zimny wiatr, zła byłam że nie wzięłam kurtki. Ale od czego pomysłowy dobromir?

Kupiłam szal.Taki z prawie dwóch metrów i szeroki na 1,50 i cieniutki,można układać jak się chce i już było mi dobrze. Bo grzał.A jakby co to mam pareo;))).

Postanowiłam też uporządkować przyprawy.Chciałam kupić gotową półkę ze słoiczkami ale…ZAPOMNIJ !!!

Nie ma.Nawet w sklepie typowo – 1001 drobiazgów. Ale już wymyśliłam co zrobię.Kupiłam trochę słoiczków ,trochę miałam swoich i już część przesypana,opisana itepe.

A półka? Powoli powstaje ;)

A Junior?

A Junior zaliczył półmaraton w …Rzeszowie! Bo u nas mu miejsca brakło.

http://www.runrzeszow.pl/index.php/polmaraton-rzeszowski-12042015/

 

 

 

notka niemęska czyli zakupy i kobieta z brodą…

  • Napisane 21 stycznia 2015 o 22:42

początek roku to i zarobiona jestem,szczególnie że dni wolne świętowałam jak się patrzy.No i teraz usiłuję odrobić stracony czas.

W zeszłą sobotę było mi tak ciężko na duszy po tych 10 godzinach przy maszynie że w niedzielę pogalopowałam do fryzjera.A co. Niech mną się ktoś zajmie , pomasuje,wymasuje, upiększy.

Trzy bite godziny bo ruch spory.I co robiłam czekając ? Ano odświeżałam angielski. Bo to miały być pierwsze zajęcia po miesięcznej przerwie.A przerwa ma to do siebie że była miła (Święta) ale co sobie obiecywałam coś przypomnieć,poczytać,uczyć się słówek  to milion innych spraw na tapecie…U fryzjera nie było odwrotu.Co,miałam siedzieć i bezmyślnie wpatrywać się w lustro?

No zrobiłam tak przez pięć minut.I to mi wystarczyło żeby zobaczyć że coś z moją brodą i szyją jest nie tak.

No ja pierdziu, światło tam brutalnie wyolbrzymia każdą niedoskonałość do tego stopnia że mi się te lustra przestały podobać.

Ok,apaszkę na szyję miałam,to zaraz po wyjściu od ,sobie założyłam i … jakoś zapomniałam o sprawie. No ale wiecie,wyprzedaże,sklepy w galerii po drodze, zajrzałam to tu , to tam i wpadł mi w oko sweter.W H&M.

Cenę sprzed roku znałam to skoro zniżyli o połowę porwałam z wieszaka i do przymierzalni.

Wiadomo – pora roku kurtkowo-swetrowa,zaczęło mi się robić gorąco bo sklepy tam grzeją ile mocy dają.Kabina w przymierzalni niewielka, do tego te paskudne oświetlenie i lustro które robi z ciebie kaszalota. Włosy rozpirzone bo się przebierasz , plamy na twarzy bo upał ,no czułam jak mi pot spływa po tyłku ! To i paszczę zaczęłam oglądać a tu…WŁOSEK !!!

no kurwa i drugi się trafił,kręcony do tego ! No to wiecie, twarz  do światła i z prawa i z lewa i czerwono przed oczami bo wściekłość rośnie ! Że niby co ja mam na szyi?!? Że niby już za dni parę i golarę będę używać?!?

Powietrza potrzebowałam , o swetrze nie zapomniałam ( taki w barwach błękitno,niebiesko białych i nawet domieszka alpaki !!! ) ,do drzwi i na dwór….jak ochłonęłam to z powrotem do środka szukać drogerii i plastrów  z woskiem do twarzy.

Co prawda mam jakieś w domu ale do ciała ( hehehe X-men chciał sobie włochate plecki wydepilować;>>>) ale takiego gabaryta to ja sobie jednak na pysk nie położę!

I na tym się w zasadzie skończyło bo czasu nie miałam na ablucje. Teraz bym mogła je użyć ale ledwo co siadłam by odpocząć .Wiem że żałować będę jutro rano – bo szycie czeka.

Żeby się dopieścić polazłam znów na zakupy i trafiłam bardzo miłe w dotyku spodnie dresowe z weluru w cudnych kolorach za jedyne 20 zł !!! Kupiłam morski kolor i taki miękkobeżowy…mmmmm’

I do tego bluzę z dzianiny w jasnoszarym kolorze.

no dobra.To młoty do roboty !