Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'awaria'.
Wyświetlam 1 - 4 z 11 notek

mówcie mi chaos a najlepiej katastrofa

  • Napisane 7 października 2017 o 22:30

na początku był chaos….

A nie,to tylko ja wywinęłam orla na zalanej po kostki posadzce.Na Kartoflisku przypomnę.

złamany ząb

potem wypadek czyli spokojny dzień i BUM!!!

potem wybaczcie chyba był czwartek ale nic z tego dnia nie pamiętam.

A potem nastąpił piątek,piąteczek ,piątunio kiedy to X-men wolał się spionizować bo na leżąco złamany mostek  bardziej boli ( w zasadzie napierdala) .Uwierzcie na słowo. I zabrał się za przenoszenie naszego sklepu internetowego (tego drugiego) na nowy serwer. Bo czas gonił,na homie mieliśmy miejsce wykupione do 2 października tylko.

Jeśli ktoś uważa że to tylko pstryk i już,to jest w grubym błędzie. najgorzej idzie ze zdjęciami.A mamy ich na serwerze około 20 tys….DWADZIEŚCIA TYSIĘCY zdjęć towarów.

Sobota to ogromna nerwówka bo niby sklep przeniesiony z nie ma żadnych gifów.NIE MA.No to po co ten sklep skoro nic nie widać? A do tego nasza domena zaparkowana u lokalnego dostawcy internetu.To ostatnia z rzeczy jaką jeszcze u niego mieliśmy. I ją trzeba też było przenieść żeby sklep zaczął działać tzn pokazywać zdjęcia.

eeeee,no ale sobota,co nie ? Lud pracujący na zakupach,wyższa klasa na wypoczynku,prostaczki nie mają internetów  i jak tu się czegoś dowiedzieć? Oj tam , mieliśmy szczęście i zadzwonił do nas człowiek w odpowiedzi na maila z tym że człowiek nie umiał pomóc. No tak,on pracuje tu gdzie trzeba i dlatego dzwoni ale nie umie wytłumaczyć,pomóc a szefa nie ma bo łykend. Jedyne co może zrobić to podać telefon komórkowy szefa.

Hehehe, no to podał a X-men zadzwonił. – „PANIE,JA WŁAŚNIE WSIADAM DO SAMOLOTU „- zawarczał szef.

A za przeproszeniem chuj mnie obchodzi tak? Pewne rzeczy w tym pomoc techniczna 24/h są opłacone a my mamy awarię,tak? I dlaczego pracownik nie umie pomóc? I jeśli nie umie pomóc to po co siedzi,tak?

Szef się rozłączył po chwili sms z hasełkiem do panelu .W podtekście daję wam i spadajcie,ja mam urlop.I to był nasz ostatni kontakt z szefem byłym dostawcą internetu….pa,pa…ZROBIONE zakrzyknął X-men i poszliśmy spać,bo pora była mocno wieczorna.A zapomniałam popsuł się czajnik elektryczny.Miał miesiąc….

Niedziela - znów problemik ze zdjęciami. RATUNKU,jak ja mam pracować brzęczałam X-menowi nad uchem.NO JAK ?!?  Chłop robił co mógł.

Się okazało że …hmmm…nasz totalcommander NIE widzi pewnych zdjęć.A jak on nie widzi to i sklep nie widzi ( za cholerę nie wiem czemu bo na serwerze były ) Niedziela to również mój spacer z Rudką do serwisu by obejrzeć samochód….No i te 12 km ciut nadwyrężyło jej łapy. Ale za to pazury starła bo były za długie;>>>>

Poniedziałek – kto na boga lubi poniedziałki?!? Ranek pełen wrażeń u rodzinnego bo się mu kurwa zbiorowo zwaliliśmy na kark;>>>  Potem użeranie się ze znikającymi zdjęciami i ….I PADŁA MASZYNA DO SZYCIA. Tzn jakoś tam szyła ale nie szyła. X-men miał zajęcie a ja też bo kombinowałam co z moją ELNĄ zrobić.Wyszło ze najprościej pojechać do serwisu do Krakowa.I nawet znajoma się zgodziła mnie odebrać z dworca,podwieźć gdzie trzeba i takie tam. Jednak w końcu ta opcja upadła,bo serwis nie gwarantował że zrobią od ręki.

Wtoreczek -Apteka mi ściagnęła szczepionkę dla mamy aż z Łodzi czyli tam i z powrotem do przychodni…jakie to głupie uczucie kiedy pod dom podjeżdża taryfa by zawieźć nas 400 metrów dalej .Czterysta metrów dalej jest przychodnia!!! Ale matka stwierdza że nie dojdzie i co mam zrobić?!?    Miotanina ze znikającymi zdjęciami ,X-men zabawiał się w pisanie pierdyliarda CV,pakowanie maszyny,załatwianie papierologii stosowanej , robienie księgowości i takie tam pomniejsze rzeczy czyli kolejny dzień zapełniony po brzegi.

Środa – miałam w końcu iść na spirometrię ale obudziliśmy się wszyscy za późno i cóż. Przepadło.Niemniej jednak chociaż zdjęcia udało się opanować.Wyprostowane. X-men pisał pierdyliard CV,ja szyłam czyli dzień jak co dzień.

Czwartek – zadzwonił klient z pytaniem o towar który właśnie oglądał na stronie sklepu internetowego i …i kurwa NIE MÓGŁ GO ZOBACZYĆ !!! Rozumiecie? 20 tys zdjęć a ten dopadł akurat tego uszkodzonego!!!! Zęby wbiłam w słuchawkę ale grzecznie sobie poradziłam bo….Bo jak nie to….I znów zdjęciowa kołomyja.jak pragnę podskoczyć,jak jeszcze raz usłyszę że zdjęcia się nie otwierają albo zamiast fotela samochodowego stoi jak byk NOCNIK to normalnie wyjdę z siebie !!! Czwarteczek to też dzień  wizyty – wywalczonej – wizyty u chirurga ( bo rodzinny przecież kurwa nie może wypisać L-4 na dwa tygodnie np.Bo ja się nie muszę psze pani znać na złamanych mostkach nie ? ) .

No to X-men poszedł .I siedział tam…I dzwonił – tuv ja już czekam pół godziny a tylko dwie osoby przyjęła ,po co mam tu siedzieć,idę do domu co? AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!

Nawrzeszczałam do słuchawki,siedź tam !!! Chcesz to cholerne L-4 to siedź!!! No ale ona przyjmuje do  trzeciej, a jak będę musiał też siedzieć do trzeciej? To będziesz SIEDZIAŁ zawarczałam.RAZ na kilkanaście lat chyba możesz?!?

Wszedł kolo 12.00.Raptem półtorej godziny czekania.Lekarka spojrzała i rzekła – I CO JA MAM Z PANEM ZROBIĆ ?- a idź pan po L-4,pielęgniarka wypisze….A potem pisał CV….i wysyłał rzecz jasna.

Piąteczek – długi poranek w ZUS-ie. Ale owocny.Będzie jakieś wypadkowe wypłacone.Uffff. I znów pisał CV a ja wisiałam na telefonie,na fb, na mailu gdyż zamówiłam niezbędny dla mnie towar w łódzkiej hurtowni a on ci nie przyszedł!!!

Zamówiłam 03.10 a w piąteczek był  już 06!!! na piechotę by przylazł!!! I dlaczego nie odpowiadają na maile? I dlaczego wisi zamówienie jako oczekujące? I dlaczego telefon do nich się zaciął?

Otóż …otóż UWAGA – mają totalną awarię…AWARIĘ.Padły systemy .I to od wtorku!!! Dokładnie w dniu kiedy zamawiałam towar…i niestety mogą cokolwiek zrealizować dopiero w połowie przyszłego tygodnia.JEŚLI się powiedzie naprawa….Hurtownia z oddziałami w terenie.No kuźwa mogę jechać do Pszczyny ale CZYM ? Pociągiem?!? no jasne,czemu nie ale potem zapierdalać na koniec miasta bo to przy trasie i nie staje tam żaden bus a potem co ? Z belą która ma 170cm i średnicę 0,5 metra brać na plecy i zapierdalać znów na dworzec?!?

Uszyłam coś dla klientki i mus iść na pocztę wysłać. No trzeba.Z taką dość sporą a nawet bardzo sporą paką.Dobrze że lekka.Nie no do autobusu ? Przecież to w sumie miły spacer lekko licząc około 15 minut .Idę….jestem już za domem kawałek LEJE. Nie ,nie pada LEJE strugi deszczu bez szans otworzyć parasol ale mam kurciochę w sam raz na taką pogodę.jakieś 500 metrów dalej…jak nożem uciął. No ale ja wyglądam jakbym z rzeki wyszła….Paka też….

Wracam nie pada ale jakieś 500 metrów przed domem zaczyna….i ….

Sobota – poszłam na spacer z Rudką.Pogoda ładna, słońce świeci….no a potem LAŁO.LAŁO i LAŁO i jak doszłam do furtki …. przestało…i wyszło słońce…

No to jestem ten chaos i awaria.Co mam jeszcze komu popsuć? Hmmmm moze zrobić z tego biznes ?

Ciepło,ogrzewanie,awaria i kapiący zawór

  • Napisane 21 września 2017 o 13:05

mantruję o ciepło.

Mają włączyć ogrzewanie jutro ( bo nasze domki muszą słać petycję z ponad 50% podpisów że chcemy….) i wtem,nagle się okazuje że zawór odcinający nas od sieci głównej CIEKNIE a rurociąg już napełniony…Dzwoni Grzesiek raniutko,dyspozytor przyjmuje zgłoszenie (sama wymiana 5 minut!!! ale musi być woda spuszczona z odcinka czyli ONI są potrzebni;/).

Sprawa zgłoszona,czekamy na fachowca.Czekamy….Grzesiek nie pojechał a trasę bo jak? Ty kobieto sama nie zmienisz a nie wiem czy ten zawór jest ich czy nasz i czy ewentualnie będą chcieć to zrobić.No nie pojechał i ekhm,się wk@!#%!!!$!!! Przed chwilką fachowiec był…I nic nie zrobił gdyż ciepło JUŻ PUSZCZONE i sąsiedzi marzną i się nie da.Ale czemu dopiero teraz przyszedł?!?

Bo ten k!@#$#@!!! dyspozytor podał mu ZŁY numer telefonu !!!!!!!!!!! Jedną cyfrę się pomylił….A!A!A! A fachowiec dzwonił od rana,no i pani telefon wyłączony ~! Dobrze że jednak podszedłem….A!A!A! i zostaliśmy z tym kapiącym zaworem…rany….mam nadzieję że jednak nic gorszego się nie stanie bo….uwaga – NIE MA zaworów odcinających konkretnego użytkownika.NIE MA !!! I jak nam będą robić ,to całe osiedle ma zimno…

SKS czyli jak to z każdej strony dzwonią że już czas…

  • Napisane 6 września 2017 o 09:45

Mamy trochę sprzętu komputerowego w domu i firmie.

Z łezką w oku wspominam pierwszy „komputer” Commodore kupowany w Pewexie za waluty wymienialne i to stojąc w kolejce bo właśnie rzucili…A!A!A!

Potem było już zdecydowanie bogaciej bo nowoczesny komp i jakie to oprogramowanie a potem modem i internet!

Dzieci zafascynowane że rodzice POTRAFIĄ i mają takie cudo i jakie to dźwięki ten modem wydaje łącząc się ze światem…

Modem był krótko.Szybko przyszło łącze telefoniczne a i baza komputerowa rosła.Nowe oprogramowania, szybkości,potem wielkie halo LAPTOK (pisownia zamierzona):))) kupiony dla syna bo przecież studia.

No , potem jeszcze było jako tako w porównaniu do TERAZ .

Teraz to jesteśmy w ariergardzie mocium panie;/. No też na „a” co nie?:)))) (awangarda- ariergarda )

Jechaliśmy do tej pory na X-peku bo przyjazny dla nas. Jedne z lapków ma a raczej miał Vistę,nic nowszego u nas nie uwidzisz. No i w pewnym momencie tenże laptop zaczął sobie ze mną pogrywać.

On ci został oddelegowany do obsługi klientów. Wchodzę na stronę naszego internetowego sklepu i mogę im pokazywać różne rzeczy których akurat nie mam u siebie ale mogę ściągnąć w ciągu dajmy na to jednego dnia.To działa,klienci zadowoleni ja również. I dnia pewnego otwierałam firmę ale jakoś odbierałam telefon chyba i zapomniałam włączyć od razu laptopa.Nie był potrzebny do popołudnia. Niestety jak chciałam pokazać klientom coś tam to…..włączyłam i było w porządku ale nie było internetu! Wrrrrrr kombinowałam,sprawdzałam kable NIC.

Potem jak już wyszli X-men odkrył że taki jeden prztyczek nie był włączony.A on odpowiada za łącze internetowe.W życiu bym się nie domyśliła i na pewno go nie ruszałam ale być może przy zamykaniu dnia poprzedniego przez przypadek ktoś go nacisnął bo w takim niedogodnym miejscu jest.

ZAPAMIĘTAŁAM.

Najpierw włączałam laptopa,potem szłam otworzyć firmę, potem sprawdzałam internet….

Kolejnego razu klienci od razu weszli i ro laptopa a ….internetu NIE MA. Wkurw potężny…..

Potem się okazało że laptop potrzebuje czasu,CZASU by go załadować….(około 2-3 minut aż wszystko się wgra)

ZAPAMIĘTAŁAM.

Najpierw laptop.Włączyć,odczekać,sprawdzić przycisk,sprawdzić internet – działa,otworzyć firmę.

Grało pięknie aż do momentu takiego jednego kiedy rano działało,potem nikomu nie pokazywałam a pod wieczór przyszedł klient a tu nie ma internetu bo nie .Okazało się że problemy miał dostawca i była gruba awaria ale klient już sobie poszedł.Awarię usunięto po dwóch dniach!!!

ZAPAMIĘTAŁAM.

Przed otwarciem,po otwarciu ,w ciągu dnia latam i sprawdzam.DZIAŁA.

Przychodzi klient i ….internet jest ale naszej strony NIE MA !!!

Się okazało że …. serwer na której ona jest padł ,mieli awarię…..KURWA MAĆ !!!

Teraz sobie myślę że to jakiś specjalny sort klientów czasem przychodzi i wszystko zawodzi;/.

Po tych perypetiach X-men który mi średnio z początku wierzył tak się wkurzył że ….przeszliśmy na LINUXA:))))

No i mamy jakiegoś KALEGO i jak do tej pory odpukać działa dobrze .Laptop chodzi na pendrive,tam ma zapisane co i jak i niestety wszystko po wyłączeniu zapomina,to muszę wchodzić na hasełko do internetu ale potem hula.

Kilka dni temu padł nam główny komputer za to;/.

Kopie wszelakie robione ale outloocka odtworzyć nie na da się;/. BO NIE ,gdyż teraz w tych nowszych systemach jest inna poczta i nie jest skorelowana ze starą.I wywala komunikat,sorry się nie da….(X-men jakoś to ogarnął )

Stary sprzęt, co z tego że dobry i programy przyjazne.Stary.

Eh,wszędzie dzwonią że my nie nadążamy…wzdech….

życie samo wymusza zmiany

  • Napisane 15 grudnia 2016 o 20:30

wiem o tym od początku października bodajże,jednak troska o Rudą i inne kłopoty spychały temat na plan dalszy bo przecież tyle czasu do końca roku.

Niestety.Koniec nieubłaganie nadciąga a ja nadal bez konstruktywnego rozwiązania.

Otóż kilka lat temu,jak zakładałam działalność wybrałam platformę na której działa mój osobisty sklep MATYLDA.

( bo ten firmowy Dziubdziuś działa sobie na naszym serwerze i ma się dobrze ). Wykupiłam stosowną domenę , za dość nędzną grafikę no i działający sklep zapłaciłam około 2,5tys zł.A potem 122 zł miesięcznie opłaty za tzw pomoc techniczną.

Szło choć w tym roku miałam spore problemy z pocztą, spamem i takie tam.I wtem,nagle sucha wiadomość że platforma eCommerse24h kończy hosting sklepów i należy się ewakuować do końca roku właśnie.

Czarownie.

X-men nie miał czasu by mi jakoś pomóc problem rozwiązać ale chyba nawet na pewno zakotwiczymy go na naszym wykupionym serwerze no ale co z resztą? Program jakiś itepe.Bo sklepu jako takiego niestety nie dostanę.

Przerasta mnie to i jeszcze kłopociki ,bo już teraz chociaż fv mam do opłacenia za grudzień nie mogę przeprowadzić żadnych operacji z poziomu administratora tupu – wysłać informację klientowi że wysyłka poszła !

Wczoraj ,nie przedwczoraj napisałam do nich info ale na razie błąd jest nie naprawiony!

Żałuję że nawiązałam współpracę z tą platformą. Byli na dorobku tak jak ja,młodzi i pełni entuzjazmu.Fajnie,tylko że to się zmieniło.Muszę przyznać że X-men wtedy miał rację odradzając mi mało znaną platformę.

*****

ku pamięci zapisuję bo mnie to jednak męczy.

Wracając do pogrzebu teściowej….

Przyjechaliśmy równocześnie z bratem X-mena i jego rodziną.Postaliśmy chwilę przy otwartym grobie ( teść wszak już tam ma miejsce) i zauważyłam że płyta z drogiego,czarnego marmuru ( kupowała sisters ) jest koszmarnie brudna od błota i paprochów. No ale na cmentarzu już woda zakręcona i nie ma jak umyć,no a z domu zapomnieliśmy przywieźć stwierdziła rodzina.

Ten konkretny cmentarz w sumie jedyny jaki znam posiada toalety! A w toaletach wszak są umywalki. Rzut beretem budynek od grobu,to i X-men poleciał bo czas nagli szybko po wodę i płyta umyta,bo jak  takie paskudztwo zostawić?

Rodzina skonfundowana – no nie pomyśleliśmy że tam jest woda.Ot, taki malutki plusik dla mnie;).

W kaplicy byliśmy pierwsi.Prawie 100 km do przejechania a pierwsi! Dopiero po chwili zaczęli pojawiać się kolejni żałobnicy. Czekaliśmy na …. sisters amerykańską X-mena( pisownia celowa).Siedzi się w ławce ,rozgląda,czasem kiwa głową bo poznajesz a osób było niewiele.Myśli krążą wokół teściowej, spoglądam na jej dzieci,jest nastrój.

Żona brata bratowej X-mena ( hehehe dość skomplikowane to ) bardzo ale to bardzo religijna osóbka,która chciała dać na imię najmłodszej córce Faustyna rozpoczęła jakieś jęki i stęki.Litanię podczas której przez kilka minut powtarza się jedno zdanie w kółko,potem coś ona,potem znów i znów i znów. Nie znałam tego, i prawdę powiedziawszy byłam serio zła. To nie jej krewna, spotykały się na rodzinnych uroczystościach ale bez przesady dlaczego mi będzie zarządzać obrzędem?!?

Potem na stypie też mnie zirytowała bo uważałam że ksiądz powinien coś powiedzieć o zmarłej , szczególnie że  była bardzo religijna . Zostałam uciszona,bo przecież msza była dla żywych i należało ich pouczyć a nie dla zmarłej.

Wrrrrr, pewnie zobaczę ja jak dobrze pójdzie za kilka lat ale uraz pozostał.