Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'teściowa'.
Wyświetlam 1 - 4 z 17 notek

czy już pisałam że listopada nie znoszę?

  • Napisane 20 listopada 2016 o 22:42

teściowa zmarła w nocy.

We śnie/malignie. Od piątku nie było z nią kontaktu a od dwóch lat,czyli od udary ten kontakt który był,był mocno utrudniony.Afazja językowa i mózgowa…udar rozległy więc…

Nie,nie ma histerii,rozpaczy i łez.

Smutek mnie dopadł z powodu X-mena bo przecież to matka jak i z natury bardziej ogólnej,że teraz to my na odstrzał…

M.czyli amerykańska sisters nie zdążyła, zameldowała się dziś, po fakcie…

I. w końcu odpocznie,bo to na niej spoczywał cały ciężar opieki nad matką,chociaż….chociaż chyba to lubiła i nie była to katorga.

Pogrzeb pewnie w środę.

A nasz samochodzik do naprawy….wrrrrrrr jak zwykle,kiedy dzieje się coś ważnego….

no i mamy listopad czyli kopiemy sobie dół

  • Napisane 1 listopada 2016 o 22:55

dni mijają szybciej niżbym chciała ale podobno naukowcy dawno temu doszli do stwierdzenia iż to normalne bo się starzejemy , mamy więcej przeżyte niż nie i stąd to skurczone poczucie czasu.

Moim szczerym zamiarem było przeleżenie długiego weekendu w łóżku z kielichem solidnej gorzałki i dobrego jedzenia oraz książki ( film też był w opcji ). Jednak Junior do nas przyjechał i wyciągnął na włóczęgę po cmentarzach. W zasadzie to byliśmy na dwóch ,bo na resztę czasu brakło. Nasz blisko, odwiedziliśmy wieczorową porą ,cmentarz wtedy pięknie się prezentuje,czaruje  blaskiem zniczy,mrokiem i niedopowiedzeniem.

Potuptaliśmy pod krzyż i zapaliliśmy świeczkę za majora…..

A dziś byliśmy w Częstochowie na grobie teścia i reszty rodziny X-mena mnie osobiście mgliście znanej.

Teść ma nagrobek bogaty,czarny marmur i miejsce na starym, dostojnym cmentarzu.Pięknie acz koło śmietnika – za to łatwo trafić bo z daleka widać te stery śmieci;>.

I wywiązała się dyskusja bo dzieci żywo zainteresowały się jaki chcemy mieć pogrzeb , no i jak ma wyglądać potencjalny nagrobek.

Tja….

Potem pojechaliśmy odwiedzić teściową.

Żyje. Kontakt z nią bardzo trudny,ciężko tak z marszu zrozumieć o co jej chodzi.nawet opiekująca się nią na okrągło I.(siostra X-mena) też ma z tym spory problem. W zasadzie od czasu udaru nie wychodzi z mieszkania bo jak to zrobić jak blok bez windy a piętro II  a ona na wózku inwalidzkim???

No i ten postępujący rak piersi….;/.

Jeszcze przed udarem ukrywała chorobę,nie chciała się leczyć ,sic!!!

W końcu jak X-men z bratem na siłę ją zabrali do lekarza było już na cokolwiek za późno.Dali tylko naświetlania i chemię,spacyfikowali skorupiaka i zostawili bo jej stan serca,itp nie pozwalał na operację.A teraz?

A teraz rana się otwarta zrobiła.Po prostu rak przedarł się przez skórę i ….i pożera coraz więcej.I tyle,bo lekarze dali skierowanie do dziennego hospicjum i już.

Dzienne hospicjum to raz w tygodniu pielęgniarka zmieniająca na piersi opatrunki,raz na dwa tygodnie lekarz. I tyle.

A tak,to ma I.do dyspozycji pielęgniarkę długoterminową z ośrodka, przychodzi cztery razy w tygodniu, oraz pomaga w kąpieli i zmienia opatrunki.Czyli robi więcej niż ci z hospicjum. Dziwne to ale tak jest.

Chyba ta otwarta rana teściową nie boli,nie wiedzą dokładnie ale nie daje znaków żadnych, bo na tyle jest w stanie pokazać że coś jest nie tak.

Przygnębiająca ta wizyta. Po powrocie spory łyk żołądkowej i sznita ze smalcem i skwarkami.Nic innego nie wchodziło.

I tak nam zszedł dzień dzisiejszy.

Święta, odwiedziny i takie tam normalne życie

  • Napisane 7 kwietnia 2015 o 09:25

W Wielką Sobotę odwiedziła nas Ścieżka. Daaaaawno niewidziana osóbka,dawna blogerka,świetna dziewczyna ,no i znamy się szmat czasu realnie.Ufff, kontakt nawiązany ponownie i bardzo się cieszę;). Odwoziliśmy ją do rodziny,no wiadomo, przecież wieczorową porą nie będzie szukać autobusu czy co tam.Pogoda dość dziwna i jak wracaliśmy ZABŁĄDZILIŚMY !!!

10 km,DZIESIĘĆ kilometrów mniej więcej od domu a my … ZABŁĄDZILIŚMY WE MGLE !

Tu czyste niebo i księżyc w pełni,tu wałęsające się kłęby mgły a potem już tylko gorzej i przeoczony zjazd i kilka kilometrów nadrabiamy. Nareszcie czysto nie ma mgły,księżyc panoszy się na niebie i…. nagle ŚCIANA. Jak nożem uciął drogi brak.X-men wyhamował do 10 km na godzinę,no toczyliśmy się w tym mleku z duszą na ramieniu czy co nie wyskoczy z naprzeciwka! Tak jechaliśmy około 50- 100 metrów i jedno wielkie UFFFFFFF że już widać drogę i jak dobrze że nikt i nikogo w tej mgle nie było. Dopiero po chwili samochód ale myślałam że stoi a to kierowca spanikował i też jechał z szybkością pieszego bo widział już z daleka ŚCIANĘ.

Po takiej przygodzie raczyliśmy się domowym winkiem z wielką przyjemnością.Ciast już nie było bo kupiłam na święta mało ( nie,nie piekłam) a i Ścieżka przywiozła co nieco boskiego serniczka ale X-men pochłoną…ehhhh.

Śniadanie Świąteczne miłe i nawet długotrwałe.Mamie Junior pomógł zejść po schodach – dała radę- i towarzyszyła nam w kulinarnych degustacjach nowości. Ha,hitem okazały się pasztety jarskie. Ze względu na Młodą wiadomo,postawiliśmy na rybki,sałatki i pasztet właśnie.

Udały nam się nad tzw wyraz!. bdb w smaku,pożarte w ciągu jednego dnia ;)))) dwie blaszki!

Przepisy wzięłam z internetu,a dokładniej z tej strony :
http://www.jadlonomia.com

na czuja , bo wujek gogle wyrzucił sporo stron ale chyba tytuł mnie zaintrygował;).To był dobry wybór.

Zrobiłyśmy ten:http://www.jadlonomia.com/2013/12/pasztet-soczewicowy-z-zurawina.html

oraz ten: http://www.jadlonomia.com/2014/04/pasztet-warzywny-doskonay.html

oba świetne jednak ten z żurawiną wymiata!

Młoda nam pięknie stół zastawiła;).No wie, nie zdążyłam wyprasować serwet ale oj tam…;)

Ten po lewo to warzywny a ten po prawo z żurawiną a ten po bardzo prawo to chlebek ze słonecznikiem;)))

Śmigusa nie obchodziliśmy ale za to do rodzinki pojechaliśmy.Odwiedziliśmy teściową.Cóż. Chociaż jej stan z tym co widziałam ostatnio ( a było to w zeszłym roku bo X-men jeździ częściej sam) poprawił się .Wizualnie wygląda lepiej.

Oczy jednak dziwne.Jasne tęczówki miała a tera te oczy takie….CIEMNO-mroczne…Czasem skleci wyraźne słowo jednak kontakt bardzo utrudniony.Cierpi na afazję nie tylko słowną ale i częściowo umysłową więc…W zasadzie to dobrze że nie chodzi. I. nie dałaby rady a jest z tym sama.

Przywieźliśmy mamie chodzik,czego nie zaakceptowała bo daje radę;). Po czym wstała bardzo sprawnie z fotela co jeszcze kilka dni temu nie było takie oczywiste ! Jednak dobrze że jest.

i to byłoby na tyle .

 

 

 

urodziny kota i takie tam…

  • Napisane 11 września 2014 o 18:11

Nasza CZARNUSIA kończy 15 lat. PIĘTNAŚCIE.

Urodziła ją dzika kotka na przednim siedzeniu,siedzeniu kierowcy w naszym aucie stojącym w zamkniętym garażu…

X-men właśnie elegancko (marynara,krawat,biała koszula) ubrany wybierał się na spotkanie biznesowe…A tam…

Cóż.Posprzątał co nieco,nakrył mokre siedzenie kocem i pojechał. W miocie był jeszcze ŁACIATY otruty w 2007 roku i Szara.Cudna,pręgowana szaro-perłowa koteczka która niestety zdechła na samym początku.

A ta przechera przetrwała wszystko.Pamiętam jak ją ratowałam z wiadra pełnego ropy…Cud że nie utonęła.Musiała całą noc jakoś się trzymać na powierzchni.DZIELNA:).

Dzielna i bojowa.Nie zapomnę jak na początku broniła kuchni przed RUDKĄ.Bo co to za pies będzie z michy żarcie wyjadał,nie ? Nie waży 5 kg,drobniutka,lekuchna jak piórko a na psa się rzucała i MIR TRZYMAŁA !

lubi siedzieć w tym kącie na tarasie.osłania go dach,tak że nawet deszcz tam nie zagląda.Zioła w doniczkach i rośliny ,które wiosną wywalam z domu.A to szklane to akwarium…Dziubaski sobie założyły…Bo mamy patyczaki,rybki,żabę ,koty i psa…MENAŻERIA

A ten tam fikus po lewej to od sąsiadki.Bo sobie rósł i rósł i rósł u niej w domu na stoliku aż spadł.I go nie chce.Też w takiej niewielkiej i płytkiej doniczce taki DUŻY. Bardzo wywrotna ta doniczka.No to stoi u nas na tarasie i myślimy co z nim zrobić.Nooo,na pewno nową donicę kupić (stara pęknięta) i gdzieś umiejscowić.

A co poza tym?

No chora jestem.Coś z tchawicą/krtanią.Kaszel mnie dusi koszmarny;(. Gorzej że spać ciężko…Szycia było sporo,mus zrobić ,dopiero teraz mogę pierdzielnąć się do łóżka…

Teściowa…dawno nie pisałam,bo i o czym? Stan konstans. Wspominałam, a może nie,że nawet chodzić zaczęła ale jej się nogi poplątały i upadła. No i nie,żadnego chodzenia.Mowy nie było by namówić na chodzenie.Nawet na normalne siedzenie. Zamówiony fizjoterapeuta kazał zrobić prześwietlenie i tu zonk.Bo było złamanie szyjki udowej,z przemieszczeniem i coś tam,coś tam. Ale że leżała to się samo zrosło…Długo leżała nie powiem,skoro samo się zrosło…Nie mówi,nie pokazuje że coś ją boli ( ciekawe może ma wyłączony ośrodek bólu po tym wylewie? ),dobrze że ten fizjoterapeuta był ostrożny i zalecił prześwietlenie.

Na zdjęciu rtg są jakieś zastanawiające zmiany w kościach. Być może to przerzuty,bo rak był tylko spacyfikowany w piersi i tyle .

Cóż. X-men tam dzwoni, czasami pojedzie i tak to się toczy.