Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'Pogoria'.
Wyświetlam 1 - 4 z 7 notek

rowerowo tydzień temu

  • Napisane 16 września 2016 o 22:15

czyli Pogoria IV tam i z powrotem.

Ciężko było.Nie chciałam za bardzo ale skoro X-men wjechał na ambicję i przecież samochód w naprawie, i Rudki nie weźmiemy bo jak?

NA jechało się przyjemnie. Fotkę robiłam fonem,i nie widać dokladnie jak te mewy/rybitwy rządkiem siedzą na pomoście;)

lubię słuchać jak wiatr gra w relingach jachtów.Wzdech….

pogoda cudna ale jakaś taka…no nie do jazdy za bardzo.Słaba byłam.Nie że nogi czy tyłek bolą ale wewnętrznie mnie rozkładało;/

se wdziałam oczojebne skarpetki, co oprócz odblasków tu i ówdzie miały mnie chronić przed kierowcami

moczyliśmy nóżki.Było tak pięknie….

A potem, a potem leżałam na ławie w knajpie.Jaka ulga dla kręgosłupa! I miałam wylane co inni o tym myślą.

Inni pili piwko i nie mieli do przejechania 32 km! ( tzn ja już miałam 16 i kolejne powrotne mnie czekało)

a to co widać na stoliku,to herbatka.Z cytrynką;)

Powrotna droga była BARDZO męcząca.Ciągła się jak makaron;/. Ostanie kilometry cudem zaliczone.Udręka wielka jak nigdy,przenigdy wcześniej.

****

A i zadzwoniłam do Gliwic,do weta w celu umówienia tomografii…W końcu ( tydzień usiłowałam się dodzwonić),połączono mnie z panią doktor. Rozmowa konkretna ale…ale nic z tego nie wynikło!!! Nosz kurcze wiem że będzie to kosztowało około 600zł (ale znów usłyszałam że tomografia nie pokaże wszystkiego i pewnie trzeba będzie zrobić coś tam ,coś tam.NO JA PIERDZIU !!! )

Miała pani wet oddzwonić dziś lub jutro by się już konkretnie umówić na termin.

Dziś- milczenie owiec…

jam nie z soli ani z roli jeno z tego co mnie boli…

  • Napisane 12 września 2016 o 22:39

od 13 sierpnia walczymy o zdrowie Rudej.

Nie jest dobrze.

Wszystkie badania zrobione,zresztą pisałam chyba o tym.

W pamiętną sobotę zauważyłam że ma problemy ze wstawaniem.No ale pies leżał sobie pół dnia wiec może dlatego i skoro się rozruszał to jest ok?

W niedzielę nie było ok i biegusiem do czynnego weta, a mieliśmy jechać w plener.Odsiedziałam ze trzy godziny z hakiem.Rudka dostała zastrzyki,i leki- CIMOLGEX,i skierowanie na rtg bo panie mają słaby,analogowy a tam będzie wyższa jakość no i doktor ortopeda.

Chodziłam z Rudką do weta przez ciekawe okoliczności przyrody:

Tydzień czekania.A ponoć i tak dobrze,bo jeszcze gdzie indziej mieli termin za dwa tygodnie.Lekarz znany,ponoć świetny ortopeda. Zrobił zdjęcia,pokazywał Młodej że wszystko w porządku – piękny kręgosłup,bez zmian.Wymacał nam pieska i kiedy zapiszczała w pewnym momencie rzekł – to nie dysplazja,to pewnie zapalenie nerek…

Dostała zastrzyk – Enrobioflox 5%,Dexafort 50 ml i pastylki Enrobiofloxu do domu.

Ten Dexa coś to chyba steryd.

I należy zrobić badanie moczu.I kontynuacja leczenia.

Dobsz. Latałam jak gupia ze słoikiem za piesem po osiedlu,bo w ogródku za cholerę przecież się nie wysika bo po co,co nie?

Siki złapane,badanie, dodatkowo zrobiliśmy usg nereczek i jamy brzusznej.Wygolony brzuszek ma biedna.

CZYSTO !!!!

Rudeńka nadal ma problemy ze wstawaniem.No raczej nie biega za gołębiami,nie wskakuje na łóżko,ma problemy z chodzeniem po schodach.

Zmiana leczenia.

Podajemy witaminki rzekły panie. Rudeńka dostała zalecenie pięciu zastrzyków z witaminek czyli Meloven i chyba Milgecostam.

Dodatkowo badanie na boreliozę ( tzn czy coś po chorobie- majowa babeszjoza -  jej w organizmie nie siedzi)

CZYSTO !!!!!!!

Rudeńka nadal ma problemy ze wstawaniem.Na śliskich panelach nei daje rady trzeba tyłek pomóc podnosić….

Posmutniała,leży,śpi,leży,śpi,nawet na dwór niechętnie wychodzi.

Wkurwa miałam i zrezygnowałam z ostatniego zastrzyku bo BOLESNE i ch….ca dały;/.

Panie nawet mi przytaknęły…

Skończyłam ten etap leczenia.

Rudeńka nadal ma problemy ze wstawaniem.Tyłek trzeba podnosić,czasem nosić po schodach,czasem pogłaskać, i się miotać co dalej.

Postanawiam zadzwonić do wetki od której adoptowaliśmy Rudeńkę.Poprosiłam o konsultacje,bo wszak znała pieska i wiedziała na pewno więcej niż ja o jej początkach.

Niestety…. wizyta nie należała do zbyt udanych.

Pani stanęła na pozycji – „jakbyście przyszli do mnie od razu to byłoby lepiej” i jak potem zauważyłam,nie słuchała mnie zbyt dokładnie . Przepisała znów CIMOLGEX (który gówno pomagał) i ustaliliśmy że zbadamy Rudej tarczycę.

Wg mnie badanie bez sensu ale…ale może niedoczynność dawać takie objawy nawet więc…tonący brzytwy itp.

Rudeńka nadal ma problemy ze wstawaniem.Trzeba dźwigać tyłek,niechętnie już nawet wychodzi na dwór.Jest smutna.Leży,śpi i tyle.

Badanie wykonano w sobotę,wetka zaskoczona że Cimolgex nie pomógł – ależ CZYTAŁA pani  historię choroby rzekłam.MÓWIŁAM że podawano Rudej cały tydzień i NIC ! Milczenie owiec….

Wyniki w poniedziałek czyli dziś rano.Cóż.Tarczyca ZDROWA…tylko jeden wskaźnik ciut poniżej normy ale tyle się biedna nachorowała że to jest w zasadzie normalne.

I co teraz?

Ano została już tylko tomografia….

Młoda płaciła do tej pory za leczenie.My troszkę jej pomagaliśmy.

Pierwsza wizyta,zastrzyk i leki – 44zł .Po trzech dniach kontrola i leki – 44zł

Rtg z opisem i lekami – 300zł

Kolejne leki,usg i badanie krwi – 150zł….

Kolejne zastrzyki – 30zł wykupienie w aptece i 12zł za każdy podany czyli :12*4+30=78zł….

Tarczyca – 140zł….

A ileż to tomografia się ceni? No zaczynamy od 450zł… ale może być więcej…I CO KURWA DALEJ ?

Teraz się zastanawiamy nad kasą .Młoda robi nadgodziny bo jak inaczej ? A żal dupę ściska że nikt sensownie nie jest w stanie pomóc zwierzakowi a badania bardzo kosztowne gówno dają….

Pogoda śliczna ale z Rudką nigdzie się nie wyrwiemy.Siedzi w ogródku pod krzaczkiem.

WNIOSKI POKONTROLNE:

1.weterynarz bardzo niechętnie,rzekłabym wcale nie chce ,odesłać cię do lepszego specjalisty. Jeśli sama nie znajdziesz masz przerąbane.

2.Są lekarze b.mili, odnoszą się do zwierzaka z czułością, wyleczyli go z babeszjozy ale…ale to wszystko.Bo niby zrobiły co mogły dalej ale to było już w stylu dr.House.

Naprawdę,czułam się tam jakby mnie przenieśli ciupasem do serialu…

3. Wiedza ortopedyczna o zwierzętach jest …mierna. NIE MA lekarzy- fizjoterapeutów których pomocna dłoń mogłaby zwierzaka naprawić. A takie masaże np.potrafią działać cuda…

4.Najprościej walić leki które potem tak obciążają organizm,że wykonanie lekkiego zabiegu ratującego życie jest niemożliwe…

5.Jeśli już jedziesz na kosztowne badanie UPEWNIJ się że lekarz się nie spieszy np.na imieniny cioci…Niestety u nas być może tak było.Dobry lekarz,ortopeda – co istotne.Dobry rtg,bardzo dobre operacje u zwierząt i …w sobotę – jestem tylko godzinę i wymyślił ponieważ rtg czyste nerki.Bo sunia macana w końcu zapiszczała.NERKI !!! A całkiem sensownie było dokładniej sprawdzić w tym obrębie kręgosłup,wiązadła czy co tam!!! I pomimo zalecenia nie dał nam odcinka piersiowego na zdjęciu.Jego błąd a teraz co ? I skąd mam wiedzieć co jest na zleceniu jak określenia stricte medyczne?

 

 

 

 

 

 

 

 

Zapisz

Zapisz

majówka huuurra! czyli znów tam i z powrotem…

  • Napisane 1 maja 2016 o 21:30

chodzę. Czasem chodzimy.

Dziś chodziliśmy wespół,zespół.

Na Pogorię i z powrotem.

Cirka ebałt 32 km….Co to niby dla nas?

Ale….

Dasz radę tuv? EEEEEEEE , no wiesz,jakby co to ja cię na plecach nieść nie będę…rzekła X-men pewny siebie…

Pogoda dopisała ale dopiero koło 10 zrobiło się słonecznie.( o piątej rano też było słońce ale bez przesady co nie?)

No to idę rzekłam,zakładając Rudce obrożę. Ok,spoko,rzekł X-men daję ci 30 minut forów.Potem ruszam i ja.

Wytrzymał 15 minut ;). Miałam sporą przewagę bo Rudka gnała przed siebie spragniona spaceru.Biedna nie wiedziała co ją czeka…

Bo my na Pogorię pieszkom….Samochód w naprawie, rowerem i owszem ale co z piesem? No i pieszkom wyszło najrozsądniej.

Oj moje kolano – pomyślałam …ale co tam.W pewnym momencie wszak idziemy miastem,to wsiądę w tramwaj i wio do domu! Ale nie trzeba było.

Buty super,świetnie się szło. Na Pogorii III tym razem,imprezy,muzyka,knajpek kilka,piwo piliśmy,frytki jedliśmy ,Rudkę nakarmiłam i napoiłam( a co,pańcia zapobiegliwie miała składaną miseczkę,butelkę z wodą i puszkę żarcia).

X-mena też nakarmiłam ,jeszcze kawę wypiłam i wiooooo do domu bo była 14,50….

Pieseł się jeszcze wykąpał,pogonił kaczki i był bardzo zadowolony z okoliczności przyrody;))).

Doszliśmy o 18.29. W drodze powrotnej mieliśmy kilka postojów.Dwa po pięć minut,potem taki dwudziestominutowy.A bo sąsiad nas minął na rowerze jak wracaliśmy.On jechał w stronę Pogorii a potem nas minął jak już wracał;>>>> I miło się gadało,bo padliśmy na ławeczce pod zamkiem w Będzinie;)))).

No był jeszcze jedne przystanek ,już w naszym mieście na kilka minut bo X-men stwierdził że nie daje rady.

A tak się ze mnie śmiał!!! ( w sumie szliśmy sporo poniżej trzech godzin!!! ).No ale wcześniej bo w czwarteczek zrobił X-men około 70km na …rowerze.Niezamierzenie.Gdyż pomylił,umknął mu zjazd jeden i pogubił się w terenie a w sumie miał do przejechania niecałe 40km….

No w domu to tak.

Rudka ( zjadła rankiem ugotowaną strawę przez mła) zaszyła się w kącie pod suszarką…X-men zaszył się na fotelu…

Rudeńka ma całe opuszki,nic sobie nie uszkodziła.Chodzi ze mną5 km co dzień prawie,czasem i 16 km robimy.Te 32 to było wyzwanie ale sądzę że jeszcze powtórzymy nie raz;)

dwadzieścia siedem i pół oraz ból istnienia

  • Napisane 1 kwietnia 2016 o 10:51

wiosna,wiosna,wiosna ach to ty!

Święta przebiegły spokojnie.Jedzenia mało a i tak zostało nam do dziś,znaczy mam spokój w kuchni.Pogoda dopisała czyli chodziłam na dłuuuugie spacery. Nie ,nie z X-menem ,z psicą.

Bo mojego chłopa drażnią te spacerki.Bo co jakiś czas się trzeba zatrzymywać,i wącha i sika i zbacza i rytuały związane z poznawaniem nowego psa…a on ? A ON TRAKTUJE SPACER WYCZYNOWO.

Znaczy się przemy do przodu,szybko do przodu,kurcgalopkiem do przodu i kij tam że widoki ładne i okoliczności przyrody. SIĘ MĘCZY i trzeba zaliczyć spacer,dojść i odpocząć…A!A!A!

W poniedziałek lany (udało mi się oblać Juniora i X-mena z zaskoku,ha !!!!)

pojechaliśmy jednak na Pogorie z Rudką.Się dał świątecznie uprosić. Już po chwili zorientowałam się jednak że dla niego to znów męczarnia bo knajpki pozamykane( a kto by tam przychodził w niesezonie ? jak to wodny obszar ogromny i tylko rowerzyści śmigają jak pogoda ładna).

Po zrobieniu sporego kółka wzdłuż zalewu,wracamy do samochodu a ja podejmuję pewną decyzję. Rudeńka wbiega na koniec radośnie do wody (nieeee,no ten mokry kundel z nami nie jedzie !!!)  znaczy decyzja została przypieczętowana nieodwołalnie i zapychamy per pedes do domu. Znaczy się MYZPSEM.

ja mam radochę,pies  ma radochę ,X-men ma radochę – wszyscy szczęśliwi.

Do domu cirkaebałt 16 km….

A ja po zimie nierozchodzona….I ciut przybrana na wadze….Znaczy dobrze mi to zrobi ale nie wiem czy dotrwam.

Dotarłam do Będzina pod zamek. Tam moje stopy stwierdziły że jednak niekoniecznie chcą iść dalej. od czegoś jednak mam telefon. Podjechał X-men i w zgodzie wracamy do domu…

I tu gwoli wyjaśnienia.Ciepło było,miałam od początku ukryty zamiar wracać na piechotę dlatego też włożyłam lżejsze buty. Nie że trapery, czy takie tam traperopodobne szalenie wygodne i lekkie ale adidasy,do tego biegówki,cudnie się chodzi na dalekie dystanse.A nawet czasem podbiega.

mam je już będzie trzeci sezon i nie ukrywam że w zeszłym już mnie wkurzały.No ale . I się okazało że teraz zdrowo mi dopiekły.

Zimowe są SZEROKIE I WYSOKIE w czubkach…A ja mam drugi palec dłuższy od palucha…No,nie zawsze tak było ale jakoś takoś ostatnimi czasy…I chyba mi się rozklapuciały te stopy czy jak?

Zdjęłam adidasy i ogień! Ogień, tętniący ból. No ludzie po przejściu raptem 11 km?!?

Do tego są dość wąskie  jako buty.No ale większość z tych co przymierzałam takie są !

Wczoraj wio do sklepu bo coraz cieplej a ja w zimówkach nie daję rady. Pojechaliśmy do Decathlonu.Bo mnie potrzebne są sportowe.I do pracy i spacerów z psem i z X-menem, do wędrówek itepe.

Cóż….przymierzyłam fafdziesiąt butów !!! I dupa.

Kierowałam się ciężarem i ceną.Potem już tylko ciężarem bo jak przymierzać to i takie za pięśet mogę co nie?

Salomony mi się spodobały, drogie ale ….BOLI !!! Miałam doskonały wyznacznik.Bolące stopy w nowych butach musiały czuć się komfortowo. I dokładni czułam gdzie nie.

X-men niechętnie mi towarzyszył gdyż ,ponieważ – tuv….litości….masz dżinsy,kurtkę bordową,paszkę kolorową ,przymierzasz buty czarne z wściekłym różem a masz oczojebne zielone skarpetki!!!!!!!!! No to co ? Się zdziwiłam,wiosna jest…

W końcu X-men się zirytował i lekko się uśmiechając zaprowadził mnie do szeregu męskich butów.No bo tam na pewno znajdziesz dobry rozmiar;>>>>

Przeglądając metki zorientowałam się że producenci różnie oznaczają ten sam rozmiar.Otóż ja mam 27,5 cm stópkę długą. No jest to numer mniejszy od kajaka ale jestem wysoka więc…

I zaczęłam szukać butów które mają wypisany dokładnie tą długość.Otóż niekoniecznie jest to ten sam rozmiar – dla jednego to 41,dla drugiego 42 a kupiłam ci buty rozmiaru 43 !!!!

No ja pierdolę w tempie ekspresowym przeskoczyłam z 40 na męskie 43 !!! (dawniej nosiłam 39 a i tak było to kopyto bo to DAWNIEJSZA podeszwa.Potem od kiedy weszły podeszwy włoskie wskoczyłam na 40,bo włoszki były węższe.A teraz pewnie kuźwa chinki….)

Żeby nie być gołosłownym oto zdjęcie.Moja zmęczona życiem zimówka i nowy nabytek…KTO i PO CO manipuluje tak rozmiarami?!? Żeby popadać w większy dół przy zakupach czy jak?!?

moja zimówka kupiona jakieś 4 sezony temu wychodzona,zapomniana i wyciągnięta w tym by dokonać żywota acz żałuję bo super wygodna,lekka ,ciepła i nieprzemakalna.

I MA ROZMIAR  41 !!! 41 i to z naddatkiem kupiłam by mieć luźno w bucie czy też ewetualnie grubaśne skarpetki włożyć!!! A teraz męskie 43 !!!!!!!!!!!!!!  to co kuźwa będzie jak pójdę kupić szpilki?!?