Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'spotkanie'.
Wyświetlam 1 - 4 z 8 notek

powroty do rzeczywistości są paskudne….

  • Napisane 20 czerwca 2017 o 20:23

było fantastycznie.

Minęło i znów proza.Wróciliśmy w sobotę z powodów pracowych oraz moich gastrycznych.No wiem.Dawno nie było o kupie….

X-men w zasadzie od soboty w pracy ja od poniedziałku remanent z natury wpisywałam.Ba…zrobić to jedno,a wpisać…

Się nagle okazuje że multum kodów to zaprzeszła przeszłość jest…Prostowanie ścieżek to nie łatwizna ale chyba się udało. Wybrnęliśmy chwilo z większych kłopotów ale to miesiąc maj.Przed nami czerwiec…

Wszystkim dziękujemy za towarzystwo,pogaduchy,mięsiwa,torty,smakołyki i napitki wszelakie.

To naprawdę był dobry czas…

Nie dotarliśmy do Brzozówki.Przykre.Ale mamy nadzieję szczerą nadrobić !

tydzień mija z kronikarskiego obowiązku notuję co było

  • Napisane 11 lipca 2014 o 09:36

o poprzednią niedzielę chodzi.

Mój brat wpadając w odwiedziny jeszcze szpitalne do mamy powiedział Młodej że o górki zahaczy,bo Bielsko rzut beretem a on dawno na Szyndzielni nie był.

Młoda przyjęła do wiadomości i ziarno w niej kiełkowało by iść jego śladem .Znamy te tereny dość dobrze,wiele razy z nami,ze szkolnymi wycieczkami bywała więc zaczęło się „szykowanie gruntu” czyli – mamo pojedziemy z Galikiem.

W końcu ,kiedy nasz wyjazd nie wypalił ale samochód udało się w końcu naprawić pomyślałam a co tam,auto trzeba sprawdzić możemy i my z dziećmi się wybrać. I z Rudką.

Rankiem do szpitala,potem jeszcze zakupy wrrrr – bo przecież Rudeńka musi coś jeść na szlaku nie ? I dla nas woda do picia i dla psa również i to i owo, i czas leciał a ja się wkurzałam bo gorąco…

No dobrze.W końcu ruszamy. Jazda przyjemna,puste drogi z tym że coraz cieplej.Potem w Bielsku szukanie ( my zawsze szukamy i błądzimy ) , o jest i dzięki za kijki i ruszamy dalej umówione na kawę.

Kijki miały być dla kol.Galika który to był po złamaniu kostki.Otóż NIE BYŁO ZŁAMANEJ KOSTKI !

Lekarz który gips zdejmował Galikowi stwierdził tylko zwichnięci i że gips powinien być zdjęty tydzień temu i należy dużo chodzić…RATUNKU !!!

(dobrze że chłopakowi popękał i sam go zdjął po dwóch tygodniach i chodził w usztywniaczu a tylko na wizytę założył….)

Medytując nad kijkami ( tak miałam instrukcję ale jestem blondynka…) doszłam do wniosku że będą na Galika ZA KRÓTKIE  ( 196 cm wzrostu ma chłopina ) i dla siebie zaanektowałam. I DZIĘKI CI LOSIE !!!

Ferajna wchodziła na Szyndzielnię , ja wjechałam ….

Mieliśmy się spotkać na Klimczoku.

Miałam ubranie bezkieszeniowe,plecak oraz kijki w łapkach.

No to idę. Przy schronisku na Szyndzielni :

Chwilkę pomedytowałam nad widokami i tam też dopadł mnie telefon od Ścieżki – dziękować;)))

A z tym telefonem to nie ma lekko bo w plecaku.Plecak na plecach a w ręku kijki. Jak ktoś dzwonił to ja najpierw kijki w bok,plecak zdjąć, poszukać telefonu i dopiero odebrać.

I tak sobie idę no może kilkanaście metrów od miejsca poprzedniego postoju – telefon !

Kijki w bok, zdjąć plecak – łał,obtarłam sobie łapkę o pasy,w której to kieszeni dzwoni? A jest…X-men dzwoni – bo tuv gdzie jesteś bo ja już na Klimczok idę !

Ooooo tak szybko ?!? No to ja cię gonię rzekłam i ruszam.Znaczy telefon schować,plecak założyć,aj jakie ciasne te szelki, kijki w garść,wbić się w rytm …. telefon dzwoni…

Staję,kijki w bok,zdejmuję plecak , nosz wurwa ! czemu to tak długo trwa, szukam po kieszeniach jest,zdążyłam odebrać…MŁODA – mamo gdzie jesteś bo my sobie innym szklakiem i już niedługo Klimczok….

A!A!A!

jak mi dacie szansę dziubki to też będę zaraz na Klimczoku !

No to wkładam telefon do plecaka,plecak na plecy,kijki w ręce i rytm ustalić.

Miło się szło.W leśnym tunelu, sporo cienia,droga szeroka, fajnie.Jedno takie ostrzejsze podejście,lekko sapię bo wszak nie chodziłam daleko ( z powodu renowacji kolana z 5 miesięcy  !!!). TELEFON !!! (kijki,plecak,kieszenie,odebrać)

Młoda – gdzie jesteś bo my zaraz na ten Klimczok może na nas zaczekasz ?

NIE !!! już warczę…dziękuję za troskę,daję radę widzę schronisko.

Telefon do kieszeni plecaka, plecak na plecy,kijki w ręce ,ustalić rytm…TELEFON !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

(kijki,plecak,kieszeń ,odebrać…)

X-men – bo ja wlazłem żółtym na szczyt Klimczoka ( ja idę cały czas spacerkiem czerwonym) – i gdzie jesteś?

Pod schroniskiem skarbie ale nie dajecie mi dojść !!!

No to jak wejdziesz to zamów coś do jedzenia dobrze ?

I tu już się wydarłam bo straciłam cierpliwość żeby sobie sam zamawiał bo co ja tam wiem co chce i żeby w końcu przestali DZWONIĆ !!!

Po pięciu minutach w schronisku….I herbata z cytryną i ciasto z truskawkami a tam, macham ręką i małe zimne piwo które prawie że duszkiem wypijam bo upał okrutny.

Po 10 minutach wchodzi X-men….spocony….a bo tak szybko chciałem dojść i upał koszmarny !

Po dobrych 20 minutach jesteśmy wszyscy.Jemy,pijemy,gadamy…

Miło:

Bylibyśmy tam dłużej albo i gdzieś jeszcze byśmy poszli ale GRZMOT i czarne chmury które to w górach galopem z nigdziebądź nas wygoniły.

Pada, leje po lewej stroni.I grzmi.Burza goniła nas cały czas ale nie dopadła.Wszyscy schodzimy z Szyndzielni.jak zwykle młodzi swoim torem,my wleczemy się .Coś mam z nogami.Źle się czuję , błogosławię kijki.

W końcu Dębowiec.

Spotykamy się z młodymi i do parkingu.

A potem na kawę z Zimną bo obiecałam i kijki trzeba oddać.

Nogi mnie bolą.Nie podoba mi się noga prawa , ja się naprawdę  źle czuję. Szukamy się dość długo – my jak zwykle błądzimy.RANY !!!

nareszcie ufff  są;)))

miła knajpka,Fiat ,ciasności ale przytulnie. Hirundo też z nami.

Robimy zamieszanie , ale w końcu mieścimy się wszyscy na bardzo małej przestrzeni.Wszyscy i PIES:))))

Nawet z godziny nie siedzieliśmy ale czas do domu ( jeszcze szpital do mamy ),jednak samochód zostawiony pod studiem filmów animowanych TAK TAK !!! no to chociaż na chwilkę wpadamy by zobaczyć salkę oraz „siłownię” czyli miejsce gdzie się filmy puszcza.

Głupia ja nie cyknęłam fotki a szkoda,bo aparatura starawa – historyczna – jeszcze na szpule jak w dawnym kinie !

nowoczesność też jest ale nie rzuca się w oczy.

I tak,szybko,szybko i w drogę powrotną.

W tygodniu lekarz i niestety.Moje obawy o nogi się sprawdziły. Przekleństwo rodzinnych spadków i genetyki….

niespodziewana zmiana miejsc

  • Napisane 15 września 2013 o 22:27

nocne koszmary ,co jest z tym miejscem? przepycham X-mena,tym razem Ty śpisz po tej stronie! I rano mi opowiada ,wiesz tuv,budzę się w nocy i myślę ,bo wiesz w dzień gonitwa,nie ma czasu,jest tyle spraw ale w nocy ,ciemno,cisza i myśli się kłębią. – no i zaczynam odliczać. ILE JESZCZE ? pięć lat? a może dziesięć,no może dwadzieścia lat mi zostało.Tylko tyle? zdenerwowana  zrzucam pościel z łoża i zaczynamy tańczyć z nim po pokoju,szukając nowego,dobrego,bezpiecznego miejsca. Potrzebuję oddechu.Potrzebujemy oddechu…. Spotykają się dociera do mnie, jadą w naszą stronę ! Chcę tam być, bardzo chcę tam być ! Odetchnąć innym powietrzem,…

tybetański dzwonek,stado słoni i nowa znajomość

  • Napisane 16 czerwca 2013 o 19:50

byliśmy dziś u nowo-starej znajomej z bloga.Nowej – bo osobiście poznana przez nas niedawno na Watrowisku,starej bo przewijała się w tle już od czasu pewnego.

Wczoraj wysłałam smsa :

- czy spotkanie nadal aktualne? ( bo wiecie ,niepewna sytuacji,przez dwa tygodnie wszystko może się zdarzyć,a poza tym wiedziałam że właśnie WLAZŁA NA KASPROWY !!! nie,no ja bym się chyba czołgała ze trzy dni  z  okładem,a ona ot tak WLAZŁA !!! )

- ależ oczywiście tuv  – zaświergoliło w telefonie. Jeśli JA się umawiam to na mur beton!

No i klops.Bo wszystko potwierdzone a w naszym samochodzie coś z hamulcami… ( wiadomo,moglim wsiąść na rowerki ale jak bonie dydy jakoś chęci nie było za grosz;> szczególnie że jechaliśmy na ODPUST i raczej byśmy odstawali od reszty wyelegantowanych ludzików co to z kościoła po sumie między stragany weszli no i z kondycją tego roku krucho)

Telefon do sąsiada .Cud mniemany – w sobotni wieczór MA CZAS. Samochodem się zajmie. Tyle tylko że musi najpierw WRÓCIĆ… I wracał… jedną godzinę wracał , drugą ,trzecią, o piętnastej zwątpiliśmy, o 16 stwierdził że jest już w okolicach Częstochowy i zaraz będzie (cirka ebałt 100 km do nas ). W końcu o 19 dał sygnał – przywoźcie gablotę.

Jechał tak długo bo wiózł skuter.Na przyczepie wiózł .I co dwadzieścia km ten skuter mu się wywracał . Na tej przyczepie wywracał, na co on stawał ,ustawiał dziada do pionu i znów jechał...Cud że dojechał cały no nie?:)

Samochód  na kanale a tu zonk,bo OPONĘ WYBULIŁO.(kurwa , niespecjalnie mamy czym ją zastąpić choć KÓŁ w garażu ze sześć!!! ).

Jęczę cicho – jejuuuuu my do Watry mamy jutro DOJECHAĆ !!! spotkanie umówione dwa tygodnie temu , jejjuuuu i CO TERAZ BĘDZIE ?

Znów telefon do przyjaciela,tak brat X-mena nam zmieni opony,znaczy się sprzeda nowe i założy jakieś sensowne używane na pozostała koła jednak trzeba dojechać do Częstochowy ! I nie,nie da rady wcześniej jak o DZIESIĄTEJ BO CHCĘ OBEJRZEĆ BAJECZKI ! ( między 10 a 11 jesteśmy umówieni u koleżanki Watry)

Jedziemy.Pogoda pod zdechłym azorkiem, o piątej rano była cudowna o dziewiątej już lało…

Udało się opony  zmienić ( nic to że godzina już 12 była !!!) dziękować że koleżanka taka wyluzowana;)))

Czekała z chlebem i solą a jaki dała nam OBIAD !!! Objedzeni,nagadani, ze stosownym zakupem z odpustu wróciliśmy do domu;D.

A u Watry powitał nas dzwonek prosto z Tybetu:

i było ich coraz więcej i więcej :

stanęliśmy też oko w oko ze stadem słoni:

Ha,jakiego ma fajnego kotka:

A potem X-men dźwigał ciężary:

A potem ,po sutym obiedzie udaliśmy się na odpust:

     

gdzie X-men dokonał zakupu:

To broń na tego cholernego sierściucha zakrzyknął, jak tylko mi do łóżka wlezie i dupę na twarzy posadzi to dziada POSTRASZĘ ;>>> ryknął z błyskiem w oku ;D

No. Fajnie było co nie ?:)