Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'remont'.
Wyświetlam 1 - 4 z 10 notek

nadal luty acz chciałabym przespać ten czas

  • Napisane 19 lutego 2016 o 21:30

Coś jest na rzeczy że pisać się nie chce.I nie tylko mnie jak zauważyłam.  Jednak ja nie o wszystkim mogę, nie o wszystkim chcę a i chciałabym ( nie wierzę że to piszę) by czasem ktoś zapytał :”co u mnie  ” – a nie czytał blogusia…

Dzisiejszy dzień to jakby apogeum złych energii,zderzeń zdarzeń i fatalnej pogody.

Mama jako tako.Najgorzej z nogami.Słabo chodzi,wylewy podskórne, zaszkodził jej ten pobyt w szpitalu.Niby tylko zaćma a jednak…Daję jej moje zioła ale nie chce ich już pić,bo biega do ubikacji w nocy,nie śpi i takie tam.Czyli boli ale nie sika i najlepiej wziąć tabletkę nasenną.

Zmiana szkła w okularach nie dała zupełnej poprawy. Powinna iść do okulisty i dostać inne okulary do czytania ale to jest dla nas operacja wymagająca szczytu logistyki więc…

Kilka dni temu szczyt niezorganizowania.W nocy zwierzęta zrobiły pobudkę.Jedno chce wyjść,drugie wejść a to co wyszło chce po kilku minutach też wejść a to które już weszło zirytowane,bo wtuliło się we mnie a tu pańcia znów wstaje…I w końcu spokój i sen przyszedł gdy wtem przebudzenie i słyszę że telefon dzwoni.

Ki diabeł ? Firmowy o tej porze? Wszak jeszcze ciemno!!! Chyba X-men odebrał,bo zanotowałam brak chłopa w łóżku. I słyszę , że otwiera drzwi firmy a potem…potem dzwoni po mnie!!! A ojejejejejejej…..ubieram się biegusiem,aż mi słabo,schodzę a tam – klienci!!!

( potem chłop opowiada – odebrałam telefon – noooo tu klient,My stoimy a sklep zamknięty!…..Przecież mamy czynne od 10.00 rzecze chłop. PANIE !!! rzecze klient – jest 10.15!!!…..)

I tak potem ten dzień jak makaron się ciągnął a ja niedomagałam,bo pobudka bez sensu.Robiliśmy inwentaryzację,przyjmowałam dostawy,potem trzeba rozładować,sprawdzić,zeskanować ,uporządkować,poukładać na regałach.A!A!A!

Lekkie przemeblowanie w firmie bo X-men potrzebuje więcej miejsca i to na regałach.Niby lekkie a tak się narobiliśmy jak….no szkoda słów. I tak chciałoby się wygrać porządną kwotę  i pierdolnąć tym wszystkim i mieć choć chwilę wytchnienia!

A do tego się szyje i szyje i szyje….Nie zawsze chce się z psem wyjść,bo zostaje tylko wieczór.Wieczór.A co ja nietoperz jestem?!? I niekiedy mam ogromnego niechcieja i jest nieprzyjemnie na dworze i zimno i deszcz pada…

Wyszłam w niedzielę.Pogoda…marzenie. Wyciągnęłam X-mena na Pogorię . Bo walentynki i niech coś zrobi dla mnie;).Bo ja chciałam z Rudką. No oporny był ale się zgodził. Byłam milutka,bo 12 lutego miał….urodziny.Pamiętałam przez pierwszy tydzień lutego….A potem cóż. Ale się zrehabilitowałam;)))).

I mam takie ładne wspomnienie z niedzielnego spaceru…

A dziś? A dziś pogoda piekielna.Zimno,cimno,depresyjnie i deszcz i śnieg z deszczem.

I X-men miał stłuczkę…Niestety,jego wina choć nie zapierdzielał,czy też nie wpychał się na trzeciego. Wyjeżdżał z podrzędnej w lewo…wiecie,wtedy KAŻDY ma pierwszeństwo.A jak jeszcze każdy jest kobietą i się pcha i jedzie szybko i jest zakręt…

mam fazę na porządki a tu kule pod nogi

  • Napisane 25 września 2014 o 17:47

wczoraj.

Wczoraj…. nie, we wszak wszak jeżdżę na angielski. Czyli we wtorek,X-men zadzwonił – wiesz, wniosłem ci kwiatki z tarasu do domu.Dobry uczynek, bo czas najwyższy tak zimno.

Kilka dni temu wnieśliśmy już fikusa sąsiadki ( tego którego nam podarowała ,co kilka notek niżej…). Miał powędrować na poddasze ale jednak nie.Znalazłam mu miejsce w naszej sypialni,na komodzie w rogu. Trzeba go było sporo przyciąć,no i kłopoty z doniczką były.Kupiliśmy jedną, i nie ,nie bardzo dopiero ta druga głębsza niby dobra,ale kol.Galik musiał nogą ubijać by gruda korzenna chciała się w niej zmieścić. Niby średnica dobra a tu zonk.

Ładnie się prezentuje. Przeżyć musi nasze przesadzanie,bo jak nie to do kontenerka;).

Czas było pomyśleć o tej dżungli z tarasu,którą do domu trzeba w końcu sprowadzić bo zimniej coraz bardziej.

No to odkurzyłam, umyłam podłogi, poznosiłam resztkę rzeczy do szafek kuchennych (stały od sierpnia na podłodze w salonie), ale jak zaczęłam odsuwać pudła z książkami ( stały od sierpnia na podłodze w sypialni) to zwątpiłam.Okna brudne.BRUDNE ! A jak dżungla przyjdzie to potem ciężko umyć.No to umyłam….

Firanki,zasłony zakurzone ( remont kuchni też swoje zrobił ),to uprałam ale wieszać jakoś nie bardzo…

Zasłony kłują w oczy.Mają DWADZIEŚCIA lat. U nas nic nie ma mniej;/.

Były ładne te naście lat temu.Kiedyś w szale ucięłam w połowie,by kaloryfery odsłonić – cieplej.Próbowałam się ich pozbyć już od lat kilku ale zawsze coś.Wiadomo,kasa,kasa.Mamy ogromne okna.Potrzebuję szerokości 1,5 metra jedna i nawet te krótkie to mają 2 metry.Cóż.Te materiały które mi się podobały to około min. 60 zł za metr…Za osiem metrów suma wychodzi powalająca. Do tego jeszcze rekonstrukcja żabek,bo i tych nie mam za wiele…

No to wczoraj wkurzona jakieś tam pieniądze wzięłam i w ramach rekreacji – ładny dzień , po pracy pogalopowałam na piechotę do lerła.No bo po pracy to tylko tam mogę.Wycieczka miła,szło się sprawnie.Wg mapy google miałam do pokonania trasę 4,6km.Szłam około 50 minut czyli ciut szybciej niż napisali.

A potem oglądanie i marudzenie.Bo i firanki nowe by się zdały ,nie?

C óż , kasy mało ale wypatrzyłam najtańsze z możliwych zasłony;).A raczej materiał na ,ale dla mnie uszyć to jeden ruch.I mam !!! Pierwszy raz w dziejach mam wzorzyste.Dziwnie tak.Ale cena 19,90zł za metr mnie zachęciła.Z tym że bardzo w kolorystyce naszej sypialni są.Tyle tylko że teraz firanki !!! Tak,chcę firanki.Muszą być w takim razie gładkie.nawet bym poszła i tiul kupiła ( 7,60zł za metr) bo na firanki to potrzebuję 10 metrów….Okna szerokie ;>.

X-men dżunglę do domu wniósł.Ciężkie jak cholera – doniczki mamy drewniane…

X-men – ile jeszcze razy będziemy te palmy wnosić i wynosić ?

JA – do końca życia ośle,do końca…

Nie wytrzymałam i wczoraj od razu szyłam i  koło 24 uszyte zasłony wieszałam;). I znów niezadowolenie,bo dżungla nie pasuje.Ciasno,duszno,no nie tak miało być. Wywaliłam dwie – jedna juka i dracena do kontenera.Tak jestem potworem,były z nami od „małego” całe 20 lat….Ale NARESZCIE mam przestrzeń jak w lecie i już  nie będzie „do końca życia”

A X-menowi robiłam okłady z wrotycza. Zebrałam sporo tego zielska i teraz jak znalazł.Oprócz smarowania altacetem .Wrotycz nieźle pachnie. Tak czy siak siniaka,opuchlizny,krwiaka nie ma. Dobrze ? Może to pomogło ,nie ?

wino gruszkowe, poezja w kartoflu i dżuma

  • Napisane 17 września 2014 o 12:02

choruję.Jeszcze.Wiadomo, jak ja choruję to i pracuję,lekko nie jest.W końcu przyszło brać antybiotyki.

Chyba działają bo zaczynam czuć się lepiej.Działa coś jeszcze ale o tym na końcu notki;).

Kiedy to wykaszliwałam(?!?) wnętrzności zbliżało się spotkanie ze starymi internetowymi znajomymi.Spotkanie jak spotkanie, ale jego wezwanie ! Miały być robione różności kartoflane.No niestety , złe samopoczucie i ogólny niechciej i nie zrobiłam moich kotletów ziemniaczanych.X-men za to napalił się na placki a tu nic z tego bo byliśmy zaledwie godzin parę w sobotę , a spotkanko trwało ciut dłużej;).

Tak jakby wszystko nam stawało na drodze,korek też…

czarownie nie ?

Jechaliśmy a raczej hm, posuwaliśmy się w żółwim tempie przez pół godziny ( potem się okazało że nie,nie wypadek,katastrofa,armagedon.Nie,tylko panowie drogowcy łatali dziury w asfalcie…) i w końcu X-men nie wytrzymał .

Niech żyją boczne drogi.Udało się sensownie zjechać na bok i o dziwo trafiliśmy w sumie idealnie,bo dalej prosta ,spokojna i PUSTA droga do.

Cóż, zastrzegłam że mogę zarażać, ale skoro zapraszali MIMO…

Jednak te moje choróbsko to na tle.Astma,uczuleniowiec do tego i zabiera się za szlifowanie starych mebli ze starych farb ~!!!! i maluje je na nowo…No chciałam ! Sama chciałam…Oskrzela nie wytrzymały… i własną dżumę wyhodowały…

na zachętę dostaliśmy to:

ta szara breja to „psiocha” – ziemniaczana…zjeść się dało;)))

za to gulasz…. niezamierzenie zapewnie ale PALUSZKI LIZAĆ:)

Niestety wina gruszkowego nawet nie powąchałam ale antybiotyk to niezły strażnik trzeźwości;).

Ponieważ czułam się coraz gorzej niestety,czas było ruszać do domu.Marzenie – własne łóżko.

Dostałam na odchodnym butlę srebra nanokoloidalnego z przykazaniem – pić  i zdrowieć.

Pić,nie pić? a kit tam.Piję.

Nie wiem czy na to co mnie gryzie pomaga ale za to POMAGA na kilka innych rzeczy za  co mogę ręczyć.

Bo znów pomogło.Wcześniej na paznockie – roczna walka z grzybicą (fuuuujjjj wiem,ale jak człek się ciomta to tu, to tam,czasem coś załapie;( ).

Teraz bardziej spektakularnie.I dobrze.

Remont kuchni zawisł.  Na razie nic z tego,bo jeszcze dochodzę do siebie.I tak to leci….

 

 

 

coś się dzieje,powolutku ale do przodu

  • Napisane 4 września 2014 o 22:18

nawoskowałam blat a potem polerowałam POLERKĄ samochodową;)

nawoskowałam bo DAISY tak robi ( W linkach obok) i też chciałam.Efekt jest świetny! No i ten zapach;)))

drzwiczki pomalowane i uchwyty założone,teraz trzeba jeszcze domalować;)

hehehe,nawiasom coś odbiło i skrzypią…SKRZYPIĄ.Ale co tam.MAM DRZWICZKI I BOSSSSSSSSSSSKI STÓŁ i już robi się drugi!

o tak,to na razie wygląda:

i kupiłam sobie doniczkę.POMARAŃCZOWĄ.OSTRO pomarańczową.I dlaczego mówią na to kaktusiarka? U mnie będzie … jeszcze nie wiem co ;)