Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'spacer'.
Wyświetlam 1 - 4 z 21 notek

katastrofa goni katastrofę a za oknem DESZCZ

  • Napisane 20 września 2017 o 09:01

no mamy takie dwie .Budowlane. No szkoda gadać bo cieknie.Na głowę do tego. TO i nawet pisać się nie chce o tym bo co ja teraz z tym zrobię?

Pogoda każdy widzi ,przynajmniej w naszej części kraju.Do tego zimno. U nas nie grzeją jeszcze (dom podpięty pod miejskie ogrzewanie a Tauron kończy uzupełniać sieć grzewczą na terenie miasta).

Wczoraj złapałam ciut dobrej pogody( czytaj bez deszczu i Rudka mnie molestowała o spacer),to i w parku trochę połaziłam. Spotkałam dawno niewidzianych psich znajomych i to było miłe.

W lipcu chyba kupiłam sobie na wyprzedaży świetną ,markową kurtkę. Nie elegancką ale z tych trekkingowych.Zajebiście turkusową;))))). Całe 125zł  z podczepianym szarym polarem. Pewnie ta cena bo była ostatnia i w outlecie.Czas najwyższy bo moja poprzednia ledwo dawała radę na deszczu a lat miała…no miała ciut;).

Kilka dni temu do kompletu kupiłam buty też na „promocji” i też nie eleganckie a do biegania.Moje wiekowe adidasy mokły przeraźliwie nawet na rosie a co dopiero w strugach deszczu.No i tyle.Jestem przygotowana na niepogodę jednak pomimo nowego rynsztunku jak tu wyjść na pluchę?

W sumie na dworze cieplej niż w budynku ale ten deszcz….;/.

Ruda to ma klawe życie ;)

  • Napisane 6 lipca 2017 o 18:15

żeby poniższy tekst poszedł chwilowo w niepamięć…

Spacery z Rudką są dość częste acz nie zawsze mi się chce/mam czas/pogoda sprzyja.

Tym razem wszystko było tak jak trzeba.Widoczek z Górki Środulskiej;)))

 

I wszystko byłoby super gdyby…cóż.Gdyby ludzie byli super.

A przynajmniej niektórzy.Chodzi mi o właścicieli psów maści wszelakiej.

Jestem zmęczona domyślaniem się w jakim nastroju jest akurat człowiek na końcu smyczy bez względu czy smycz jest do psa przypięta czy tworzy zwis prosty z ręki właściciela…

Po niedawnych przejściach z panem w białych butach czujność ma wzrosła. Ruda w mieście,po chodnikach porusza się li i tylko na smyczy acz w parku skoro świt niekoniecznie.Pies musi mieć chwilkę wolności,szczególnie że o pewnych zbójeckich porach nikomu nie powinien przeszkadzać.

 

A jednak bywa inaczej. Omijam szerokim łukiem człowieka z dość sporym psem ( no ze 30 cm wyższym od Rudej).Widzę że gość mi się przygląda,w końcu nie wytrzymuje i woła – mogą się nasze psy przywitać?

HA!

Jasne że tak,wołam również i podchodzimy.Psy się bawią . Gość słusznej postury o grubym karku i złotym łańcuchu nalewa do miseczki wody i poi Rudą !!! Rozmowa się toczy, jest miło !

Wyluzowana i niestety ze stępioną czujnością idę dalej – na Górkę skąd widoki a potem schodzimy w dół.

W dole jest bar sezonowy.Leżaki,piwo,huśtawki te sprawy. Pod daszkiem,w półcieniu siedzi na leżaku całkiem na oko sympatyczny człowiek płci męskiej.Obok przy słupku też w cieniu, leży jego pies.Owczarek.Młody w miarę.

Pan usadza psa hasełkiem – NIE RUSZ.

Ok, ale ,czego ja nie zauważyłam obok jest miska z wodą…Barowa miska dla wszystkich psów…Ale owczarek uważa że to jego i rzuca się na Rudą…

Pan nie reaguje,wszak moja to wina…Kuźwa ,może i moja, Ruda na smyczy ,ja za późno reaguję ale woda jest ogólnie dostępna!!! Uch jaka byłam wściekła w sumie na siebie…

Dziś w parku znów jakiś facet warczy na mnie a Ruda sobie tam mostek obwąchuje,tym razem to już kompletnie nie wyczułam o co chodzi…

A zaraz  , kilka kroków dalej,Rudka bawi się z amstafem a jego właściciel no dusza człowiek…

Chyba powinnam sama siebie wysłać na nie wiem ,na księżyc?!?

 

i po majówce acz nie było tak źle;)

  • Napisane 3 maja 2017 o 21:37

We wtorek pracowaliśmy ale że pogoda nie dopisywała,nie miałam obiekcji ,zresztą szyłam zamówienie.

Dziś trzeba było coś wymyślić i padła propozycja Pogoria IV pieszkom i na około.Znaczy samochodem dojeżdżamy a potem gnamy z Rudą do kompletu.Bo co do roweru to się nie możemy dogadać.X-men chce z domu a ja bym chciała dojechać a potem pojeździć tak na pierwszy raz.A na dokładkę jego rower szwankuje.Wysłużył się, trzeba by remontu ale u nas to chętnych brak.Pojechał do serwisu w zeszłym roku to focha strzelili bo panie my tylko markowe.No co za ludzie?

Pogoda bez deszczu ale niskie chmury i takie ołowiowe…Horyzont zamglony ale nie było zimno.Prawie zaraz kurtki zdjęliśmy bo za ciepło ale wracać do samochodu bez sensu i się je niosło.Chwilami nawet jakieś przebłyski słońca bo widziałam swój cień.Szło się przyjemnie i nawet szybko.Do czasu.Ostatnie 6 km człapałam zmęczona,X-men się wysforował do przodu ale oj tam.My z Rudką doszłyśmy powoli do knajpki gdzie już czekało zamówienie;).

Aparatu nie zabrałam,komórki zapomniałam,zdjęć ni ma.Trudno.

W domu padliśmy na łóżko,Rudka na posłanie a kot padł z nami do towarzystwa;))))

I tak sobie leżymy,gadamy,śpimy,wstajemy na herbatkę,czasem na siku a za oknem deszcz…

człowieku puchu marny

  • Napisane 23 stycznia 2017 o 23:46

pobudka skoro świt a raczej jeszcze w półmroku z ociąganiem odchodzącej nocy.Księżyc jeszcze uparcie cienkim rogalikiem błyszczał na niebie.

Chciało się leżeć pod ciepłą kołdrą z kotem na biodrze z jednej strony a czubkiem głowy X-mena z drugiej.

Niestety, bezpieczną przystań trzeba było porzucić na rzecz chłodnej łazienki,zimnej wody i niemile wychłodzonych ubrań.Gorąca herbata usiłowała postawić człowieka do pionu acz z marnym skutkiem.

Jeszcze miałam chwilkę czasu,położyłam się na narzucie mantrując i oddychając przeponowo.

Szać na krzewach i świerku,nie poznałam własnego płotu,tak wybielał.Wszystko to co wczoraj topiło się i rozmiękało pod butami zamieniło się w zwartą warstwę lodu.I jak tu iść,jak ślizgawka na drodze?

Szerokim łukiem ominęłam skrót przy siatce sąsiada ,ponieważ prowadzi przez niewielką górkę z której zejście groziło nieskoordynowanymi piruetami damy w traperach jaką byłam .

Damy,bo świeżo umyte włosy ładnie się kręciły,zdołałam nawet przypudrować nosek i pociągnąć tuszem rzęsy.

I dla kogo to robisz kobieto ?!? grzmiało gdzieś z tyłu głowy ponure stwierdzenie.Dla tych niewyspanych rejestratorek ? A może dla smętnej grupki ludzi którzy  w paskudnym świetle neonówek czekali na swoją kolej by oddać krew do badania?

Rezygnuję z szatni.Nie,nie jest mi gorąco,chociaż solidnie grzeją.Wewnętrznie trzęsę się z zimna. Mijam laboratorium,otwieram kolejne drzwi i w końcu jestem. Czekam dłuższą chwilę by rejestratorka pojawiła się w okienku ,chcę się upewnić że moja lekarka dziś przyjmuje.

Jest siódma rano.

Tak,przyjmuje. Zaraz powinna być.

Kolejna osoba siada obok mnie na ławce.Pani mocno elokwentna,sympatyczna ale nie za bardzo obchodzi mnie jej dobry wynik badania. Mój mnie nie cieszy przecież.Kolejni pacjenci przychodzą,coś tam szepczą między sobą.

Wychodzi lekarka z listą i czyta pierwsze nazwisko szczęśliwca,który już dryfuje w stronę gabinetu.

Wstaję,pokazuję wyniki – pani doktór ja tylko z prośbą o zapoznanie się z nimi i co dalej mam począć?

Kobieta która zabawiała mnie rozmową również usiłuje pokazać swoje i  jakiś starszy pan macha receptą,robi się zgiełk jak na targu.Każde z nas usiłuje wyszarpać odrobinę  zainteresowania lekarki….

Cóż.Dziś nie dam rady pani przyjąć,zaraz znajdę wolny termin. A pani,zwracjąc się do tamtej kobiety ,pani to planowo,nie ma się co spieszyć.

Dostaję karteczkę ,świętą karteczkę z datą i godziną wizyty.Za tydzień.Taka się ze mnie tygodniówka zrobiła.

Szczęśliwa że coś wywojowałam idę do domu….Idę bo tam czeka Rudka. Zapinam smycz i idziemy do parku na spacer. Po drodze wpadam na matkę która postanowiła iść do sklepu ale lodowa ścieżka ją mocno przystopowała.

Właśnie medytowała czy postawić stopę na kolejnym schodku….

Biorę ją po rękę,mocno trzymam i powolutku tuptamy przed siebie.Kroczek za kroczkiem.Kilka dni temu skończyła  84 lata.Cierpnę na myśl że mogę się poślizgnąć i pociągnąć matkę za sobą.Rudej się nie podoba ten powolny marsz jednak zatrzymywanie się przy kolejnej kupie śniegu na wąchanie cudzych sików daje matce chwilę wytchnienia. Docieramy do kiosku , a potem do sklepiku w którym lubi robić zakupy.Nie, nie idę za nią.mamo,kupuj sama,to dobry trening a jakby co jestem za drzwiami. Ten krotki spacerek trwa pół godziny ale oj tam.Do domu wracamy ciut inną drogą.Dawno jej nie pokonywała więc frajda acz nie wiem ile z tego zapamiętała skupiona na lodowisku chodnikowym.

W końcu furtka do ogródka.

Matka do domu,ja do parku.

Jestem tam praktycznie sama. Oddycham,zapominam na chwilę o ośrodku zdrowia, o tym poniżającym proszeniu o termin wizyty, o magicznej karteczce.

Świeci słońce,Ruda brodzi w śniegu, kaczki gonią się po rzece,szkoda że trzeba wracać…