Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'pogoda'.
Wyświetlam 1 - 4 z 5 notek

kobieta na zakupach….

  • Napisane 14 kwietnia 2015 o 08:31

wczoraj mijał termin oddawania książek do biblioteki a że Junior narzekał po półmaratonie na kolano ( współczułam bo jednak 10 km biegu nie w kij dmuchał i można się nabawić kontuzji,a on od zawsze ma z tym kolanem jakieś kłopoty ) artystycznie czołgając się ze schodów, wzięłam sprawy w swoje ręce.

- dobra, dawajcie książki,pójdę ,rzekłam dzielnie ( to tylko 20 minut pieszo od domu,książek nie jest dużo ,dam radę)

Niejako przy okazji syn poprosił o wodę mineralną i jogurt.No oczywiście, czemu nie ,sklep tylko 5 minut od domu i trzeba zrobić zakupy babci ale tym razem tylko gazety.

Godzina 17,38 bardzo zaczęłam się spieszyć bo kiosk do godziny 18 a gdzie ja potem czynnego szukać będę ?

Dostałam torbiszcze z książkami (ekologiczna torba na zakupy w kolorach seledynowo-żółto-błękitnych oczojebnych dodajmy które nie bardzo korespondowało z moim ubraniem i nową torebunią (zdjęcie w notce poniżej ale przecież nie będę się przejmować detalami wypełniając misję książkową ,tak? ) i potuptałam w świat.

Pogoda mało zachęcająca.O weekendowym cieple  zapomnij.W ciągu dnia był i wicher i siekący w poziomie deszcz i lejący strumieniami i słońce też.Ubrałam zimową kurtkę z kapturem.

Na dworze wiało.W jednej ręce torebunia , w drugiej torbiszcze i wiatr w pysk,co rozwiewał moje rano umyte włosy i chociaż za długich nie mam w uporem maniaka rzucał mi je na twarz….

Torebunia ma długie ucho ale spadała pod wpływem wiatru z ramienia więc wzięłam wszystko do jednej ręki a drugą zarzuciłam sobie kaptur na łeb.Cieplej.Niestety ,kaptur pomimo że do zbyt głębokich nie należy zaczął pełnić rolę żagla i mając w jednej ręce torby,drugą trzymałam kaptur. Grzywka wystawała i zalotny wiaterek usiłował mi nią zakryć oczy co może człowiek doprowadzić do szewskiej pasji bo jednak chciałam widzieć drogę ! Poprawianie grzywy ręką drugą ,co to w niej torby na zdrowie nie wyszło,bo mam poobijany kadłub,jednak książki swoje ważą…

Misja biblioteka wypełniona,gazetki kupione , jeszcze tylko dyskont i zakupy żywieniowe.

Koszyk w rękę ,nareszcie wolna ręka kaptur z głowy.Gorzej że torebunia w drugiej i jakoś cięższe torbiszcze z książkami…

Ponieważ do wędlin kolejka długaśna i każda z pań prosi o dwa plasterki tego,półtora tamtego i może jeszcze serka pięć plasterków zrezygnowałam a ser wzięłam z półki w kawałku,sporym kawałku bo sera nie ma – nie ma co jeść w rodzinie @

Na mięsie pusto,kupiłam piersi,koszyk zaczął mi ciążyć,a torby przeszkadzać. Torebunię zarzuciłam na ramię,torbiszcze w jednej ręce,koszyk w drugiej i zanurkowałam miedzy regałami po wodę mineralną dla Juniora,chwytając po drodze jogurty TYLKO TE, ogórki konserwowe,bułek 10 i kolejne dziesięć z różnymi dodatkami,masło, mrożone zupy,kaszę i żarcie dla kotów.

na moje nieszczęście WODA – I TYLKO TA MAMO – znajdowała się na najniższej półce.Kiedy się nachyliłam szukając ODPOWIEDNIO gazowanej torbunia zawisła mi przed nosem jak to chomąto koniowi, torbiszcze pociągnęło w dół i poczułam że nowe cud spodnie powoli zjeżdżają mi z tyłka…( nie,nie miałam paska bo stary i ciemny i nie pasuje a przecież spodnie świetnie leżą…) . Odstawiłam koszyk, zdjęłam z ramienia torebunię (do koszyka wsadzić nie mogłam bo pełny ) przełożyłam do ręki z torbiszczem a drugą usiłowałam cichaczem gacie podciągnąć wzbudzając zainteresowanie ochrony( czasem kierownik chodzi po sklepie jak jest duży ruch i baczy na kupujących …) dziwnymi podrygami. Nie,no bez jaj,przecież kochani nie upycham sobie 1,5 litrowej wody w spodniach!!!

Objuczona jak wielbąłd,wściekła,doczłapałam do kasy. DRUGA 1,5 litrowa butelka wody już w koszyczku mi się nie mieściła,niosłam wiec w ręce z torebunią i torbiszczem kwicząc ze złości pod nosem ( no ale ja dzielna kobieta,matka,żona ,Polka jestem tak?).

Pani kasjerka nie miała wydać klientce (bo kierownik właśnie zabrał większość gotówki z kasy ) i pożeglowała rozmieniać.Kolejka rosła.

Potem mnie poprosiła o drobne.No to odłożyłam torbiszcze na taśmę, wyjęłam z torebuni portfel (prezent od Młodej,ładny,elegancki,kolorek odpowiedni tylko chujowe miejsce na drobne ale to szczegół ) i zaczęłam drobne wygrzebywać z przegródki. A kolejka rosła. DWA złote już mam rzekłam aby rozładować nastrój ale pani za mną chciała mi już przegryźć gardło wiec taktownie zamilkłam i szukałam w ciszy 85 groszy….

W dyskoncie jest taki spory blat gdzie rzeczy w koszyka można przepakować do torby.Miejsce to jest wyłożone LUSTRAMI. I niechcący przez przypadek spojrzałam. Kurwa! wyrwało mi się z ust maliny  ( miałam puder na pysku i tusz na rzęsach jak wychodziłam z domu  a teraz miałam trupie sińce pod oczami pewnie od tego nieustannego poprawiania grzywy,okularów i kaptura a włosy….mam kręcone z natury ale kaptur i paskudny wiatr mi je ciut wyprostowały i każdy włosek STERCZAŁ W INNĄ STRONĘ . Moja głowa przypominała wkurwiony ukwiał….) bo klienci w dyskoncie to również moi klienci i dlatego się tak co poniektóry dziwnie patrzył a ja myślałam że ładnie wyglądam…. !!!

Nic to.Ja dzielna kobieta na zakupach jestem.Zacisnęłam maliny i zajęłam się upychaniem zakupów w torbiszczu.Torba z bułkami się nadpękła ,wsadziłam w jednorazówkę i cóż.Musiałam nieść osobno bo już się nie zmieściła w torbiszczu. Torebunię przerzuciłam przez głowę,nie powiem wygodnie i w dupie że tam wiatr wieje ale odstaje i przeszkadza w niesieniu zapupów. Przesunęłam na przód torbę w jedną łapkę, bułki w drugą i w drogę !

Niestety,wiatr nie zelżał,kaptur na łbie co chwilę poprawiałam waląc się tym razem bułkami ,grzywę olałam,drogę do domu znam,dojdę.

Torbiszcze cholernie ciężkie,przerzucałam co i rusz do drugiej ręki,zmieniając z bułkami i dobrze że to tylko 5 minut ale kurwa pod górkę z wiatrem ZNOWU W PYSK !!!

W domu – X-men – ależ czemu nie zadzwoniłaś, zaraz bym przyszedł no taka ciężka torba dziewczyno! ( tak,naprawdę by przygalopował ALE bym się musiała naczekać bo szukałby okularów,jeszcze siku a może i szybka kupa przed wyjściem, a gdzie mam dokumenty i chyba zapomniałem klucza…)  a ja tam wśród tych ludzi z ukwiałem na łbie ? NIGDY W ŻYCIU.

- Junior – miałaś ciężką torbę ?  No mamaaaa ,raz na sto lat a i wiesz kolano przestaje mnie boleć…

-X-men – WIATR ci przeszkadzał ? Jaaaaki wiatr! no spójrz przecież ŻADNA gałązka się nie chwieje !

Kurtyna poszła łkać do kąta.

 

 

o sierściuchu będzie

  • Napisane 8 czerwca 2013 o 12:09

Kiedy to Młoda do Portugalii wyjechała ,psia towarzyszyła mi wiernie wszędzie i prawie że zawsze nawet nocą . Zdjęcie powyższe zrobione jest w mojej pracowni ;).

Wystrzyżona przez dziecka żeby jej za gorąco latoś nie było. Z intencją trafili jak kulą w płot ( pogoda coś nie dopisywała ) ale trudno.Trzeba było dzielnie znosić jej hm, nowy wizerunek:).

Robiłam często spacery na „górkę ” – kiedyś wspominałam o jednym takim tu nawet .Rudka ma tam gdzie biegać,uwielbia buszować wśród traw,niemniej jednak trzeba czasem się zastanowić gdzie z tym psem się tupta…. Niedawno utknęłam w bajorku prawdaż  ,pomimo iż widziałam jak topił się tam pan z dzieckiem;>.Rudeńka nadawała się tylko do kąpieli,a moje ciuchy do prania – szczęśliwy piesek jak zahamował przed panią tak fontanna błocka na pani się  znalazła…

Cóż… ważne że pies szczęśliwy jak świnia w kartoflach…

nasza Ruda lubi nawet takie mycie,stoi spokojnie,pod warunkiem że woda ciepła;D

A to zdjęcia z wczorajszego spaceru.My na piwo a pies szalał.

A tu widać jej tylko koniuszek ogona;)))

Widoki z górki niczego sobie,choć jeden pod słońce zrobiony.

w końcu słońce,w końcu można się było WYGRZAĆ :)

 

 

nie płacz kiedy odjadę….sercem będę przy toooooobieeeeee

  • Napisane 2 czerwca 2013 o 16:15

Watrowisko 2013 trzeba uznać za zakończone. Było przemiło czemu już dałam wyraz w poprzedniej noteczce.

Dziś trochę zdjęć.

Przybyliśmy jakby na zakończenie. Znaczy się ostatni wieczór należał do nas.Szkoda że w strugach deszczu i co poniektórzy już wybyli ale pojawiły się nowe twarze więc było z kim i o czym pogadać. I to do wypęku.

MY oczywiście zgodnie z obyczajem naszym wjechaliśmy tam od dupy strony GUBIĄC się na bardzo krótkim odcinku dojazdowym…

Ale oj tam.Watra wybiegła nam na przeciw,towarzyszył jej Tetryk się dało dotrzeć;).Biesiadowaliśmy i spaliśmy na terenie ośrodka harcerskiego.

Mieliśmy śpiwory więc spało się świetnie ,zresztą sen wsparty przednimi trunkami i jedzeniem był głęboki…;)

Chapeau bas dla KNEZIA i jego ręki do mięsiw,wędlin i trunków;). Inni też się fantastycznie produkowali ale tak mi się wszystko pomieszało że nie chcąc pominąć nikogo oraz przypisać potraw nie temu kto jej dokonał zmilczę temat;).

(sernik boski, śledzie paluszki lizać, i taki tam WIELKI słój pełen papryki,marchewy,cebuli itp zamarynowanych ?)

Dzień drugi – czyli niedziela powitała nas słońcem i ciepłem. Żeby zrobić miejsce na wczesny obiad pojechaliśmy na krótką wycieczkę rowerową(niestety rowery bardziej dla dzieci niż dorosłych i wycieczka naprawdę była KRÓTKA)

a potem X-men bawił się w Spider-mana:)))

NO.I obiadek:)

 

 

 

no co tam?

  • Napisane 6 marca 2013 o 11:33

ano nic specjalnego.Dziś słonecznie ,bardzo ciepło i bardzo wietrznie. Odczuwam to mocno siedząc na poddaszu.Z poziomu gruntu wiatr nie jest aż tak dojmujący.Sierściuchy siedzą na dworze,trzeba korzystać z pogody,no i wiosna się we krwi odzywa. Ja nadrabiam szyciowe zaległości.Nudne klepanie typówki .jednak skoro braki w towarze są widoczne,należy to zrobić. Wstaję z kurami bo po piątej rano i szyję do dziesiątej. Jest to praca na tempo,bo jak zacznę to muszę skończyć komplet żeby było co wrzucić na salę sprzedaży czyli żadnej fantazji nie da się uruchomić. Te same skoordynowane ruchy , w głowie ułożony plan działania i nie daj Boh żeby jakaś skaza na materiale bo ratunku nie zdążę!

A wczoraj ? nie, w poniedziałek dali  „Avatara „.  Nie nie widziałam wcześniej,nie ściągnęłam ,no nic.Zafascynowała mnie ta opowieść .Tzn opowieść jak opowieść – rzekłabym trywialne to bo „walczymy o swoje ,obcy precz do domu” ale TA RESZTA !!! Ten bajkowy świat…Jak bym miała wybór,natentychmiast się przenoszę…

U teściowej spokój. Po biospji stwierdzili że nie będą operować.Dali jakieś pastylki ponoć zabezpieczają przed przerzutami i kazali się pojawić za pól roku do kontroli…Znaczy idzie na odstrzał, uznali że nie warto inwestować w jej zdrowie tak myślę. Bo przecież mojej babci wycięli i dopiero wtedy dali te pastylki i żyła sobie spokojnie .