Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'Rudka'.
Wyświetlam 1 - 4 z 32 notek

spowita słodkim zapachem czeremchy

  • Napisane 8 maja 2017 o 10:01

udała nam się pogoda wczoraj!

Wbrew zapowiedziom służb meteo było w miarę ciepło ( w pewnym momencie zdjęłam kurtkę i tylko polar i t-shirt) a nawet słonecznie pod koniec!

A zapachy…a raczej ZAPACHY wiosenne upajały.Czeremchy buchnęły kwieciem.

Na łąkach podbiały i mlecze,gdzieniegdzie nieśmiało bez.Tym razem komórki nie zapomniałam i ciut zdjęć zrobiłam.

Nie obeszliśmy Pogorii IV całej ,tylko asfaltem w jedną stronę i z powrotem ale to i tak około 8 km i wystarczy.

To jedno z moich ulubionych miejsc – nazwałam „Ptasia wyspa”-bo miejsce lęgowe dla masy ptasząt ,a na brzegu ławki ustawione i można się napawać widokami.

Babki w knajpce już nas znają i jak tylko wchodzimy to kawa się szykuje;)))).

Ruda pozowała udatnie .

Doszliśmy do mostku i zrzutu wody z Przemszy.Od dawna nie widziałam żeby tu jakaś woda płynęła a wczoraj i owszem w ilości sporej i nawet to groźnie wyglądało!

A na koniec ślady.Obstawiałam dziki ale po tropach ciężko było dojść bo rozjeżdżone przez quady i crossy i też mało ich było w sumie,nie wiem czemu bo łąka zryta solidnie.

 

człowieku puchu marny

  • Napisane 23 stycznia 2017 o 23:46

pobudka skoro świt a raczej jeszcze w półmroku z ociąganiem odchodzącej nocy.Księżyc jeszcze uparcie cienkim rogalikiem błyszczał na niebie.

Chciało się leżeć pod ciepłą kołdrą z kotem na biodrze z jednej strony a czubkiem głowy X-mena z drugiej.

Niestety, bezpieczną przystań trzeba było porzucić na rzecz chłodnej łazienki,zimnej wody i niemile wychłodzonych ubrań.Gorąca herbata usiłowała postawić człowieka do pionu acz z marnym skutkiem.

Jeszcze miałam chwilkę czasu,położyłam się na narzucie mantrując i oddychając przeponowo.

Szać na krzewach i świerku,nie poznałam własnego płotu,tak wybielał.Wszystko to co wczoraj topiło się i rozmiękało pod butami zamieniło się w zwartą warstwę lodu.I jak tu iść,jak ślizgawka na drodze?

Szerokim łukiem ominęłam skrót przy siatce sąsiada ,ponieważ prowadzi przez niewielką górkę z której zejście groziło nieskoordynowanymi piruetami damy w traperach jaką byłam .

Damy,bo świeżo umyte włosy ładnie się kręciły,zdołałam nawet przypudrować nosek i pociągnąć tuszem rzęsy.

I dla kogo to robisz kobieto ?!? grzmiało gdzieś z tyłu głowy ponure stwierdzenie.Dla tych niewyspanych rejestratorek ? A może dla smętnej grupki ludzi którzy  w paskudnym świetle neonówek czekali na swoją kolej by oddać krew do badania?

Rezygnuję z szatni.Nie,nie jest mi gorąco,chociaż solidnie grzeją.Wewnętrznie trzęsę się z zimna. Mijam laboratorium,otwieram kolejne drzwi i w końcu jestem. Czekam dłuższą chwilę by rejestratorka pojawiła się w okienku ,chcę się upewnić że moja lekarka dziś przyjmuje.

Jest siódma rano.

Tak,przyjmuje. Zaraz powinna być.

Kolejna osoba siada obok mnie na ławce.Pani mocno elokwentna,sympatyczna ale nie za bardzo obchodzi mnie jej dobry wynik badania. Mój mnie nie cieszy przecież.Kolejni pacjenci przychodzą,coś tam szepczą między sobą.

Wychodzi lekarka z listą i czyta pierwsze nazwisko szczęśliwca,który już dryfuje w stronę gabinetu.

Wstaję,pokazuję wyniki – pani doktór ja tylko z prośbą o zapoznanie się z nimi i co dalej mam począć?

Kobieta która zabawiała mnie rozmową również usiłuje pokazać swoje i  jakiś starszy pan macha receptą,robi się zgiełk jak na targu.Każde z nas usiłuje wyszarpać odrobinę  zainteresowania lekarki….

Cóż.Dziś nie dam rady pani przyjąć,zaraz znajdę wolny termin. A pani,zwracjąc się do tamtej kobiety ,pani to planowo,nie ma się co spieszyć.

Dostaję karteczkę ,świętą karteczkę z datą i godziną wizyty.Za tydzień.Taka się ze mnie tygodniówka zrobiła.

Szczęśliwa że coś wywojowałam idę do domu….Idę bo tam czeka Rudka. Zapinam smycz i idziemy do parku na spacer. Po drodze wpadam na matkę która postanowiła iść do sklepu ale lodowa ścieżka ją mocno przystopowała.

Właśnie medytowała czy postawić stopę na kolejnym schodku….

Biorę ją po rękę,mocno trzymam i powolutku tuptamy przed siebie.Kroczek za kroczkiem.Kilka dni temu skończyła  84 lata.Cierpnę na myśl że mogę się poślizgnąć i pociągnąć matkę za sobą.Rudej się nie podoba ten powolny marsz jednak zatrzymywanie się przy kolejnej kupie śniegu na wąchanie cudzych sików daje matce chwilę wytchnienia. Docieramy do kiosku , a potem do sklepiku w którym lubi robić zakupy.Nie, nie idę za nią.mamo,kupuj sama,to dobry trening a jakby co jestem za drzwiami. Ten krotki spacerek trwa pół godziny ale oj tam.Do domu wracamy ciut inną drogą.Dawno jej nie pokonywała więc frajda acz nie wiem ile z tego zapamiętała skupiona na lodowisku chodnikowym.

W końcu furtka do ogródka.

Matka do domu,ja do parku.

Jestem tam praktycznie sama. Oddycham,zapominam na chwilę o ośrodku zdrowia, o tym poniżającym proszeniu o termin wizyty, o magicznej karteczce.

Świeci słońce,Ruda brodzi w śniegu, kaczki gonią się po rzece,szkoda że trzeba wracać…

hu,hu,ha,hu,hu,ha nasza zima zła

  • Napisane 16 stycznia 2017 o 22:32

z psem trzeba wychodzić nawet gdy zimno a nawet bardzo,zimno.

Rudka ma futro i lubi spacery.Jest tylko problem z mocno owłosionymi łapami a raczej podbiciem łap.Włosy rosną jej między poduszkami na potęgę,śnieg się przykleja i robią się kulki.Idealne kulki które w pewnym momencie uniemożliwiają jej chodzenie.Trzeba ciągle je czyścić.Wymyśliłam że butki ale najprościej było po prostu posmarować poduszki wazeliną.Sposób zdał egzamin i chodzimy bez problemu.

Problemem było jednak zimno, dla mnie.

Pomyślałam o kurtce.Moja jedna przejściówka sportowa,taka w góry na jesień jest odpowiednia ale ciut jednak potrzebuje docieplenia przy -17 stopniach.

Druga , taka jakby bardziej  do miasta ,ciepła ale najcieplej w niej do ” 0 ” stopni. Poniżej tej temperatury czuję w pewnych miejscach na ciele  ziąb.

Rękawiczki też takie do zera stopni dobrze że chociaż czapki mam.No i buty odpowiednie.Trapery świetnie zdają egzamin.

Wczoraj postanowiłam kupić sobie – bo wszak są wyprzedaże ,kurtkę sportową,na wyprawy turystyczne zimowe.Nawet narciarską bo czemuż nie. I tu zonk.Objechaliśmy wszystkie znane sklepy sportowe i … hm, tam gdzie po przecenie kurtka kosztowała 1200zł wychodziliśmy od razu.Tam gdzie ceny wisiały w okolicach 400zł penetrowaliśmy sklep bo a nuż mają coś w niższej cenie.Owszem ale albo to było to samo co mam albo może w ciut lepszej kolorystyce, nawet z dopinanym polarem i w cenie 150zł !!! ale….znów uważałam że jak się odepnie polar to MOJA kurtka jest lepsza.

No to nastawiłam się na bieliznę termiczną.Na przecenie w dobrym sklepie górskim koszulka bieliźniana 55zł.Kupiłam,bo X-men już taką ma a Młoda nosi od dawien dawna.Kierowałam się rozmiarem i wszystko ok tylko…za krótka!!! No przecież ( ja tak uważam) koszulka powinna chronić nery a najlepiej jakby zakrywała tyłek,bo przecież człowiek też np się pochyla by buty ubrać! Jest super,ciepło mi w niej ale jest krótka;(.

W markecie dopadłam za 45 zł komplet bielizny termicznej znaczy koszulkę i legginsy/kalesony.Super, i rozmiar dobry i długość koszulki świetna !!! kalesony idealne ale….kuźwa znów za krótkie tym razem nie sięgają talii.Co jest z tą modą? Po cholerę mi coś co jest do bioder prawie że ?

No to mam takie …wybrakowane ale miłe w dotyku,cieple i delikatne zarazem.Mając to wszystko kupiłam polar.W decathlonie .O ciepłocie „trzy” czyli dość wysokiej .

I teraz wkładam kalesony,by mi się nie zsuwały ( i tak poprawiam) getry a dopiero potem spodnie.Dwie pary skarpet – wierzchnia para grubaśne.Koszulka termiczna,bluzka i polar. Do tego kupione rękawiczki narciarskie.

No i wiadomo, czapka i kurtka.

Nareszcie ciepło !!! Mogę sobie z Rudą spacery dłuższe  poczynić.

No ;)

Nowe okulary widać na zdjęciu – mam jak zwykle fotochromy ale po raz pierwszy SZARE i to był ogromny błąd.Szkła nadają się na pustynię albo lodową,albo piaszczystą.Zaciemnienie 85% to porażka. Wchodząc z oślepiającej bieli do sieni ciemnawej nie widzę NIC.Serio.NIC. A co ja zrobię jak będę jechać rowerem? Bywa że jedzie się pod słońce a potem wpada w cień….Czarno to widzę.Odradzam szare szkła !

W parku bywa urokliwie.Bladym świtem pustki,tylko kaczki w wodzie.

Po raz pierwszy widziałam na tej rzece lód !!! W niektórych miejscach miał nawet szerokość do pól metra w głąb nurtu.

 

z Nowym Rokiem wolnym krokiem idziemy dalej walczyć

  • Napisane 2 stycznia 2017 o 19:16

bo w zasadzie oprócz tego że jestem ZNÓW STARSZA nic,ale to NIC  się nie zmieniło!

No,data…

I czym się tak podniecać,składać obietnice, szaleć na balach,domówkach czy ulicznych koncertach?

Jesteśmy znów starsi i nic ,NIC tego nie zmieni.Niestety.

X-men nagle zmienił front i teraz natychmiast do 10 rano musi być pełny remanent.AUć!

Wczorajsze popołudnie było upojne więc w temperaturze 12 C a w porywach i 10C  robiłam co należy a pytałam w piątek .Pytałam czy mogę sobie darować i mieć lenia i zrobimy od poniedziałku?

Z tego wszystkiego napierdala mi kręgosłup W odcinku lędźwiowym. Cóż.Są dwie wersje – albo z wkurwu i tempa i warunków remanentu albo, co jest nie ukrywam przyjemniejsze z seksu.No ba,jakoś trzeba było przywitać Nowy ROK ,bo i wtedy rokowania się na cały lepsze,co nie?:)

Północ wybiła a my w domowych pieleszach zerkając na imprezę katowicką. No się działo ! A scena jaka bombowa.

W niedzielę,na spokojnie pojechaliśmy podziwiać ale panowie już od zarania dnia rozbierać ją poczęli.

Ale i tak było co oglądać.

Prawdziwe Gwiezdne Wrota. Pogoda świetna acz knajpy pozamykane i kawulca wypiliśmy w Mc Donald”s co mnie nie zachwyciło ale jakoś do domu nie chciało się wracać.

Rankiem w niedzielę byłam na długim spacerze z Rudką. Pierwszy raz od sierpnia na takim długim.Dała radę.Całe 4 km a nawet ciut więcej bo po parku też się przeszłyśmy. Żeby tylko lepiej wstawała…

Dziś nawet klienci dopisali,śnieg też.Na dworze zrobiło się biało ale nie tak z rzadka, z centymetr śniegu pokrył ziemię białą kołderką i ziemia nagle wypiękniała…