Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'książki'.
Wyświetlam 1 - 4 z 16 notek

nie wszystko pachnie różami

  • Napisane 15 marca 2016 o 10:42

zapomniałam co chciałam napisać !!! Wczoraj notka w głowie a dziś pustka.

Ale taki oto kwiatek pachnący inaczej:

Nie,nie jestem zła,nie jestem obrażona.Po prostu mi głupio/smutno/jestem rozczarowana ale sama się zgodziłam na ten eksperyment;).

Otóż już ze dwa miesiące temu osoba mi lata znana rzuciła hasło : dziewczyny potrzebuję sześciu osób. Niech każda poda adres i wysyłamy do siebie książki.W ciemno.I tak każda dostanie coś ciekawego lub nie ,jak akcja się rozwinie to będziemy dostawać ich coraz więcej.(dokładnie nie pamiętam rozwinięcia ale wychodziło że kilka do mnie przyjdzie;).

Mama a raczej mamie kupuję różne serie książek. Ostatnio to była „Czarna seria” kryminały skandynawskie.Gruba okładka,ładnie wydane.Każda książka podzielona na dwa tomy – żeby pewnie więcej płacić. W tej serii ukazało się również ” Millenium „,wiec nie taka byle jaka . Mama te książki czyta , komentujemy a potem mi daje i nie chce z powrotem. Mam doprawdy stertę . No to pomyślałam że mam co wysyłać.Nie byle jakie romansidła pociągowe,prawda? No i czytane dwa razy,wyglądają jak nowe, dobrze z książkami się obchodzimy;). I wysłałam.

Dostałam adres do kogo i wysłałam.I jeszcze do jednej osoby wysłałam ot tak,bo mam.

I ….nic….

Znaczy eksperyment nie wypalił ale żal że chociaż słówko wyjaśnienia od inicjatorki  nie padło,prawda?

czego oczy nie widzą i w ramach odpoczynku fitness inaczej…

  • Napisane 21 kwietnia 2015 o 21:07

Wczoraj potuptałam kupić dezodorant.Prosta sprawa rossa mam koło domu,wiem co chcę.Stałam przy ścianie z dezorantami PIĘĆ minut co najmniej i nie mogłam znaleźć swojego. Spokojnie, pewnie przeoczyłam i zaczęłam wodzić wzrokiem za palcem wskazującym opakowanie,za opakowaniem.A było tego sporo…NIE MA !

Przeszłam sklep wzdłuż i po przekątnej,bo zmienili miejsce z tymi kosmetykami i a nuż „mój” stoi jeszcze tam gdzie kiedyś? W końcu podeszłam do pani z obsługi – czy macie i jeśli to gdzie?

Ta prowadzi mnie przed ścianę przetrzepaną przeze mnie wcześniej i … jakieś jeszcze dwa metry od WIDZĘ !!! stoi jak byk i to na jednej z wyższych czyli „lepszych” półek !!! (kupuję dezodorant Alterry bo bez aluminium)

Czekam na ważnego maila.Informację o mającym się odbyć egzaminie kończącym mój kurs angielskiego. Obecność na nim obowiązkowa,bo jak nie to zwrot pieniędzy za kurs. Mail ten sam co i klienci do mnie piszą wiec jestem tam klika razy w ciągu dnia. Nic nie ma i nie ma.

Dziś telefon – a bo pani nie odpisała a egzamin już 25 kwietnia!

No nie dostałam żadnej informacji w tej sprawie się zarzekam, a sprawdzała pani SZESNASTEGO kwietnia wysyłałam mówi pani w słuchawce.

No wchodzę i jest….niemożliwe żebym go nie widziała wcześniej !!! Ratunku moja głowa !

I panika bo kiedy sobie cokolwiek powtórzę?!?

Trzeba odpocząć.Trzeba odpocząć. Skończę terminowe szycie i dziś  się biorę za angielski.

taaaaa

w ramach bieżącego odpoczynku przyjeżdża kurier z dostawą.Bagatela ,dwie pełne palety,lekko licząc 800 kg.

Proszę Młodą o pomoc – dobrze mamo,ale szybko bo za pół godziny wychodzę do pracy.

Kurier młody,miły chłopak,zjeżdża paleciakiem tuż pod schodki do firmy i zaczyna wyciągać drugą.

Musiałam mieć nietęgą minę – o jej,bo bramy nie zamknę i co ja zrobię muszę to rozładować sama !!!

No i Młoda…..zostawia tamtą,ogromną paletę i pomaga przy tej mniejszej!!! Nosi z nami pudła.Ale oni są młodzi, ale oni są silni, ale oni mają tempo !

Odbieram od chłopaka, osiem schodków w dół, podejście pod regał,przyklęk i ładowanie pudełek na stertę.Wyczołgać się spod regału,podejść do drzwi,osiem schodków w górę,odebrać pudła od chłopaka…Raz ja, raz Młoda,nie daję rady. Zaczynam się dusić.lekki atak astmy,czołgam się po inhalator bo nie dam rady inaczej;/.

Dokończyli sami.Dziękuję kurierowi – nie musiał tego robić.

Druga paleta podjeżdża i tu klops bo książki są luzem! owinięte tylko stretchem. Już lekko się wysuwają od spodu.

No nie mogę tego tak na otwartym podjeździe zostawić.Klienci,przechodnie….

Młoda pomaga jeszcze chwilę ale musi do pracy. Zostaję sama. Noszę po 20 książek tak na oko.Dość ciężkie.No i luzem trudno więcej utrzymać.A na dole , w firmie muszę przecież pakować w kartony bo jak to tak luzem walnąć?

Szybko,szybko, by paleta sama na górze nie była zbyt długo. Pogoda dopisuje, cieplutko,ba, pot się ze mnie leje bo przecież to ciężka praca fizyczna…

Sąsiad nie mógł wytrzymać z ciekawość co też tam ja tak noszę ale co tam,podejść ? A jak poprosi o pomoc?

to lepiej PODLEJĘ TRAWNICZEK bo ma sucho….naprawdę podlewał !!!

A drugi, żal mu wody widocznie było postanowił wypróbować taczkę.

(-taczka to podstawa ogrodnika, i kółko tak skrzypi od wczoraj,no to się przejadę i sprawdzę jak jej po zimie i może gałązkę przewieźć)

chyba z pięć razy posesję okrążył…

Chyba nie muszę wspominać że jak skończyłam,sąsiedzi też nagle skończyli swoje zajęcia?

A teraz siedzę i cydr popijam i pączusie malutkie zajadam.

 

wiedza jest ciężka a kręgosłup nie sługa…

  • Napisane 17 listopada 2014 o 14:03

wykonuję prace fizyczne.By się zmęczyć,nie myśleć,nie dobijać a zrobić coś pożytecznego.

Wiadomo,X-men w trasie,czasu nie ma ,jak wraca wieczorem to pada – to ja się wzięłam za odchwaszczanie przed domem kawałka ogrodu.A raczej odkrzaczanie to się winno nazywać.Wygoliłam zbędne gałęzie w stadzie jaśminów i forsycji, podcięłam tuje ale tu jeszcze został mi tzw front robót który odłożyłam na sobotę.W sobotę złe samopoczucie wzięło górę więc niedziela.Niedziela była deszczowa a dziś…

W ramach pomocy bliskim rozładowałam trzy palety książek….Jedna miała tak cirka ebałt od 400 do 600kg.

Czyli że co ? Że mam w rękach i kręgosłupie 1,5 tony !!! Młoda i Junior pomagali również bo inaczej…

Wyrobiliśmy się w 40 minut !

na początku nie dawałam rady bo – Młoda wypakowywała z palety pudła z książkami na wózek ,podwoziła do okienka magazynowego i ładowała na blat.Ja je odbierałam stojąc w magazynie Z( różnica poziomów powodowała że ja je brałam z wysoka i ustawiałam nisko…) ustawiałam tak,by dalej nosić mógł X-men tam gdzie chciał.

Szło za wolno i jak już Młoda rozładowała wózek,ja ustawiłam paczki biegłam na górę ( schody z których swego czasu spadł X-men ) ,potem na dwór ,do magazynu by pomóc jej naładować wózek i dotoczyć bydle pod okienko…No miałam dość.I galopem po Juniora bo padam…

Ale i tak ostatnie paczki ledwo dotaszczyłam do wózka.Najgorsze to schylanie.na palecie stera taka na 1,7m ,to z góry jeszcze szło,ale jak trzeba się pochylać po małe paczki ?

Ok,daliśmy radę.

A potem…potem ta tuja. No to drabinka ,  piła i dawaj. Kilka sporych konarów ucięłam. ( mamy tuje kolumnowe,mają po 50 lat,więc taki konarek to nie w kij dmuchał ).

No dobra.Jutrzejsze wstawanie ciężko widzę…

czegoś tu nie rozumiem…czyli dziękujemy paniom z biblioteki miejskiej

  • Napisane 6 lutego 2014 o 17:48

mama korzysta od zarania dziejów, czyli od momentu jak mi pamięć pozwala z biblioteki publicznej. U nas czytało i czyta się sporo książek ( przyznaję kiedyś więcej ). Kiedy byłam już dużą dziewczynką do biblioteki chodziłam ja. Miałam może z 10 lat.Zaopatrzona w wielgaśną torbę ( czarna była ,pamiętam i spora też ,pamiętam, jak wychodziłam z biblioteki to była ciężka ) którą to nierzadko ciężko mi było unieść. Hmmmm za jednym zamachem z 12 książek się brało.

Dla DADY i DADKA ( babcia i dziadek a i Jędrek korzystał ) , dla mamy i taty , no i dla siebie. Biblioteka była niedaleko. No z 5-6 minut od domu.Trzeba było przejść tylko w jednym miejscu przez ulicę ).

Teraz ta ulica istniej w innym wymiarze.Gierek się postarał. ja pamiętam jeszcze kocie łby, kamienice ,drzewa i tramwaj.No,tramwaj jeździ do tej pory;))). Biblioteka była na rogu ,przy skrzyżowaniu.Wchodziło się po trzech schodkach,a drzwi były też dosłownie na rogu.W środku sporo,sporo miejsca.Na lewo dorośli,na wprost dzieci.Najpierw szłam wypożyczyć coś dla siebie a potem dla mojej rodziny.Często chodziłam, dużo chorowałam,masę czytałam,i na książkach „dorosłych” znakomicie się znałam pomimo wieku… Doskonale pamiętałam (lepiej od pani bibliotekarki) co u nas już było, co się może komu podobać,a czego czytać na pewno nie będą;).

Potem jak już byłam w liceum,miasto się przebudowywało,rozbudowywało,stara kamienica z biblioteką poszła do wyburzenia.Znaleziono jej nowe miejsce.W nowoczesnych podcieniach nowo wybudowanego bloku,nowego osiedla mieszkaniowego. Tuż przy parku.

Ale tam już chodziła sobie mama,bo ja wyjechałam na studia.

Po latach wróciłam na stare śmieci;) i tuptałam znów mamie do biblioteki. Ha, jeszcze niedawno pracowała tam pani,która zaczynała jeszcze w „starej ” bibliotece pracę i pamiętała świetnie mamę,i naszą rodzinę.

Po pewnym czasie wypożyczać książki chodziła Młoda. Czyli że z babci na  matkę,potem na córkę,potem na wnuczkę….a potem znów od początku  czyli z babci na mnie a potem na Młodą:))) padło.

I tak sobie to trwało lat …..no nie ukrywam ale O JEJ PIĘĆDZIESIĄT !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Tyle lat przywiązania do biblioteki…Nigdy żadnej książki nie zgubiłyśmy.Oddawane w terminie a jak nie,to sumienie płaciliśmy niewielkie kary na rzecz biblioteki.

I co ?

Ano w styczniu panie stwierdziły że NIE, NIE  WYPOŻYCZĄ więcej Młodej książek na kartę babci.Bo nie wiadomo czy babcia żyje, i babcia powinna sama chodzić do biblioteki a na jej konto wypożyczanie książek to przestępstwo…Nie,no mogą dalej pozwalać Młodej wypożyczać książki ale babcia musi przyjść ,wylegitymować się i napisać upoważnienie…

I babcia ( czyli moja mama która w styczniu skończyła 81 lat i dla niej wyprawa do biblioteki to już hohoho,kawał drogi i tak tam nieprzyjemnie jest tuv i ja się boję ).

Czyli że co ? Rozstajemy się z nieuprzejmymi paniami. My pracujemy w cholernych godzinach 10-18 wiec dupa.I jakoś mi się tak niemiło zrobiło…

Co im szkodziło ?!?