Wyświetlam 5 - 8 z 3667 notek

ofiara losu i takie tam….

  • Napisane 14 września 2017 o 23:02

Ciepło dziś ,słonecznie i ogólnie pięknie na dworze było ale że wczoraj po północy spać poszłam,to dziś zaspałam i z piesem na spacer nie wyszłam. W sumie mogłam bo od 8 rano do 10 bym zdążyła park ze trzy razy obejść ale jakoś…no nie szło mi to.

Szycia sporo i tak,o,posiedziałam na chwilkę na tarasie,żeby jeszcze złapać słońca a potem, jak wrócił X-men potuptałam do  tej chwaścianej dżungli naszej pozbierać orzechy.Słyszę od kilku dni pac,pac,łubudu jak spadają .Najwięcej na podjazd sąsiada…

No te nasze to mikroskopijne.Dawniej bywały całkiem spore.Chyba teren się wyjałowił albo z powodu suchego lata takie marne.A może po prostu drzewo już stare …Podagrycznik rozszalał się na dobre.W jego gąszczu niewiele widać i wdepnęłam w Rudki gówno.Zła chciałam się wyprostować i … cóż.Rozorałam skórę na głowie kolcami róży pnącej.

Krew się polała,kolce wbite solidnie,aż słabo mi się zrobiło. No tak.Nie dość że śmierdzę to jeszcze kaleka.

W domu X-men kolce powyjmował ( wbiły się głęboko paskudy ) i spirytusem przemył ( mnie było trudno to zrobić bo to gdzieś na czubku głowy),strupek już się zrobił ale głowa długo bolała.Byłam tak rozkojarzona że nie potrafiłam wykroju skonstruować.Wdech,wydech.W końcu X-men podpowiedział i poszło;).

Sandały wytarłam o trawę ,ustawiłam na schodkach coby wywietrzały i żeby wyschło to gówieństwo,chciałam potem wytrzepać,nie miałam siły babrać się czyszczeniem z bolącą łepetyną. I zapomniałam o nich….a późnym popołudniem zaczął padać deszcz.

Wrrrrrr, a spacer z Rudką już był ustalony…Wrrrrr….I do tego mam teraz nie dość że śmierdzące to jeszcze mokre sandały.

Ha,HA,HA….

W poszukiwaniu skóry ze słoniny…

  • Napisane 10 września 2017 o 18:09

Od dwóch dni szukamy.

Albo słoniny ze skórą albo i skóry samej.Zapomnij….A po co mi? Ano chcę pomóc mamie,niestety wyhodowała gigantyczne ostrogi piętowe,nic nie może jej pomóc,ból okrutny – no wiem,odciąć pięty ale Kopciuszkiem nie jest…

I wyczytałam stary,ludowy sposób.Okłady ze skóry.Brrr,blech i inne takie.ALE JAK NIC NIE POMAGA?!?

Pastylki p/bólowe niestety również słabo działają…

Objeździliśmy wczoraj wszystko co otwarte.Na pomoc wezwałam Chorzowską bo wiem że ma różne takie miejsca tajemne gdzie być może coś da się załatwić. Dziś miał być rejs po marketach ale….ale po drodze zawadziliśmy o MUZEUM ŚLĄSKIE.

Dziś otwarto genialne wystawy i był „DZIEŃ ZA 1 zł i oglądamy wszystko”.

Aż mnie głowa rozbolała od natłoku wrażeń i informacji i obrazów wszelakich.

Jeździmy tam od kiedy powstała nowa część na terenie po dawnej kopalni „Katowice”. Obserwujemy jak otwierają dla zwiedzających kolejne części obiektu.Opodal,po drugiej stronie ogromnego parkinu jest Filharmonia oraz budynek CKM i SPODEK.Warto przyjechać na cały dzień ,bo zwiedzania jest….!!!

Od dawna kręci mnie ten widok….

Spodek….LATAJĄCY TALERZ którym to projektem Warszawa kiedyś wzgardziła…

Ale spojrzyjmy w stronę przeciw położną….

Niestety, winda nieczynna z powodu awarii albo wiecie,za 1zł wjazd na górę nieopłacalny…

Wchodzimy…

Niesamowite zwały betonu,żelastwa i świateł.Zimne wnętrza idealnie nadają się na galerię sztuki nie tylko nowoczesnej. Zwiedzamy wystawę ->>>”GALERIA SZTUKI POLSKIEJ 1800-1945

I kilka innych….Nie ma zdjęć ,po prostu się NAPAWAŁAM.

Hyhyhy,była też taka jedna: .—>>>NIE JESTEM JUŻ PSEM !

A potem….a potem….A POTEM —>>>> „ŚWIATŁO HISTORII.Górny Śląsk na przestrzeni dziejów

Jest to wystawa stała i z całego serca zachęcam bo jest świetna. Mam takiego jednego znajomego dla którego powinna być bardzo ważna Piotr Opolski do tablicy! A i Chorzowski też;))))

Tą część zwiedzania opiszę na blogu—>>> KNEZIA by was tu nie zamęczać wielką ilością zdjęć a jednocześnie zakończyć zgrabnie wędrówkę.

Niemniej jednak nie oprę się i wrzucę dla jednej takiej Marchevki zdjęciunio….

Nas jeszcze zainteresowała wystawa—>>>> PRZEMYSŁ ŚLĄSKI co prawda dopiero co uruchomiona,i dotykać nie wolno bo się pani pobrudzi albo i wypadek będzie…

Tak,doprowadzaliśmy dziewczynę pilnującą do apopleksji bo nas fascynują urządzenia TEJ wielkości !!!

A to tylko ułamek tych tam maszynerii;))))

Potem tylko lansik dla MARCHEVKI znów;))))

ZGADNIESZ CO TO ZA RURA?!?

Pożegnalny totem;)))

I zapraszam do Knezia ;)

***

Sporym zaskoczeniem był system przejść PRZED wejściem do kas muzeum.Otóż…. była bramka jak na lotnisku! Plecaczek położyłam na taśmie i przez coś tam przejechał,komórki,klucze włożyłam do kuwety i wtedy mogłam przejść przez bramkę.Pokazałam strażniczce wisior,i metalową klamrę paska.Ufff

I dopiero kasa i bilety.Chyba ta ostrożność z powodu wystawy artystycznej.No bo obrazy Malczewskiego,Chełmońskiego,Kossaka,Podkowińskiego,instalacje Kantora i Hasiora i wielu innych uznanych artystów….(nie, nie wszystkie i nie,nie  najsłynniejsze.Nie.Ale i tak cenne…

SKS czyli jak to z każdej strony dzwonią że już czas…

  • Napisane 6 września 2017 o 09:45

Mamy trochę sprzętu komputerowego w domu i firmie.

Z łezką w oku wspominam pierwszy „komputer” Commodore kupowany w Pewexie za waluty wymienialne i to stojąc w kolejce bo właśnie rzucili…A!A!A!

Potem było już zdecydowanie bogaciej bo nowoczesny komp i jakie to oprogramowanie a potem modem i internet!

Dzieci zafascynowane że rodzice POTRAFIĄ i mają takie cudo i jakie to dźwięki ten modem wydaje łącząc się ze światem…

Modem był krótko.Szybko przyszło łącze telefoniczne a i baza komputerowa rosła.Nowe oprogramowania, szybkości,potem wielkie halo LAPTOK (pisownia zamierzona):))) kupiony dla syna bo przecież studia.

No , potem jeszcze było jako tako w porównaniu do TERAZ .

Teraz to jesteśmy w ariergardzie mocium panie;/. No też na „a” co nie?:)))) (awangarda- ariergarda )

Jechaliśmy do tej pory na X-peku bo przyjazny dla nas. Jedne z lapków ma a raczej miał Vistę,nic nowszego u nas nie uwidzisz. No i w pewnym momencie tenże laptop zaczął sobie ze mną pogrywać.

On ci został oddelegowany do obsługi klientów. Wchodzę na stronę naszego internetowego sklepu i mogę im pokazywać różne rzeczy których akurat nie mam u siebie ale mogę ściągnąć w ciągu dajmy na to jednego dnia.To działa,klienci zadowoleni ja również. I dnia pewnego otwierałam firmę ale jakoś odbierałam telefon chyba i zapomniałam włączyć od razu laptopa.Nie był potrzebny do popołudnia. Niestety jak chciałam pokazać klientom coś tam to…..włączyłam i było w porządku ale nie było internetu! Wrrrrrr kombinowałam,sprawdzałam kable NIC.

Potem jak już wyszli X-men odkrył że taki jeden prztyczek nie był włączony.A on odpowiada za łącze internetowe.W życiu bym się nie domyśliła i na pewno go nie ruszałam ale być może przy zamykaniu dnia poprzedniego przez przypadek ktoś go nacisnął bo w takim niedogodnym miejscu jest.

ZAPAMIĘTAŁAM.

Najpierw włączałam laptopa,potem szłam otworzyć firmę, potem sprawdzałam internet….

Kolejnego razu klienci od razu weszli i ro laptopa a ….internetu NIE MA. Wkurw potężny…..

Potem się okazało że laptop potrzebuje czasu,CZASU by go załadować….(około 2-3 minut aż wszystko się wgra)

ZAPAMIĘTAŁAM.

Najpierw laptop.Włączyć,odczekać,sprawdzić przycisk,sprawdzić internet – działa,otworzyć firmę.

Grało pięknie aż do momentu takiego jednego kiedy rano działało,potem nikomu nie pokazywałam a pod wieczór przyszedł klient a tu nie ma internetu bo nie .Okazało się że problemy miał dostawca i była gruba awaria ale klient już sobie poszedł.Awarię usunięto po dwóch dniach!!!

ZAPAMIĘTAŁAM.

Przed otwarciem,po otwarciu ,w ciągu dnia latam i sprawdzam.DZIAŁA.

Przychodzi klient i ….internet jest ale naszej strony NIE MA !!!

Się okazało że …. serwer na której ona jest padł ,mieli awarię…..KURWA MAĆ !!!

Teraz sobie myślę że to jakiś specjalny sort klientów czasem przychodzi i wszystko zawodzi;/.

Po tych perypetiach X-men który mi średnio z początku wierzył tak się wkurzył że ….przeszliśmy na LINUXA:))))

No i mamy jakiegoś KALEGO i jak do tej pory odpukać działa dobrze .Laptop chodzi na pendrive,tam ma zapisane co i jak i niestety wszystko po wyłączeniu zapomina,to muszę wchodzić na hasełko do internetu ale potem hula.

Kilka dni temu padł nam główny komputer za to;/.

Kopie wszelakie robione ale outloocka odtworzyć nie na da się;/. BO NIE ,gdyż teraz w tych nowszych systemach jest inna poczta i nie jest skorelowana ze starą.I wywala komunikat,sorry się nie da….(X-men jakoś to ogarnął )

Stary sprzęt, co z tego że dobry i programy przyjazne.Stary.

Eh,wszędzie dzwonią że my nie nadążamy…wzdech….

Lek życia co najmniej i drugi już wpis na ten temat

  • Napisane 4 września 2017 o 19:11

W piąteczek matka upadła. Nie pierwszy raz to był bo na przestrzeni kilku lat to był czwarty tak spektakularny upadek.

W jej przypadku to nie potknięcie.

To tuv jak ŚWIATŁO ZGASŁO a potem leżę u stóp schodków i krwawię. Dobrze że to ostatni niewielki i tylko kolano obite paskudnie.No i trochę dłoń.I drugie kolano.I kostka pod pierwszym kolanem.

Zadzwoniła po mnie,wianuszek kobiet dobrej woli wokół które pomogły jej wstać i chciały wzywać karetkę ale się zaparła…No to X-men podjechał i ciupasem do domu.Zakrwawione ciuchy uprałam, okłady z wrotycza zaordynowałam,sreberko na rankę , altacet w żelu a potem Lioton 1000 żeby siniaki nie były takie paskudne.

Odpuściłam pogotowie bo nadal się zapierała i ogólnie dobrze się czuła a poniedziałek i tak rodzinny.

Opukał,sprawdził czy stopy mają tętno ,kazał obserwować i zalecił LASKĘ !!! (łych,już dawno chciałam;) a potem stwierdził że lepiej dla mamy by było jakby odstawiła POLOCARD (lek na krzepliwość krwi ,bez recepty w sumie do kupienia) który bierze od lat a przeszła na XARELTO lek który trzy lata temu usiłował jej wdrożyć po jednym takim upadku również.

W mamy upadek to – wynikiem jest różnego przepływu krwi( na skutek rozcieńczania) oraz migotania przedsionków oraz skoków ciśnienia. Nie wiadomo co jej się danego dnia ,chwili przytrafi.Rzadko to się zdarza ale zdarza.

Tu opisywałam perypetie w 2014 roku z tym lekiem—>>>>klik ….XARLETO

A w tym? Otóż rankiem pogalopowałam do apteki i tym razem wiedząc że to DROGI LEK I NA 100% spytałam o cenę…pani aptekarka mnie zasmuciła stwierdzając że ich apteka jako apteka prywatna może ten lek ściągnąć na życzenie z hurtowni ale….ale będzie ponad 400zł za 28 tabletek.No…..NO…..no nie wiem;/.

Jednak potem na ucho rzekła że w sieciówkach (apteki sieciowe typu „ZIKO” na ten przykład) ten lek jest tańszy gdyż taka jest polityka.Mają umowę z producentem i kupują pakiet.Centrala kupuje pakiet,rozprowadza po swoich oddziałach i te mityczne 28 pastylek mogą zejść do ceny 200zł!!!!!!!!

Szok i niedowierzanie i drążenie tematu. W końcu dowiedzieliśmy się że jakby lekarz zmienił receptę na „14″ tabletek a nie 28 to byłaby stawka zero zł przy maminej „S”. X-men poszedł do rodzinnego i poprosił o zmianę ilości. Lekarz zmienił ale zaznaczył ŻE NIE DA SIĘ ZA DARMO…..Jednak mimo to X-men poszedł do pobliskiej apteki „sieciowej”. tak to prawda mają ale teraz nie mają i zamówić się nie da.

No to poszedł do apteki głównej/centralnej. Tak jest.Za 120zl….te 14 tabletek ale jeśli zmieni na recepcie 100% na 30% to będzie za darmo…

X-men znów poszedł do rodzinnego ale ten stwierdził że się NIE DA,on nie może .Może to zrobić kardiolog!!!

No kurwa mać….mama miała dość rzekła że nie będzie brała tego Xarelto i chce mieć spokój.

W aptece po południu pytałam( tej zaprzyjaźnionej,prywatnej) a tam mi rzekli że wszystko zależy od jednostki chorobowej.Jeśli by mama miała nie tylko „utrwalone migotanie przedsionków” i coś tam jeszcze co ona tam ma ale do tego „ZAKRZEPICĘ ŻYŁ GŁĘBOKICH ” to tak,to byłoby zero zł….

Nie wiem kto w końcu ma rację, nie wiem dlaczego taki cyrk z tym lekiem , nie wiem kto na tym zarabia ale wiem że seniorzy mają przesrane;(