Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'nerwy'.
Wyświetlam 1 - 4 z 5 notek

ja znów o tych dochtorach ale jak mus?

  • Napisane 21 listopada 2014 o 13:22

wczoraj matka miała wyznaczoną ( hłe,hłe,ponad pół roku temu…) wizytę w znanym a jakże szpitalu molochu ,kiedyś górniczym zwanym a teraz wabiącym się „Centrum Urazowe” .

Na okulistyce.Bo zaćma,choć ona nawet kącikami oczu widzi więc źle bardzo nie jest.X-men zawiózł ją tam o 9 rano,pomógł się zarejestrować bo to jest dość upierdliwe,jakieś numerki, potem dopiero do rejestracji i coś tam,coś tam. Posadził następnie pod gabinetem i pojechał w trasę.

Ok, oględnie licząc pomyślałam że wypuszczą matkę pewnie kolo godziny12,00 -  13,00 ( A!A!A! ale tam tak to powoli działa ) więc luz. Przy szpitalu jest postój taksówek,miała wsiąść i przyjechać.

Cóż.Koło trzynastej zaczęłam się niepokoić. Ale jestem powolna i znam służbę zdrowia,więc dałam sobie jeszcze na wstrzymanie.  Jednak koło 14 to mi się włączył alarm !!!

No ludzie kochani bez jaj tak ?

Dzwonię do X-mena, blisko był ale korki,to jedzie ale nie wie kiedy dotrze do szpitala.Ok,dzwonię do szpitalnej przychodni – nawet rejestratorka odebrała szybko i była MIŁA .Znalazła mamę w komputerze – wie pani ona jest teraz na OSTATNIM BADANIU, ( kurwasz mać,no ja pierdzielę tyle godzin ją tam trzymacie ?!? myślę sobie .Przecież kwitnie tam od dziewiątej,dziewiątej !!!) ale kamień z serca i dziękuję babce bo jednak nic matce się nie stało…

W tym czasie X-men przedziera się przez gigantyczny korek…

Zawsze mam telefon komórkowy przy sobie.Cóż…żyjąc z X-menem się nauczyłam choć nie cierpię,NO NIE CIERPIĘ ciągle go pilnować.Nawet do kibelka teraz noszę.

I co ?

I kurwa zostawiałam przed komputerem bo leciałam na dół do klienta…Miałam w reku słuchawkę stacjonarnego i pewnie dlatego (jeszcze rozmawiałam ze szpitalem).

Przy klientach dzwonić nie chciałam.Sale mamy spore,byliśmy w ostatniej gdzie jeszcze jest zawijas wiec za rogiem tym bardziej nie usłyszałam że słuchawka dzwoni…A raczej usłyszałam ale ostatnie dzwonki…

Pewnie X-mena,ale luz.Skoro matka ostatnie badanie to ją weźmie od razu do domu.

ALE NIE !

otóż….wjechał  jakoś na parking (meksyk o tej porze – czyli po 14 ),dostał się na okulistykę, wdarł do gabinetu,zjebał lekarkę że nie chciała mu powiedzieć czy matka była już badana,a jeśli tak to o której godzinie itepe.

No babon nie chciał udzielić informacji !!! A matka akurat zdążyła wyjść z gabinetu i wsiąść do windy… A!A!A!

Się rozminęli…klasyk z filmów…

(nie pomyślał by pytać w recepcji).Zleciał na dół ale na postoju już matki nie było…Dzwonił do mnie by się upewnić że jest w domu ale ja nie miałam komórki,stacjonarnego nie odbierałam …

Dobrze że dodzwonił się do Juniora – ten mu rzekł – babcia w domu…

JA NIE WIEDZIAŁAM BO SKĄD jak na dole z klientami byłam ?

Kiedy w końcu oddzwoniłam do chłopa ten na mnie nawrzeszczał – no para gdzieś musiała ujść.I jeszcze mi nawrzucał że nie wiem iż matka w domu.NO NIE WIEM .Nie waruję przy wejściu nie ?

No to na końcu ja poleciałam i nawrzucałam matce że NIE NOSI KOMÓRKI ZE SOBĄ bo by tej całej akcji nie było !

dlaczego nie wzięłaś ?!?

bo bałam sie że mnie okradną…

A!A!A!

zamorduję !!!!!!!!!!

 

 

żeby nie bruździć

  • Napisane 2 marca 2013 o 23:47

na blogu tematycznym to opowiem tu:

otóż miałam problemy z maszyną.Kupionym w ramach dotacji overlockiem JUKI MO-654-DE.Pół roku śmigała aż przyszła chwila nieuwagi i … złamałam igłę.

Żaden problem,się zdarza,wystarczy wymienić.Otóż WYMIENIŁAM ale niewiele pomogło.Szyła byle jak.Czasu nie było a zamówienia i owszem wiec nie narzekałam tylko szyłam.W końcu nie dawało już rady roić na niej NIC. Zadzoniłam do serwisu – niektórzy sobie radzą szmatka+denaturat i przeczyszczają talerzyki naciągów.Ok,poszłam do sklepu,kupiłam (tym razem fioletowy denaturat,taki jak drzewiej bywało),przeczyściłam.Nie pomogło. W końcu wysłałam do serwisu – choć powiedzieli że to rutynowa naprawa a raczej REGULACJA. Otóż nie,nie,to była naprawa = czułam że tak jest – wodzik overlocka się wygiął,w momencie kiedy igła w niego uderzyła i doszło do jej złamania.

Dziwne to trochę,bo ostatecznie METALOWY i gruby a igła cieniutka… naprawili,za darmo w końcu i odesłali.Błyskawicznie – narzekać nie mogę w ciągu trzech dni maszyna była u mnie z powrotem (środa  zgłoszona,czwartek wysłana,w poniedziałek dostałam). Rozpakowałam pełna nadziei na szycie,bo czekało w kolejce i ….RATUNKU !!! NIE SZYJE !

Serio,serio.Rwała, pętelkowała czyli to co było zostało. Zdenerwowałam się,nie,WKURWIŁAM do nieprzytomości.

Za słuchawkę i dzwonię do Krakowa. A tam pan szanowny mechanik rzecze – to POWIETRZE WASZEGO MIASTA JEJ SZKODZI…. Bo od nas wyszła szyjąca tip,top. Odzywka chamska ,doprawdy każdy by się wkurzył.Zła,poleciałam do X-mena – co robimy ?!?

Mnie wkurw dobija,chłop się też wkurzył bo co,żonę mu obrażają !!! Spacer wieczorny z Rudką miał rozładować złą energię ale niestety .Kiedy czekałam pod owadem na X-mena (robił zakupy) nagle,dosłownie NAGLE rozsypały mi się okulary… Nie do uwierzenia,ale skoro miałam je na nosie a sekundy później trzymałam w ręce DWA ODDZIELNE szkła bo kurwa jakaś pierdolona śrubka w łączniku się wykręciła to co,trzeba wierzyć!

X-men chciał być pomocny i na czworakach po ćmoku szukał tej śrubeczki ale zapomnij…. takie tam maleńkie gówno nie da się znaleźć.Ba,w tych warunkach to i hufnala trzeba by długo szukać. Doszliśmy do domu.JA w ryk.

Maszyna niesprawna,okulary nie istnieją,nic tylko iść się zakopać;/. Chłop zawziął się i choć było późno,bo po 20 ,poleciał do marketu z okularami – tam mamy odział Vision Express – tam okulary kupowałam.lata temu,czas je zmienić,wątpiłam czy o mnie jeszcze pamiętają.O dziwo ,uwaga o dziwo PAMIĘTALI ! Naprawili ZA DARMO.

Odszczekuję dziamgotanie na tą firmę,bo kiedyś zaszli nam za skórę cokolwiek,ale to widocznie jak wszędzie zależy od ludzi którzy tam pracują a nie od firmy…

Jakiś plusik zanotowałam znaczy.Z rozpędu zmobilizowałam X-mena i pojechaliśmy z overlockiem do Krakowa.Nie żebym nie próbowała.Przez DWA dni usiłowałam coś podziałać z maszyną.Kombinowałam,kombinowałam,nawlekałam,szyłam,nie szyłam,rwało,pętelkowało,rwało i tak bez końca…

Nie było to X-menowi na rękę ale czego się dla tuv nie robi… Wchodzimy do firmy ( kawał drogi w stronę Wieliczki się mieści  – znaczy cały Kraków przejechany),przychodzi pan Stefan – mechanik który mnie wkurzył swoimi nieuprzejmymi tekstami,siada do maszyny i ….. KURWA MASZYNA SZYJE !!!

No nieprawdopodobne.Coś tam poruszył,naprawdę prawie że nic i SZYJE.Zła, siadam także do maszyny,materiałów miałam sporo i szyje.I próbuję,i znów na nowym i znów… Idzie PIĘKNIE…Cóż wyszłam na konkursową idiotkę…Ale dałabym się pokroić na kawałeczki że wszystkiego,naprawdę wszystkiego próbowałam by ją uruchomić;/. Czary jakieś czy cóś?

No nic.Droga powrotna upłynęła mi na trawienie porażki,bo nawet gościa nie miałam o co opieprzyć,nie?  Podróż kosztowna,w sumie dałam 100zł (benzyna i szybka kawa ) i ekhm,jakby tak bezproduktywna…

No ale szyje.I szyłam do upojenia ,bo trzeba wykorzystać ten czas i nadrobić opóźnienia.

A w tzw międzyczasie spotkaliśmy się z DUDIM:) .Było bardzo miło :))) .Lubię takie niespodziewane spotkania,dodają mi skrzydeł;)

walcz głupia walcz

  • Napisane 22 października 2012 o 11:25

 

Jak już tu pisałam zostałam zobligowana do złożenia pisemka dotyczącego deklaracji VAT7 (nadgorliwość gorsza od faszyzmu). Miałam to zrobić 25 października roku bieżącego AD 2012  (podczas składania VAT-7K )

W zeszłym tygodniu telefon:

- tu Urząd SKARBOWY dlaczego szanowna pani nie złożyła jeszcze pisma wyjaśniającego i deklaracji?

-eeeee – no bo dostałam od pani pouczenie żeby to zrobić razem z deklaracją,w dniu składania deklaracji (podpiąć pisemko pod deklarację znaczy)

-A to była KOLEŻANKA ale JA pani radzę zrobić to OD RAZU,no bo czekam na to pismo i czekam.A deklarację przecież pani może złożyć WCZEŚNIEJ.

-mogę ? ano mogę problemu nie ma.DOBRZE  rzekłam i zakwiliłam z cicha bo nie miałam PIECZĘCI * .

No jakoś nie mogłam się wybrać do miasta w tym celu.Pieczątka firmowa firmy  „Dziubdziuś” towarzyszy mi od lat …no nieważne ilu,i teraz zieję niechęcią do swojej własnej…

Oddelegowałam do tego zadania X-mena (nie powiem że tryskał entuzjazmem) .

W tzw międzyczasie TELEFON tym razem z UP.

- czy mam przyjemność z panią TUV?

-tja….

-no mam tu BŁĄD w rozliczeniu dotacji,czy mogłaby pani się do nas pofatygować powiedzmy w poniedziałek ,a w weekend przejrzeć co tam można by poprawić ?

-no jasne,i to na skrzydłach .Kwiliłam w środku mła coraz głośniej…

No jak to bywa KOPII rozliczenia za cholerę nie potrafiłam znaleźć.Ani na kompie,ani na papierze.

Ciśnienie skoczyło,no cholera zdenerwowałam się przeokrutnie,bo że niby JA ? I sprawdzane było fafdziseiąt razy i X-men robił pierdzieloną tabelkę !@

Znalazłam.I sprawdziłam i miałam ochotę walić mym nie że baranim bom bykiem łbem o ścianę.Konkursowa idiotka,no blondynka z dowcipów,durna stara baba z demencją!!!

Bo wpisałam jedną fakturę DWUKROTNIE. A X-men zaakceptował bo raz przepisałam numer z DWOMA zerami na początku a raz BEZ.Heheheh, tak niewiele a inaczej.No i inne kwoty były.Bo raz wliczyłam tylko jeden towar,a raz CAŁĄ wartość towaru…. ;>>.

No i tak to,potem burza z piorunami bo ja wszak kąśliwie ściekła na siebie,i znów kuźwa komplikacje ze sklepem internetowym bo maile nie przechodzą i w przepięknych okolicznościach sobotniej aury patrzeć chwilowo na siebie nie mogliśmy…

No to rower odpadł – bo X-men jeszcze problemy z żołądkiem,z kręgosłupem to poszliśmy z psem na piwo…

Nie,pies nie pił;D

X-men dodatkowo zdołowany bo z każdej strony NACISKI – wiesz tuv czuję taką żarłoczną NIECHĘĆ.Każdy gryzie każdego a że ja na samym dole tej zasranej drabiny to bije we mnie dodatkowo…

I do tego permanentne zmęczenie. X-men w trasie od rana do 16-17….potem chwilka na odpoczynek i robota przy wzornikach,przy rozliczeniu,przy fakturach przy…Nie dosypiamy,weekendy to w zasadzie pół soboty i początek niedzieli bo potem no,ja tam lubię te swoje potforaki ale X-men znów do szykowania wzorników na nowy tydzień…

I tak w koło Macieju…

W niedzielę więc ja do fryzjera a potem z X-menem po spodnie.Bardzo zajmująca rozrywka,acz wskazana,szkoda że pogoda niewykorzystana na rowerowanie ale było ok.Potem przygotowywanie tej nieszczęsnej deklaracji,pisma jednego,drugiego i zasranej tabelki do UP.

No i dziś od rana latanie.Ale ok.Pisma złożone,deklaracja też,w UP pani PRZEMIŁA i bardzo chciała mi pomóc,zażegnane kłopoty,wszystko ok,dodatkowe pisemko złożyłam i tylko poprawioną tabulkę jej mailem prześlę.

Znaczy po kija pana te nerwy?

A bo człowiek się rozpada ze zmęczenia kwaź mać. I końca tej harówy nie widać.

I nawet dowcip mi się stępił,bo tej notki zabawniej napisać nie potrafię.

 

*wg wikipedii – Pieczęć – znak własnościowy i rozpoznawczy osoby fizycznej lub prawnej, wyciskany za pomocą stempla (tłoku pieczętnego). Stanowi świadectwo wiarygodności – nadaje moc prawną pismu lub dokumentowi. Również jest środkiem zabezpieczającym nienaruszalność zamkniętego pisma lub przedmiotu.

Pani urzędniczka podczas PIERWSZEJ rozmowy telefonicznej  życzliwie poradziła mi abym niezwłocznie sobie takową wyrobiła.Będzie prościej,wie pani?

Bo napisałam w deklaracyjnym okienku – tylko podpis pieczątki NIE POSIADAM:>

***

w ramach odstresowania KOCIO:

wściekłość

  • Napisane 20 października 2012 o 12:22

i tyle na razie