Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'watrowisko'.
Wyświetlam 1 - 4 z 8 notek

Nałęczów 2016 czyli ” coś jak wesele tylko ludzie się bardziej lubią;) „

  • Napisane 31 maja 2016 o 08:07

W ostatniej chwili pomimo planowania i ustawiania priorytetów zabraliśmy Rudkę.

Nasza sunia była niesłychanie grzeczna w podróży co bardzo nas zdziwiło ponieważ zwykła wycieczka na Pogorię autem dla niej trwałą wieki i było stękanie,kwękanie,popiskiwanie i inne anie a tu NIC. A przed nami 330km.Miało być mniej ale jak zwykle zgubiliśmy się na równej drodze ,pośrodku lasu i wyrębów pod nową drogę ;)))).Tak GPS mieliśmy, trasę na wszelki wypadek wypisaną też miałam…

Było cudnie. Nie powiem że gadaliśmy i gadaliśmy i gadaliśmy od świtu do nocy i od nocy do świtu,bo jednak często wychodziliśmy z psem na spacer,niemniej jeszcze nie umiem dojść do siebie i ciężko jest nam się wdrożyć w codzienność…

Ze względu na Rudeńkę ,no i nas stawaliśmy mniej więcej co 100 km.

Śniadanie było całkiem,całkiem;)

W pewnym momencie zostaliśmy skierowani na Puławy i poczułam się prawie jak w domu…

No kominy mało widać, dym też bo zdjecie na szybko i z wnętrza samochodu ale nie tego się spodziewałam na ziemi rolniczej;)

No a potem….potem powitanie,zakwaterowanie,obchodzenie z Rudką terenu,witanie się z nowo przybyłymi a na koniec dnia….

Ten fantastyczny tort to dzieło : —->>>> KLIK – KLARKA MROZEK.

PYCHA:)))))

Jedzenia było po kokardę,naprawdę.Nieznana mi osoba i do tego nie było jej na spotkaniu przygotowała to weselisko;). Tak sama z siebie.Przywiozła do Klarki i zmotywowała ją do przywiezienia nam…

—–>>>> ULTRA

Z powodu Rudki i z powodu rozprostowania kości i z powodu by X-men mógł poznać miejscowość często chodziliśmy na spacery.Nałęczów jest ciekawy, jako miejscowość uzdrowiskowa ma sporo miejsc do chodzenia oraz do biesiadowania czy też siedzenia przy piwie;))).

Pierwszego dnia była burza, z nieba spadały strugi deszczu,ulice niektóre zamieniły siew potoki a ja na swoją zgubę zapomniałam o skrócie na naszą kwaterę i ….

A co przejeżdżał samochód to pasażerowie mieli niezły ubaw….

*** – cytat w tytule należy do Klarki Mrozek.Może ciut przeinaczyłam,bo pamięć bywa zawodna;))).

C.D.N.

jak ja nie lubię tych lekarzy

  • Napisane 24 maja 2016 o 09:56

kilka następnych dni mam nadzieję spędzić wśród ludzi którzy chyba choć trochę mnie lubią,dużo i ciekawie gadają,i  takie tam ;).

To czas ładowania baterii…

Droga daleka ale cóż.

Chyba jednak pojedziemy.

Ja z pewną pielgrzymką po raz drugi.

Tym razem też mam o co.

Sprawa mamy załatwiona ,wizyta 30 maja.

Cóż.30 maja ja też mam wizytę ale jakby kilka szczebli wyżej bo w katowickiej klinice okulistycznej.

Tłumy jakie tam się przewalają są przygnębiające.

Stanę w jakiejś gigantycznej,na 100 osób co najmniej kolejce do rejestracji i będę się modlić by zdążyć na czas  się zameldować.Termin mam umówiony ale trzeba się odhaczyć.

I może wtedy ciśnienie mi opadnie bo jak do tej pory to niekoniecznie .

Może będę robić zdjęcia a może nie.

No to nara.

 

nie mogę zrozumieć tego fenomenu!

  • Napisane 8 czerwca 2015 o 09:21

RZEKŁ X-men….

JAK TO MOŻLIWE  żeby grupa dorosłych,często nie znających się osób jechała przez pół Polski aby się spotkać  bez wyraźnego powodu ?!?

no tak to jest.

Rzuciło nas pod Częstochowę oraz w kieleckie w okolice Szydłowa…

BARDZO WAM wszystkim dziękujemy za fantastyczne !!! towarzystwo ;). Było ciepło od uśmiechów,spotkań ,rozmów,było tak …że ach!

I teraz siedzę i nie mogę uwierzyć że rzeczywistość znów mnie dopadła i że uwaga pogoda się zmieniła na gorszą!!! A myśmy mieli plażę,błękitne niebo,gwiaździste nocą…

TERAZ kilka zdjęć z Watrowiska…

Pewnemu kibelkowi poświęciłam aż dwa zdjęcia bo …

- wchodzimy po schodkach – baaaardzo stromych i z dołu już widzimy umywalkę.Na górze po lewo pokoik sympatyczny, po prawo pokoik sympatyczny a na wprost …za umywalką za załomem kibelek…A!A!A! Myśmy tam nie mieszkali;)))). Na dole normalna łazienka.

I zapachy lasu….przestrzeni, trawy,śpiew ptaków i …. psów;)))))) tubylczych.Przyjezdny był grzeczny;).

X-men przebiegł z Dudim co nieco kilometrów, skosztowaliśmy pysznych nalewek, mięs wszelakich – po jednym takim posiłku spać poszłam bo nie przywykłam do takiej ilości mięsnych potraw a żal było nie spróbować!!!

Kochani bardzo miło było ;).

c.d.n.

tybetański dzwonek,stado słoni i nowa znajomość

  • Napisane 16 czerwca 2013 o 19:50

byliśmy dziś u nowo-starej znajomej z bloga.Nowej – bo osobiście poznana przez nas niedawno na Watrowisku,starej bo przewijała się w tle już od czasu pewnego.

Wczoraj wysłałam smsa :

- czy spotkanie nadal aktualne? ( bo wiecie ,niepewna sytuacji,przez dwa tygodnie wszystko może się zdarzyć,a poza tym wiedziałam że właśnie WLAZŁA NA KASPROWY !!! nie,no ja bym się chyba czołgała ze trzy dni  z  okładem,a ona ot tak WLAZŁA !!! )

- ależ oczywiście tuv  – zaświergoliło w telefonie. Jeśli JA się umawiam to na mur beton!

No i klops.Bo wszystko potwierdzone a w naszym samochodzie coś z hamulcami… ( wiadomo,moglim wsiąść na rowerki ale jak bonie dydy jakoś chęci nie było za grosz;> szczególnie że jechaliśmy na ODPUST i raczej byśmy odstawali od reszty wyelegantowanych ludzików co to z kościoła po sumie między stragany weszli no i z kondycją tego roku krucho)

Telefon do sąsiada .Cud mniemany – w sobotni wieczór MA CZAS. Samochodem się zajmie. Tyle tylko że musi najpierw WRÓCIĆ… I wracał… jedną godzinę wracał , drugą ,trzecią, o piętnastej zwątpiliśmy, o 16 stwierdził że jest już w okolicach Częstochowy i zaraz będzie (cirka ebałt 100 km do nas ). W końcu o 19 dał sygnał – przywoźcie gablotę.

Jechał tak długo bo wiózł skuter.Na przyczepie wiózł .I co dwadzieścia km ten skuter mu się wywracał . Na tej przyczepie wywracał, na co on stawał ,ustawiał dziada do pionu i znów jechał...Cud że dojechał cały no nie?:)

Samochód  na kanale a tu zonk,bo OPONĘ WYBULIŁO.(kurwa , niespecjalnie mamy czym ją zastąpić choć KÓŁ w garażu ze sześć!!! ).

Jęczę cicho – jejuuuuu my do Watry mamy jutro DOJECHAĆ !!! spotkanie umówione dwa tygodnie temu , jejjuuuu i CO TERAZ BĘDZIE ?

Znów telefon do przyjaciela,tak brat X-mena nam zmieni opony,znaczy się sprzeda nowe i założy jakieś sensowne używane na pozostała koła jednak trzeba dojechać do Częstochowy ! I nie,nie da rady wcześniej jak o DZIESIĄTEJ BO CHCĘ OBEJRZEĆ BAJECZKI ! ( między 10 a 11 jesteśmy umówieni u koleżanki Watry)

Jedziemy.Pogoda pod zdechłym azorkiem, o piątej rano była cudowna o dziewiątej już lało…

Udało się opony  zmienić ( nic to że godzina już 12 była !!!) dziękować że koleżanka taka wyluzowana;)))

Czekała z chlebem i solą a jaki dała nam OBIAD !!! Objedzeni,nagadani, ze stosownym zakupem z odpustu wróciliśmy do domu;D.

A u Watry powitał nas dzwonek prosto z Tybetu:

i było ich coraz więcej i więcej :

stanęliśmy też oko w oko ze stadem słoni:

Ha,jakiego ma fajnego kotka:

A potem X-men dźwigał ciężary:

A potem ,po sutym obiedzie udaliśmy się na odpust:

     

gdzie X-men dokonał zakupu:

To broń na tego cholernego sierściucha zakrzyknął, jak tylko mi do łóżka wlezie i dupę na twarzy posadzi to dziada POSTRASZĘ ;>>> ryknął z błyskiem w oku ;D

No. Fajnie było co nie ?:)