Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'mama'.
Wyświetlam 1 - 4 z 46 notek

W poszukiwaniu skóry ze słoniny…

  • Napisane 10 września 2017 o 18:09

Od dwóch dni szukamy.

Albo słoniny ze skórą albo i skóry samej.Zapomnij….A po co mi? Ano chcę pomóc mamie,niestety wyhodowała gigantyczne ostrogi piętowe,nic nie może jej pomóc,ból okrutny – no wiem,odciąć pięty ale Kopciuszkiem nie jest…

I wyczytałam stary,ludowy sposób.Okłady ze skóry.Brrr,blech i inne takie.ALE JAK NIC NIE POMAGA?!?

Pastylki p/bólowe niestety również słabo działają…

Objeździliśmy wczoraj wszystko co otwarte.Na pomoc wezwałam Chorzowską bo wiem że ma różne takie miejsca tajemne gdzie być może coś da się załatwić. Dziś miał być rejs po marketach ale….ale po drodze zawadziliśmy o MUZEUM ŚLĄSKIE.

Dziś otwarto genialne wystawy i był „DZIEŃ ZA 1 zł i oglądamy wszystko”.

Aż mnie głowa rozbolała od natłoku wrażeń i informacji i obrazów wszelakich.

Jeździmy tam od kiedy powstała nowa część na terenie po dawnej kopalni „Katowice”. Obserwujemy jak otwierają dla zwiedzających kolejne części obiektu.Opodal,po drugiej stronie ogromnego parkinu jest Filharmonia oraz budynek CKM i SPODEK.Warto przyjechać na cały dzień ,bo zwiedzania jest….!!!

Od dawna kręci mnie ten widok….

Spodek….LATAJĄCY TALERZ którym to projektem Warszawa kiedyś wzgardziła…

Ale spojrzyjmy w stronę przeciw położną….

Niestety, winda nieczynna z powodu awarii albo wiecie,za 1zł wjazd na górę nieopłacalny…

Wchodzimy…

Niesamowite zwały betonu,żelastwa i świateł.Zimne wnętrza idealnie nadają się na galerię sztuki nie tylko nowoczesnej. Zwiedzamy wystawę ->>>”GALERIA SZTUKI POLSKIEJ 1800-1945

I kilka innych….Nie ma zdjęć ,po prostu się NAPAWAŁAM.

Hyhyhy,była też taka jedna: .—>>>NIE JESTEM JUŻ PSEM !

A potem….a potem….A POTEM —>>>> „ŚWIATŁO HISTORII.Górny Śląsk na przestrzeni dziejów

Jest to wystawa stała i z całego serca zachęcam bo jest świetna. Mam takiego jednego znajomego dla którego powinna być bardzo ważna Piotr Opolski do tablicy! A i Chorzowski też;))))

Tą część zwiedzania opiszę na blogu—>>> KNEZIA by was tu nie zamęczać wielką ilością zdjęć a jednocześnie zakończyć zgrabnie wędrówkę.

Niemniej jednak nie oprę się i wrzucę dla jednej takiej Marchevki zdjęciunio….

Nas jeszcze zainteresowała wystawa—>>>> PRZEMYSŁ ŚLĄSKI co prawda dopiero co uruchomiona,i dotykać nie wolno bo się pani pobrudzi albo i wypadek będzie…

Tak,doprowadzaliśmy dziewczynę pilnującą do apopleksji bo nas fascynują urządzenia TEJ wielkości !!!

A to tylko ułamek tych tam maszynerii;))))

Potem tylko lansik dla MARCHEVKI znów;))))

ZGADNIESZ CO TO ZA RURA?!?

Pożegnalny totem;)))

I zapraszam do Knezia ;)

***

Sporym zaskoczeniem był system przejść PRZED wejściem do kas muzeum.Otóż…. była bramka jak na lotnisku! Plecaczek położyłam na taśmie i przez coś tam przejechał,komórki,klucze włożyłam do kuwety i wtedy mogłam przejść przez bramkę.Pokazałam strażniczce wisior,i metalową klamrę paska.Ufff

I dopiero kasa i bilety.Chyba ta ostrożność z powodu wystawy artystycznej.No bo obrazy Malczewskiego,Chełmońskiego,Kossaka,Podkowińskiego,instalacje Kantora i Hasiora i wielu innych uznanych artystów….(nie, nie wszystkie i nie,nie  najsłynniejsze.Nie.Ale i tak cenne…

Lek życia co najmniej i drugi już wpis na ten temat

  • Napisane 4 września 2017 o 19:11

W piąteczek matka upadła. Nie pierwszy raz to był bo na przestrzeni kilku lat to był czwarty tak spektakularny upadek.

W jej przypadku to nie potknięcie.

To tuv jak ŚWIATŁO ZGASŁO a potem leżę u stóp schodków i krwawię. Dobrze że to ostatni niewielki i tylko kolano obite paskudnie.No i trochę dłoń.I drugie kolano.I kostka pod pierwszym kolanem.

Zadzwoniła po mnie,wianuszek kobiet dobrej woli wokół które pomogły jej wstać i chciały wzywać karetkę ale się zaparła…No to X-men podjechał i ciupasem do domu.Zakrwawione ciuchy uprałam, okłady z wrotycza zaordynowałam,sreberko na rankę , altacet w żelu a potem Lioton 1000 żeby siniaki nie były takie paskudne.

Odpuściłam pogotowie bo nadal się zapierała i ogólnie dobrze się czuła a poniedziałek i tak rodzinny.

Opukał,sprawdził czy stopy mają tętno ,kazał obserwować i zalecił LASKĘ !!! (łych,już dawno chciałam;) a potem stwierdził że lepiej dla mamy by było jakby odstawiła POLOCARD (lek na krzepliwość krwi ,bez recepty w sumie do kupienia) który bierze od lat a przeszła na XARELTO lek który trzy lata temu usiłował jej wdrożyć po jednym takim upadku również.

W mamy upadek to – wynikiem jest różnego przepływu krwi( na skutek rozcieńczania) oraz migotania przedsionków oraz skoków ciśnienia. Nie wiadomo co jej się danego dnia ,chwili przytrafi.Rzadko to się zdarza ale zdarza.

Tu opisywałam perypetie w 2014 roku z tym lekiem—>>>>klik ….XARLETO

A w tym? Otóż rankiem pogalopowałam do apteki i tym razem wiedząc że to DROGI LEK I NA 100% spytałam o cenę…pani aptekarka mnie zasmuciła stwierdzając że ich apteka jako apteka prywatna może ten lek ściągnąć na życzenie z hurtowni ale….ale będzie ponad 400zł za 28 tabletek.No…..NO…..no nie wiem;/.

Jednak potem na ucho rzekła że w sieciówkach (apteki sieciowe typu „ZIKO” na ten przykład) ten lek jest tańszy gdyż taka jest polityka.Mają umowę z producentem i kupują pakiet.Centrala kupuje pakiet,rozprowadza po swoich oddziałach i te mityczne 28 pastylek mogą zejść do ceny 200zł!!!!!!!!

Szok i niedowierzanie i drążenie tematu. W końcu dowiedzieliśmy się że jakby lekarz zmienił receptę na „14″ tabletek a nie 28 to byłaby stawka zero zł przy maminej „S”. X-men poszedł do rodzinnego i poprosił o zmianę ilości. Lekarz zmienił ale zaznaczył ŻE NIE DA SIĘ ZA DARMO…..Jednak mimo to X-men poszedł do pobliskiej apteki „sieciowej”. tak to prawda mają ale teraz nie mają i zamówić się nie da.

No to poszedł do apteki głównej/centralnej. Tak jest.Za 120zl….te 14 tabletek ale jeśli zmieni na recepcie 100% na 30% to będzie za darmo…

X-men znów poszedł do rodzinnego ale ten stwierdził że się NIE DA,on nie może .Może to zrobić kardiolog!!!

No kurwa mać….mama miała dość rzekła że nie będzie brała tego Xarelto i chce mieć spokój.

W aptece po południu pytałam( tej zaprzyjaźnionej,prywatnej) a tam mi rzekli że wszystko zależy od jednostki chorobowej.Jeśli by mama miała nie tylko „utrwalone migotanie przedsionków” i coś tam jeszcze co ona tam ma ale do tego „ZAKRZEPICĘ ŻYŁ GŁĘBOKICH ” to tak,to byłoby zero zł….

Nie wiem kto w końcu ma rację, nie wiem dlaczego taki cyrk z tym lekiem , nie wiem kto na tym zarabia ale wiem że seniorzy mają przesrane;(

Operacja”ZAĆMA” czyli jak matka do szpitala jechała

  • Napisane 29 maja 2017 o 21:24

W trybie przyspieszonym,bo w piątek 19 .05 zadzwonili czy może ?

No jasne że może,ciupasem załatwiałam badania i wizytę u rodzinnego(musi dać zezwolenie na zabieg)

Dziś dzień ” O” -.

Skoro mamy się stawić między 7 a 11 rano, matka w szrankach już o 6,30….Nie,nie da pożyć trzeba jechać.

X-men zapakował co trzeba,pojechali. Bałagan,nie wiedzą sami na portierni co i jak,źle go pokierowali ale stracili tylko 20 minut.I co z tego,jak w końcu ją przyjęli…koło 11 .00 !!! No bo wszystkie staruszki postanowiły się zameldować o siódmej rano….

- Pani mamo tuv,ma pani za wysokie ciśnienie.BRAŁA PANI PASTYLKĘ RANO?

=wzięłam pół…

- DLACZEGO PÓŁ?!?

= bo tak…

- TO NIECH PANI TERAZ WEŹMIE CAŁĄ!!!

= ciśnienie spadło,X-men pojechał do domu.

To sala zabiegu jednego dnia.Panie siedząco-leżą na czymś co przypomina fotel dentystyczny.Serio.

W tej sali było ich chyba siedem.Prześcieradło bielusieńkie pod tyłkiem, koszula zabiegowa z rozcięciem na plecach i drugie prześcieradło coby się okryć.

Zero picia i jedzenia.Czekanie na zabieg.

O szesnastej matka dzwoni – że jeszcze nie była i czeka i kilka osób przed nią jest!!!!!!! ( ja dzwoniłam kilkanaście razy ale nie odbierała.A!A!A! a bo rozmawiałam z paniami…..)

PO 18.00 matka dzwoni – już jestem po zabiegu po 19.00 możecie mnie odebrać.

No to do sklepu na szybko a potem po mamę.

Jesteśmy na miejscu o 19,30…To OGROMNY szpital. Babki są z Bielska,z Kędzierzyna,z Krosna…Nasz szpital Górniczy,patronował czy też partycypował w budowie mój dziadek,jako dyrektor jednej z kopalń dawał kasę i wkopywał kamień węgielny.

Okulistyka jest na 8 piętrze.Wchodzimy głównym wejściem,potem schodami na poziom „1″ i do wind.

Wściekła na siebie jestem że nie wzięliśmy od razu WÓZKA !!!!!!!!!!!!!!!!

Potem,zapomnij…Mamie pomogłam się ubrać, jakiejś kobiecie też i do zabiegowego po krople.

A potem windą do wyjścia.Niestety matka się zaparła że nie zejdzie na parter z poziomu jeden.

Kurwa, znów kluczenie,i szukanie JAK DOSTAĆ SIĘ DO WYJŚCIA ?!?

Przydybana lekarka pokazała kierunek – tuptajcie na Izbę. Kurwa windą na poziom „O” a potem długaśnym korytarzem i co 10 metrów odpoczywanie na krzesłach…

X-men podjechał pod wejście i chuj że nie wolno,no co miał zrobić?!?

A potem uffffffff do domu.A nie,najpierw po drodze do apteki.

W szpitalu drukują recepty formatu A4.

I co kurwa komu do tego? Recepta jest poprawna !

Ale w pobliskiej aptece….KURWA FOCH !!!

Zjebałam babę bo doprawdy , w czym problem kuźwa,nie? No co za głupia cipa !!! Wzięłam receptę a raczej wyrwałam jej z rąk i pojechaliśmy do kolejnej.

Jak i tam baba zaczęła robić miny – stwierdziłam że mam DOŚĆ FOCHÓW POTRZEBUJĘ LEKU !@!!!

I chuj mnie obchodzi że recepta duża.Co to za problem jest?!?

Uffff,mam krople – trzy różne sztuki.Teraz co godzinę kropimy,jutro co dwie a za tydzień do kontroli.

Ja jestem za nerwowa w stosunku do mamy. Wiem że powinnam być spokojniejsza ale jak się zaprała że nie zejdzie te 15 schodków to normalnie zęby w ścianę żeby nie zwariować.

A tera pifko.

 

 

trzydniowy maraton ze służbą zdrowia i paletka książek….

  • Napisane 25 maja 2017 o 22:37

za mną trzydniowy maraton.Służba zdrowia…W piątek telefon czy matka by nie chciała wcześniej iść na usunięcie zaćmy.(czeka od lutego 2016 a zabieg miał być pod koniec listopada….) CHCIAŁA ,tzn ja zdecydowałam że chce. Mama bardzo się już męczyła z jednym okiem zdrowym a drugim mało widzącym.Dziś otrzymałam zgodę na zabieg.

Wczoraj koszmar.Koszmar w kolejce do badań!!! Około 50 osób…ale dwa okienka,podajesz skierowanie,przyklejają kody,dają numerek i pod gabinety a tam cztery stanowiska ,czyli idzie sprawnie.ALEŻ NIE !!! Bo w jednej kolejce stoją też ci co badania kupują…a ci się zastanawiają,myślą,dyskutują,przeliczają kwoty,zmieniają decyzję RATUNKU !!! 65 minut stałam,dobrze że mama miała miejsce siedzące…A potem,potem 30 minut jeszcze do gabinetu…Bo ciężarne,bo matka z dzieckiem,bo chwkto. W domu jazda bo trzeba zastrzyki ww brzuch Zdołowana tą starością jestem;/. A teraz do 29 maja i niech przejdzie spokojnie ten zabieg….

Wczoraj wieczorem zasłużony odpoczynek i czerwone wytrawne i skusiłam się na wafelki.

No to dziś…

POGODA U NAS PASKUDNA.Rankiem lało,teraz siąpi.Przyjechała paleta z książkami.Ponieważ wyglądało na to że część jest luzem,a i pudło gigant -wielkości palety robią, byle jak otoczone stretchem to cóż.Trzeba było samej ,biegiem rozładować,bo X-men w terenie …No tylko 160kg ale na tempo…Mamy takie okienko specjalne z wysuwaną półką.No i tak: rozcinam stretch,odginam karton i wyciągam książki.Niektóre luzem,jednak większość opakowana w folie lub w papier pakowy.Łatwiej się nosi ale dość ciężkie bo pakowane po 10,20 lub 5 sztuk.Schylam się do palety,wyjmuję,przechodzę kilka kroków,schylam się kładę książki na półkę,przesuwam do środka, potem ganiam na dół żeby odebrać ! Było mi chłodno…taaaa, Pot lał się pod koniec obficie.Kręgosłup też się napracował.

No i te wafelki z waniliowym kremem co wczoraj pozwoliłam sobie zjeść solidnie odpracowałam ! A ręce jeszcze drżą i nici z projektu,bo jak tu rysować cokolwiek?

Niestety,trzeba to było zrobić.Szkoda rąk, cóż….

na pocieszenie powiesiłam sobie uszytą wcześniej ŁĄKĘ:))))