Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'szpital.'.
Wyświetlam 1 - 4 z 18 notek

o jej ,zaraz Święta? I forsycja kwitnie ?

  • Napisane 11 kwietnia 2017 o 22:01

a chwastów w naszym ekhm,ogrodzie multum.I to ten rodzaj nie do wyplewienia znów się rozpełznął…Cóż.Zamiast trawniczka będziemy mieli chwastowisko,bo kto to ogarnie?

Pogoda taka sobie.Czasem słońce ale ogólnie zimno i deszczowo i ponuro.

A my znów powoli dochodzimy do siebie po nocy z niedzieli na poniedziałek. Niedzielę mieliśmy dość nerwową z mocno napiętym planem, bo trzeba było popracować nad banerami reklamowymi.Stare wyglądały mocno niewyględnie i raczej straszyły niż zapraszały potencjalnych klientów.W sobotę zrobiłam,przygotowałam wszystko a potem przyszła Młoda i okazało się że niekoniecznie to jest to czego ona oczekiwała i co się nadaje ( bo miała się zająć wydrukiem ).

Młoda studiuje zaocznie.Weekendy zajęte i miała czas po południu ,musieliśmy zdążyć.

W dowód wdzięczności i pomocy dziecku X-men miał ją odebrać po pracy ( tak,po zajęciach jeszcze na kilka godzin poszła do pracy),wszystko ustalone a tu wtem,nagle telefon – tato zabierzesz mnie wcześniej tak koło 22 bo muszę jechać na SOR.

E,a co się dzieje pytam? X-men nie wiedział,  pojechal.

NIE ma ich,nie ma ich,nie ma ich….dochodziła 24 jak przyjechali.

Młoda – złamany nos…A!A!A! ( złamała przez przypadek na zajęciach sportowych )

Nie wiem jak to było,bo każdy z nich złożył inne zeznania ale wylądowali na izbie przyjęć miejskiego szpitala  gdzie i owszem, najpierw swoje odczekali a potem lekarz dyżurny zrobił rtg,spojrzał i rzekł – jestem ortopedą,nic nie pomogę,laryngologa nie mamy,dał skierowanie do przychodni i stwierdził że może tam pójść w ciągu trzech dni,bo nos wytrzyma….

Nosz kurwa!

Pielęgniarki na korytarzu podpowiedziały im by jechali do górniczego,tam wszak urazówka i zwożą takie przypadki ale Młoda jak my kiedyś – nie chciała ,bo będzie innym miejsce zajmować ,wytrzyma ,da radę i jutro do przychodni.

X-men miał wyjazd w trasę o SZÓSTEJ RANO !

Wykąpał się, położył zmęczony okrutnie ale ja marudziłam i marudziłam.

Dziewczyna ze złamanym nosem i co ? W przychodni lekarka co najwyżej wyśle się do laryngologa hwg!!! I będzie się miotała po mieście z tym cholerny bólem ,krzywym nosem i opuchniętą twarzą?!? Młoda jak poczytała to i owo w internecie to już chciała jechać gdziekolwiek by mieć to od ręki za sobą .

X-men zwlókł się z łóżka,i pojechali….

Na urazówce lekarze się wściekli,że dziewczynę bez pomocy miejski odesłał do domu.Ponoć wyzwiska pod ich adresem latały gęsto ( widocznie takie numery odchodzą często ).

Nastawili nosek – wkładają taki metalowy pręt i nie,nie jest to bezbolesne ani miłe,wkładają taki usztywniacz by nie uległ ponownemu przesunięciu.Na szczęście nie poszły naczynia krwionośne ani nie było to złamanie otwarte i chyba operacji nie będzie.

Wrócili po 2 w nocy a X-men w drogę o szóstej rano…Pojechał dwie godziny później ale ledwo wstał;/.Ja też zmęczona bo jak tu spać jak oni tam ?

Dziś Młoda była na kontroli.Wróciła po pięciu godzinach bo….

awaria wydawania numerków !!!

Nosz….usztywnienie wyjęte,jest dobrze ale nadal paskudnie boli.Nosek opuchnięty,jest też siniak;/.

Dostała jakieś leki ale p.bólowych woli nie brać,bierze tylko te na opuchliznę i coś tam jeszcze.

I z tym biednym nosem była na zajęciach,a potem w pracy….

W przyszłym tygodniu jeszcze jedna kontrola.Biedne te moje dziecko.

A , smak się zaciera ,w zasadzie jeszcze bez smaku o ile masz na coś ochotę.

I tak prosz pańśtwa mamy kolorowo…

no i co tam doktorku XXL?

  • Napisane 26 stycznia 2016 o 20:01

w poniedziałek pobudka przed świtem,szykowanie,matka u bram już o 6,20 ale dobrze , bo do szpitala kawałek a mielim być na 7.00.

Ja nie pojechałam.X-men stwierdził ze będę wprowadzać nerwową atmosferę no i lepiej bym się zajęła sklepem i szyciem;>

W sumie bardzo dobrze.Po cholerę mamy się nudzić w dwójkę;).

Byli punktualnie na oddziale okulistyki. Matka wstępnie przebadana,zapisana,sprawnie poszło  i już była 7,35.

Teraz czekanie na pana doktora.Pan doktor będzie ….. o 9 .00. (?!?!?! po cholerę kazali nam przyjeżdżać tak wcześnie ?)

Lekarz przyszedł (doktor nauk medycznych etcetera,etcetera….) przebadał matkę i wydał zgodę na zabieg.

A TERAZ PÓJDZIE PANI NA IZBĘ PRZYJĘĆ SIĘ PRZYJĄĆ.(przypominam,była już na oddziale!!!)

No to kurwa kilka pięter w dół , izba przyjęć bardzo nieprzyjemna,wiatr hula (lata temu hulał podobnie i mój dziadek jeden z fundatorów tegoż przybytku per noga potraktowany,leżąc w ciężkim stanie przez kilka godzin tamże  dostał zapalenia płuc i niestety umarł….List z przeprosinami napisany przez ordynatora i prezesa PO tym fakcie, nic już mu nie pomógł…)

kolejka czekających na przyjęcie spora….

po dwóch godzinach matka została przyjęta na oddział który nie tak dawno opuściła,weszła do przebieralni by zmienić ciuchy cywilne na sypialne i znów przez tą zimną izbę,do windy i wio na górę.

Tak sobie myślę dlaczego,DLACZEGO,z przebieralnie nie wychodzi się bezpośrednio do cichego ,intymnego korytarza w którym są windy rozwożące delikwentów po oddziałach? Czy to taki problem? Przecież jak człowiek przebierze się w sypialne ciuchy to kurwa może się przeziębić tak tam niemiło jest,może mając kontakt z różnymi ludźmi zarazić się choróbskiem i potem kłopot gotowy,nie? Wszak na zabieg usuwanie zaćmy trzeba być ogólnie ZDROWYM !

Ok.Pojechali znów na oddział okulistyki i tam matka czekała na łóżko! Nie rozumiem.Skoro miała zabieg PLANOWANY dlaczego nie było łóżka? Zwolniło się bo jednej takiej pani nie zrobiono zabiegu z powodu za wysokiego ciśnienia ( panie doktorze,jak tylko stąd wyjdę natychmiast mi spadnie do normy!!! Ale nie słuchali)

X-men cały czas towarzyszył mamie.Wspierał,pomagał,nosił torbiszcze bo biedna by rady nie dała .A jak ktoś jest sam???

No i wył z nudów.

W końcu matka zakwaterowana .Sala trzyosobowa,elegancka,z łazienką.Szafki przy łóżkach i szafa ogólna.Czyściutka łazienka,czyściutki pokoik.ALE. Ale w łazience brak uchwytów pod prysznicem.I mama się nie wykąpała bo bała się.Zdarzyło jej się poślizgnąć w brodziku.Nie rozumiem tego.Dlaczego nie ma uchwytów? Przecież tam same dziadki !!! Nie każdy jest sprawny!

Zrobiono mamie badania i niestety ciśnienie jej skoczyło na 160 ,znaczy zabiegu nie będzie.Czekamy do wtorku.Wkurzyłam się,bo  nie wzięła rankiem pastylki na ciśnienie,a rodzinny zalecał,bo pani się na pewno zdenerwuje (jest przecież czym, i to jeżdżenie bezproduktywne po piętrach). Była na czczo.Do wieczora niczego nie pozwolono jej jeść i pić ,dopiero na kolację tak.

Rankiem dzwoniłam – mama przygotowywana była do zabiegu,bo ciśnienie opadło.Gdzieś przed 10 !!! wzięto ją na blok.Sam zabieg to 20 minut ale…BOLI !

Nieprawda że nie boli.Boli,może nie jakoś okropnie ale jednak.I potwierdzali to inni pacjenci.

Dwie godziny leżenia plackiem a potem kontrola lekarza ,wypis i wio do domu.

Już jest u nas – przywiózł ją X-men po 14 .

Oko lekko opuchnięte ale to norma.

Leki dostaje,ale to norma.Z -4 na oba oczy,przeszła na -1,5 na prawe.Chyba będzie musiała mieć nowe okulary.

I tak to, wielkie UFFFFFFFFF:))))

***

Zapomniałam dodać.Nie ma obchodu na tym oddziale.Przecież to sami sprawni ludzie, tylko nie dowidzą,więc…tam się IDZIE DO LEKARZA na obchód.

Kolejka dziadków do gabinetu lekarskiego…Porażka…

obyśmy tu już długo nie wracały

  • Napisane 25 lutego 2015 o 12:19

jest w porządku.Przynajmniej na teraz.

mamie zdjęto tamponadę,bleeeechhhh,jak w nosie może tkwić coś o długości 5 cm?!? i grubości co najmniej dwóch?

Jestem zmęczona.

Ale to nie nowość i powinnam się zamknąć i odpoczywać a tu nie bardzo się da ;/.

Nie wygrałam tych milionów a szkoda,bo bym nawet nie to że zamknęła wszystko w pizdu.Nie.

Po prostu na tydzień bym zaległa w łóżku z książką i nagadała się ze znajomymi i takie tam…

nie wieźcie mnie tam JA ŻYJĘ !!!

  • Napisane 23 lutego 2015 o 18:21

rano sprawdziłam mamie tamponadę , widać było że krew leciała i wilgotny lekko opatrunek ale to raczej normalne,bo po czymś tak silnym jak miała nie może być inaczej.

Potem Młoda zrobiła zastrzyk.

Chodziłam do mamy jeszcze dwa razy.Czuła się jako tako,ale to nic nowego po przejściach wczorajszych.Miałam jednak wrażenie że tampony robią się BARDZIEJ wilgotne. Jednak bez paniki, obiad sobie matka gotowała ( że w sensie mrożonkę i zupę robiła ale tak lubi ,się nie wtrącam,niech je co tam chce;))

Latam góra dół,klienci,sprawdzam coś w internecie,znów dół i klienci,telefony dzwonią i jest ruch co lubię.

W końcu spokój,wchodzę do siebie i nagle jak diabeł z pudełka – matka siedzi w kuchni, przyciska ręcznik do twarzy i mówi – jedziemy,niedobrze.

KURWA !

taksówka,pod szpital ale pod rampę izby przyjęć się nie da bo remont parkingu i tylko z upoważnieniem i karetki.

KURWA!

Jestem sama,Młoda w pracy,Junior we Wrocławiu w pracy, X-men w trasie. Torba matki, moja torba,szalik,poprawić swoją kurtkę, wysiąść i pomóc matce wyjść w miarę po ludzku z taryfy. Poprawić jej ubranie, poprawić lecące torby kurwa i spróbować dojść do drzwi.

Pokonujemy kilka schodków,wchodzimy do holu,potem drzwi w stronę izby przyjęć,mijamy karetkę i wchodzimy na izbę. Posadzić matkę – na jej widok robi się miejsce- tamponada krwawa,jakieś druciki z nosa,ręcznik krwawy przy nosie,włosy skołtunione, krew na całej twarzy coś wycieram,spódnica brudna od krwi i chuj.

Zostawiam torbę przy matce i lecę do rejestracji- pielęgniarka miła pomaga mi,prowadzi do przychodni – tak mieści się tu przychodnia laryngologiczna i jest czynna,mamy szczęście do pomimo że i oddział jest,lekarz przyjmuje do 14,30…

ALe jego tu nie ma ,trzeba iść bezpośrednio na oddział.Na tym samym poziomie 100 metrów dalej.Lecę bo nerwy i matka ledwo siedzi. W tym czasie pielęgniarki prowadzą mamę pod gabinet – miło.Na oddziale lekarka – bo dziś jest lekarka mówi zaraz przyjdę,proszę zarejestrować mamę .No to znów do matki powiedzieć że zaraz, potem do pielęgniarki gdzie ta rejestracja i znów przez podjazd dla karetek i do okienka.Stoję i tuptam,bo tam matka a tu kolejka kurwa !

No wiem,wszyscy chorzy.Przede mną pani rejestruje kogoś do zdjęcia gipsu.

Pan doktor powiedział by przyjść za SIEDEM DNI i podaje kartkę.Rejestratorka mówi – pierwszy wolny termin mamy na DZIEWIĄTEGO MARCA.

ALE JAK TO ?!? on ma mieć zdjęty za siedem dni ! i przecież zwolnienie, no jak ma iść do pracy ,SAMA mam zdejmować mu ten gips?!?

Rejestratorka jak do dziecka z kamienną twarzą recytuje – PIERWSZY WOLNY TERMIN DZIEWIĄTY  MARZEC.

No to dlaczego pan doktor ? – bo lekarze nie wiedzą jakie my tu mamy terminy wali rejestratorka….

no nie wiem – myślę sobie że to kpiny ! – terminy w rejestracji powinny być skorelowane z izbą przyjęć i chirurgią ! nosz kurwa to jakiś kabaret jest!

Moja kolej,bo to nie było moje okienko tylko okienko obok( nie wiem jak tamta historia się skończyła )-

NO ALE NIE WIEM JAKI LEKARZ BĘDZIE WYPISYWAŁ RECEPTY ! rzecze rejestratorka.

-  ( a ja kurwa wiem ?!? -to w myślach )  skąd mam wiedzieć proszę pani,byłam na oddziale,kazali się rejestrować.Przecież macie tylko jednego lekarza na dyżurze warczę.

- proszę iść jeszcze raz i zapytać o nazwisko lekarza…

(żeby was piekło pochłonęło głupie cipy !!! – w myślach usiłuję rozładować napięcie ) lecę,ale mijając przychodnię laryngologiczną widzę że matka znikła.Pacjenci powiedzieli mi usłużnie że siedzi w gabinecie.Ufffffff

Pani doktór zgodnie z obietnicą pojawiła się natychmiast – dziękuje!!! – mówię co zaszło,przybija stosowną pieczątkę i zawiadamia mnie żeby przyjść od razu na oddział,bo wezmą mamę na zabieg.

I znów do rejestracji przez podjazd dla karetek.Przerób duży,znów jakaś tu stoi .

Tym razem pani rejestruje matkę już bez zbędnych dyskusji ale… proszę zrobić ksero z wczorajszego wypisu,lepiej mieć to w karcie.

A!A!A! gdzie ? na drugim piętrze, no to lecę,nie czekam na windę szkoda czasu bo matka tam sama…

W końcu uff,dostaję kartotekę i wio do pani doktór.I znów przez podjazd dla karetek a tam…

policja,karetka i na noszach wiozą babcię jakąś a ona krzyczy…

NIE,NIE WIEŹCIE MNIE TAM JA ŻYJĘ !!! JA NA BOGA ŻYJĘ !!!!!!!!!!!!

ktoś z ekipy towarzyszącej – nie ,nie rodzina,może pomoc społeczna alboco? wali z przekąsem – cicho babciu do nieba cię jeszcze nie biorą !

Słabo mi.

No jak dobrze że byłam przy mamie…

Ona już na oddziale,robią jej zabieg – zapomniałam jak to się nazywa- jakieś rurki do nosa wsuwano i coś tam,coś tam.

Teraz ma zdecydowanie mniejszy opatrunek,ale te druty wzdłuż nosa są.

Pani doktór przeprasza za zamieszanie,za panie w rejestracji,jest miła !!! I CHCE ! I CHCE ze mną rozmawiać co ostatnio jak pisałam ( w lipcu) nie było takie oczywiste.

Wyjaśnia w czym rzecz, jakby co to jutro z rańca walić do niej,a tak jak lepiej to w środę czeka na mamę.

I już.Do domu.

Szukam wózka,by mamę podwieźć do taksówki.Nigdzie !!!

kurwa,no jak to tak?!? Wszystkie wolne wózki z izby przyjęć zajęte przez…no nie do uwierzenia,przez młodych mężczyzn.No widzę ich,jednego tu,drugi tam,trzeci w pokoju przyjęć,czwarty w drugim.KURWA a moja mama człapie od krzesła do krzesła !

Dała radę.Taksówka,do domu.

Tam czeka X-men bo zdążył z trasy wrócić,pomaga mamie wejść na górę.Ja idę po ciastka.Tak,po wielkie,kremowe ciacha i pożeram dwa.

Ręce mi się trzęsą,w głowie wiruje bo znów na głodniaka od rana.

Teraz nareszcie spokój.

Oby.