Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'biopsja'.
Wyświetlam 1 - 4 z 6 notek

doczekałam się dobrej wiadomości

  • Napisane 5 grudnia 2016 o 15:07

Bo grudzień był tak samo deprymujący jak listopad.

Wieczór przed pogrzebem teściowej był jednym z najsympatyczniejszych wieczorów od dłuższego czasu.

Junior i Młoda z nami,puściliśmy film.Jedzenie ,wspólne siedzenie,komentowanie i śmiech .

Film ,hmmmm to czarny humor ale dokładnie taki chcieliśmy obejrzeć: „Śmierć na pogrzebie ” – warto!

A dnia następnego smutna uroczystość i stypa.Jednak się odbyła a co tam rzekł X-men, matce się należy,być może z niektórymi osobami nigdy więcej się nie zobaczymy?

Było miło. W sumie o teściowej nikt nie rozmawiał,co mnie zaskoczyło bo spodziewałam się chociaż słów kilka i przecież czworo jej dzieci tu siedziało !

A potem codzienność szara i niemrawa i X-men się rozchorował z tego wszystkiego bo i myśli dołujące i brak słońca i i ciągle w drodze i takie tam…

Wczoraj były moje imieniny.Znajomi fb pamiętali;))) cóż.Dzieci niekoniecznie,wzdech. Ale Młoda ma zaliczenie za zaliczeniem i praca od świtu do zmierzchu – nie przesadzam. No Junior mógłby coś bąknąć ale…

Czapeczkę od X-mena dostałam zimową,fajną z pomponem)))) a od matki szlafrok z polaru cieplutki że ach!

A dziś…

DZIŚ BOMBOWA WIADOMOŚĆ.

Przyszły wyniki biopsji węzłów chłonnych Rudej.Wynik negatywny.HURA!!!!!!!

Żadnego tam chłoniaka czy innego badziewia nie ma.

Tak myślałam.

Ponieważ chudzinka z niej się zrobiła i przez to słabiutka i moich zupek jeść nie bardzo chciała potuptałam po marketową puszkę żarcia. Się rzuciła ! Wiem,galareta tuczy i samo zło ale zaczęła jeść!  A z 16 kg zjechała do 12 kg czyli straciła 1/4 wagi!!!!!!

No to jej kupuję.Chodzi na spacery , nie biega,nie skacze podchodzi do innych psów – czyli chce kontaktu,jednak nie ma siły się bawić . Nadal problemy ze wstawaniem i częścią zadnią.

Po spacerze leżymy w słoneczku;)

Miesiąc temu polowanie na wiewiórkę;)))) Och,ach a ja tam na dole!

Dziś w innym miejscu też wiewiórka, no nie śpi,skacze to tu to tam a Rudka gania od drzewa do drzewa;)

kiedy ranne wstają zorze…

  • Napisane 18 listopada 2016 o 15:13

 

tak cudnie było raniutko że aż za aparat chwyciłam,bo mnie niepokoiła łuna widoczna nawet przez zasłony…Orgia barw ! I jakby cieplej.

Dziś się lenię przez kawałek dnia.Jeszcze rankiem szycie,spacer z Rudą, pakowanie uszytków i w końcu wolne!

No wolne bo tak chcę ale i tak powinnam znów zasiąść do maszyny,bo kolejne czekają.Już nie pilne ale lepiej mieć niż potem robić na tempo!

Ostatnie dni były pełne pracy,kończyłam koło północy bo…. bo w środę też zrobiłam sobie przerwę,tym razem dla znajomych.

Wtem,nagle dzwoni koleżanka – wiesz co tuv????? a tak sobie pomyśleliśmy że spotkamy się u ciebie, bo dla wszystkich punkt dogodny,co ty na to ?

BOMBA !

Uwielbiam takie nagle,impulsywne, ad hoc, spotkania.Bo te planowane, dopieszczane często mi nie wychodzą ,wiadomo piętrzą się trudności a czasem niechcieje . A tu nie było nad czym dyskutować;).

Zawitał do mnie …. —–>>>>  DUDI !!!!!!!!

Akurat był w trasie.I Zośka z Karpiową. Bo sobie chciały poprzymierzać. Ciuchy sportowe,do biegania. No masz,miejsca mam sporo więc;).

Dziewczynom zakupy się udały, kawa wypita – Dziękować Zośce bo dostarczyła, ja zdążyłam kupić upiec serniczek ;).

I to była doskonała,niespodziewana odskocznia od kłopotów bo ,hm, 7.45 telefon – siostra X-mena,I – mama w szpitalu ! (teściowa) stan agonalny,nerki siadają,nie dożyje soboty ( przylatuje sisters amerykańska X-mena).

No to wiecie…

Telefon rozgrzany do białości,szpital,brat X-mena J., znów I….W końcu J.melduje – e tam umiera.Ba,już sobie kroplówki odpina,bakteria jest ale w stanie teściowej być to może,nerki nie siadają,będzie pewnie wypis.No woda w płucach się pojawia ale…ale skoro większość czasu leży ? Kto ma ja oklepywać itepe,I.sama nie daje rady.Ma do pomocy codziennie pielęgniarkę środowiskową,raz na tydzień rehabilitantkę ale i one pewnie nie wykonują wszystkich zaleceń…a może nawet nie wiedzą że należy ?

No i RUDKA na badaniach.Bo ją wzięli, uśpili, USG robili,badania krwi i biopsję węzła podkolanowego tylnej łapy.

Wyniki takie se, wynik biopsji za trzy tygodnie;/.

Gorączki już nie ma ale węzły chłonne nadal powiększone i ciuteńkę śledziona.

kurwa ~!!!

mało je,dużo śpi, łapka po wenflonie boli, szwy na tylnej bo rozcinali ciało by się do węzła dostać;/ też…

kurwa !!!

No to zlot był bardzo, bardzo pożądany !!!

I tak to nam mija ten paskudny listopad;/

*****

wieczorem – stan teściowej się bardzo pogorszył.Jutro rodzinne konklawe

Zapisz

takie tam….I będzie nieprzyjemnie i fuj

  • Napisane 30 września 2016 o 21:53

leczymy Rudą u sensownego weterynarza.

Młoda dowiedziała się od koleżanki że jest taki jeden w mieście ościennym.To klinika, kilku lekarzy,mają sprzęt i takie tam laboratorium,wiele badań od ręki.

Ale nie jest dobrze.

Na początek się okazało że Rudeńka jest… zarobaczona. Nie mam pojęcia jakim cudem ale to fakt.

BYŁA odrobaczana , do tego ta babeszjoza i zastrzyki i specjalna pastylka na wszystko.

Ma glizdy i tasiemca – orzekł lekarz pobierając na dzień dobry próbkę kału – ŻADEN Z poprzednich lekarzy na to nie wpadł!!!!!!!!!! A tu wystarczyło zbadać kupę…

Brrr i koszmar. To paskudztwo może wpływać/fałszować obraz rzeczywisty przy badaniach krwi. Dlatego dostała kurację wstrząsową bo larwy już były (podobno ) w wątrobie i płucach.

Ogólnie – to odrobaczenie nadwątliło i tak słabe siły Rudej. Jest apatyczna , ma nadal problemy ze wstawaniem.Ożywia się kiedy idziemy na spacer – tak chodzimy ale gdzieś blisko,bo piesek się męczy.

Ostatnio się ożywiła , coś tam jadła – brak apetytu, żeby psa zachęcać do jedzenia?!? – i szło ku lepszemu aż tu wtem dziś znów pogorszenie.

Rudeńka bardzo słaba, gorączka, uginają się pod nią nogi , problem by przejść kilka kroków ;/.

Wnosiłam do samochodu, wnosiłam do weta….Dostała zastrzyki i oby do poniedziałku – robimy badania stawów biodrowych i badanie krwi.

Lekarz stwierdził niewielki obrzęk węzłów chłonnych w okolicy stawów biodrowych i będzie chciał wykonać biopsję…

Znaczy nie jest dobrze;/.

02.10.2016

Jest lepiej.

W piątek chyba było jakieś potężne przesilenie ? W nocy z piątku na sobotę włożyłam Rudej do posłania kolejny już raz termofor. Dora napisała to w komentarzach,ja zaczęłam stosować kilka dni temu.Boję się masaży bo mogę uszkodzić bardziej delikatne nerwy,no nie umiem robić profesjonalnie a jak pogorszę sprawę?

Z termoforem,przykryta po końce uszu spała dość spokojnie do rana.Niestety jeszcze ranne skomlenie bo nie umiała wstać o własnych siłach i BARDZO kulała a tylna lewa noga w powietrzu.Wyszła na siku i trochę się rozruszała.

Pomyślałam że wyjdę z  nią na  krótki spacer,bo może pomoże. Leżała tylko pół godziny w legowisku i znów problem bo…tym razem przednia lewa łapa ( czego do tej pory nie było ! ) w skurczu,podgięta i pies kuleje…

Jednak na spacerze się poprawiło i to znacznie.Rozchodziła. Poprosiła (sic! ) po raz pierwszy od dwóch tygodni o jedzenie! I wszystko zjadła (sic! ) Wieczorem też dostała niewielką porcję bo prosiła !

Stolce wolne,nie że sraczka ale jednak a wczoraj nareszcie normalne.Tak,wiem,śmieszne że ja latam za psem i kupy sprawdzam ale trzeba !

W nocy termofor i przykrycie,większą część nocy w jednej pozycji tak zakryta.Jak na psa to ewenement znaczy potrzebowała. Rankiem ( no to gdzieś koło 9 ) wstała z oporami i problemem z zadem ale wstała SAMA !

Poszłam do parku bo ciepło,dość długi jak na ostatnie dni spacer bo godzinny i Rudka pogoniła za wiewiórkami !

Od dobrych trzech tygodni nie biegała…Futerko wyładniało, ogon w górze.

Wdech,wydech. Byle do poniedziałku.

UWAGA

Jak to możliwe że robactwo i tasiemiec?

PIES NIE MOŻE SIĘ ZARAZIĆ nawet jedząc psią kupę z jajami. Tak ma. Ale istnieją pchły. I koty.

Kot wychodzący może przynieść pchłę , skoczy na psa,pies zje ,bo liże sobie futerko  i … no i jest efekt.

pogoda ładna,piękna a mój nastrój że tak powiem ….grobowy

  • Napisane 8 kwietnia 2014 o 15:33

trochę byłam spięta.No bo ja autobusem ? Nie,no na lektoraty to spokojnie,już potrafię i trafię ale tu?

Na mapce odnalazłam ulicę – nie wzięłam poprawki że być może stare te mapki w goglach…

No i były stare albo ja nie za dobrze zapamiętałam;>>>>

Wysiadłam i szłam.Szłam,S Z Ł A M !!! nie,bez przesady,aż tak daleko to nie jest. (nadrobiłam dobry kilometr…)Zawróciłam,przygodnie zagadnięta kobieta pomogła i kurcgalopkiem dotarłam.Spocona,pełna obaw że NIE ZDĄŻĘ!

Miałam nadzieję że idę w DOBRĄ stronę ulicy,wiadomo numeracja może biec od końca lub od początku tylko gdzie jest początek?:).

Kiedy dotarłam pod wskazany numer namierzyłam tabliczkę .Co prawda tylko lista lekarzy ale zawsze coś.Dziwne,bo okna na parterze zamurowano,tylko puste,ciemne wnęki straszyły.Wytłumaczyłam sobie że może lekarze nie chcą by im ktoś z chodnika do gabinetu zaglądał? I sprzęt bezpieczniejszy na tym odludziu,trudniej się włamać. A wejście gdzie…po chwili zorientowała się że stoję przed nim ale też było…zamurowane…Hmmmmm,ulica Pokątna czy jak ? Świstoklika nie mam !

No ale za węgłem się okazało że drzwi są. Kamienica ponura,buro-szara…

Wchodzę ,kolejne masywne skrzypiące drzwi…Kilka schodków,i jestem w rejestracji. Biblioteczka pamiętająca lata 30-ste i kontuar/lada rejestracji.Na wskroś nowoczesny,tak wysoki że nawet Ja przy nim wyglądam mikro…

Aż prosiło się ,by zza lady/kontuaru wychynęła jakaś przygarbiona postać w habicie…

Podaję skierowanie ,rozglądam się po współtowarzyszach niedoli.Siedzimy grzecznie na przepastnych kanapo-fotelach? też z epoki…Tylko te drzwi do gabinetu.Znów takie nowoczesne.Czarno białe.Brrr….I wchodzę.Na monitorze widzę to co będą mi kłuć a raczej pobierać tkankę.Boli. Nie myślałam że będzie.Ale wie pani, grubą igła szybciej. Cieńką mniej boli ale pobranie trwa o wiele dłużej…

Moja pierwsza w życiu biopsja.E tam, nie żeby coś siedziało.Raczej profilaktycznie. Sądzę…