Aktualnie przeglądasz kategorię Życie codzienne
Wyświetlam 1 - 4 z 461 notek

co tam doktorku?

  • Napisane 25 września 2017 o 18:03

no byłam. U dentysty.

Tam gdzie chodzę od lat ekhm,nastu otwierają od 9 rano i nie ma pewności że przyjmą….To potuptałam do sąsiedniej prywatnej przychodni niejaki „MEDYK”.

Dopiero zaczynali pracę wyobraźcie sobie,no kto by pomyślał …godzina 8 minut 15 a ci w proszku a mnie BOLI I NIC NIE MOGĘ JEŚĆ ( szczurze twoje winko ratowało mój głód wczoraj;)))) i potrzebuję pomocy na gwałt!

Pani w rejestracji się pojawiła w końcu  dyskretnie strzepując okruszki chyba bułeczki z warg korali i pospieszyła z pomocą. No ale że wszystko zajęte ale ona chętnie poszuka możliwości jak jej dam pół godziny.

PÓŁ GODZINY ?!? zawyłam z cicha acz desperacja ma była na tyle wielka a odległość do dentysty tak bliska od domu że zgodę wyraziłam. I co ? I nawet furtki nie zdążyłam otworzyć jak pani zadzwoniła że jeden pacjent odmówił wizytę i mogę przyjść. NA JEDENASTĄ !!!

No dobrze. Ale kiszki marsza grają jak żyć? Delikatna bułeczka drożdżowa z serem ,maczana w herbacie ( kobieto o winie zapomnij bo idziesz do lekarza,tak?)

No i ten….ten dentysta to PAN. Eeeee całkiem przystojny i kompetentny i młody pan!!!! I jak takiemu paszczę dziurawą pokazać,chlip? I ten język pokiereszowany ? No i do tego ankietę którą musiałam wypełnić przed wejściem do gabinetu.

A punkty ankiety ciekawe były…np.czy pani boi się dentysty?!? NO JASNE zaznaczyłam tak ale oni drążyli dalej = a dlaczego to ?

bo boję się bólu napisałam chwiejnym pismem i dodałam ” ;P „,niech rozkminia o co mnie chodziło,nie?

bo co miałam historię życia wywlekać?

(Że ja pamiętam jak dentystka miała taki pojemnik z ogniem i jałowiła  narzędzia w nim? Albo że siadała przy mnie i naciskając pedał wierciła ?!? W zębie wierciła pedałując  ?!? No kto to widział żeby pedałować i wiercić,ciekawe czy teraz ktoś to potrafi? I jeszcze nie zboczyć z drogi i trafić do właściwej dziury? A czasem ten pedał się blokował psze państwa…..)

No to kolejne pytanko – a czy pani jest na coś uczulona? = no jasne napisałam,NA WSZYSTKO napisałam, a co se będę żałować . I jeszcze uśmieszek zrobiłam,o taki ;).

Gorzej było z chorobami. I z zabiegami.No bo czy to że miałam rozcinane dziąsło a potem szyte to zabieg chirurgiczny poważny jest?

I jeszcze to pytanie o wirus hiv. No nie mam, ale ciekawe czy kto podaje takie rzeczy w otwartej ankiecie?

Dziwne że o wiek nie pytali ale pesel mieli więc…

A potem ten pan dentysta wyszedł i mnie do gabinetu zaprosił a ja myślałam że spłonę ze wstydu prawdaż….

No i zapytał. A jak to się stało proszę pani?

- no to miałam rzec ?

Walnęłam ,bo ja proszę pana poślizgnęłam się na mydle.

Kątem oka zauważyłam usiłującą zachować powagę pomoc dentystyczną (nomen omen tą samą panienkę co mnie rejestrowała ) to udzieliłam szerszych wyjaśnień. No,kochani KAT, macie przechlapane jakby co ale zdjęć z końca impry nie pokazałam;DDDD

A potem było jednak gorzej.3/4 korony zęba nie ma a to trzonowy więc wiecie.

Pan zaproponował całkiem sensowne jakieś tam etui na zęba ( nie koronkę ) ale kasy nie mam i pozostaliśmy przy standardzie czyli wywalamy stary kompozyt i wklejamy nowy.Ale psze pani…..pani zagryza szczęką mocno co ?

No ….

Łapię się na tym w nocy. Budzę się  bo mam taki szczękościsk że normalnie amstaff by mi rady nie dał! Strach ze mną spać mówię do X-mena  bo nie daj boh kiedyś z jeleniem cię pomylę i co ?

No i mam.Ale to nie na długo mam bo przy pani szczękościsku to na czas krótki niestety. Ale ze znieczuleniem robiłam. No bo w ankiecie stało że się boję nie ?

I ten tam kompozyt 200zł a znieczulenie 60zł .Ale i diagram mi zrobił i niestety się zęby posypały i czeka mnie leczenie. jak ja jutro nie wygram w tego totka to….

zgubiona szczęka,uszkodzony ząb,potop w pokoju czyli Kartoflisko 2017

  • Napisane 24 września 2017 o 20:40

Zdjęć nie będzie za wiele bo i po co ?

X-men wrócił z długiej i wyczerpującej trasy -  przejechał tego dnia jakieś 250km . Niby nic ale zrób to w deszczu i do tego w trybie jadę,staję  , wysiada,wnoszę książki,się rozliczam,wsiadam,jadę,wysiadam…bla,bla,bla i wszystko na tempo by zdążyć przed końcem pracy tej placówki czy też  owego sklepu…

No to jedziemy rzekł.Dam radę bo my mamy najbliżej jednak do RUDNIK WIELKICH gdzie Kartoflisko się miało odbyć. Jedziemy i ….i stoimy i jedziemy kawałeczek i  stoimy i jedziemy kawałeczek i stoimy w GIGANTYCZNYM KORKU ~!!!!!

Bo ci @!#$@!!! drogowcy na skrzyżowaniu w Siewierzu wycięli w betonie (tam,tam są betony na jezdni) dziurę i korzystając z okazji zamknęli pas na odcinku 100 metrów… Dobrze że chociaż deszcz ledwo siąpił….Tak radośnie sobie jechaliśmy w żółwim tempie 40 minut….bo z trzech pasów robił się kurwa jeden…

Opolscy  i Watra byli pierwsi.Na powitanie zaserwował nam Piotr kieliszeczek czegoś tam na rozgrzewkę bo mokre zimno było nieprzyjemne. Nieprzyjemna się również okazała wiadomość że bardzo wygodna jadalnia na spokojnie 40 osób z łazienką i pomieszczeniem z sofami i tv jest zajęta przez….Ukraińców a my mamy mieścić się w niewielkiej jednak kuchni….Kuchnia mniejsza niżu mnie w domu…a 23 osoby w porywach się musiało zmieścić przy stole!!!!!!!!

Wrrrrr.No ale pierwszy wieczór w ósemkę;). Ciasno ale ciepło a nawet za duszno.Trunki poszły w ruch, ja sobie siedziałam w strategicznym kąciku przy lodówce i byłam częstowana przez Piotra jego napitkiem.Reszta piło to i owo a było co.I tak do późnych nocnych godzin Polaków rozmowy w wybornym towarzystwie prowadziliśmy zajadając do tego smakołyki wszelakie,własnoręcznie popełnione  przez kartofliczan.Mmmmm jaki smalec był!!!!!!!

A i chleb wyborny….No ale w pewnym momencie uznałam że jak tak fajnie szumi w głowie to czas najwyższy udać się na spoczynek (X-men już wcześniej spać poszedł). Niestety właściciel nie dał nam pięterka ino kazał na parterze pokoje zajmować co przyznam z pewnym niesmakiem przyjęłam bo NIE LUBIĘ tam spać ( a raczej NIGDY nie spałam a byliśmy trzy razy )- również z powodu małego komfortu (łazienki jednej na korytarzu na trzy pokoje ).

Szybki prysznic i …. przez chwilę czarno bo pięknym ślizgiem jak piłkarz runęłam na mokre kafle. Niby ta Wenus z piany czy też raczej wieloryb na haju usiłowałam dopełznąć do kibelka coby się poddźwignąć….Wody było zadziwiająco dużo co zwiastowało katastrofę.Odziałam się jakoś- takoś bo nie chciałam straszyć jednak towarzystwa i pełznąc od sprzętu do sprzętu wychynęłam z łazienki a tam….A TAM POTOP.Rwący strumień wody radośnie kierował się do naszego pokoju …. Obudziłam X-mena,zrobił się szum, rzucaliśmy ręczniki na podłogę,dosuwaliśmy łóżka,machaliśmy ścierami i zbierakiem aż sytuacja została opanowana.

Ufff poszliśmy spać nie na długo jednak bo po kilku godzinach obudził mnie łomot do drzwi nieszczęsnej łazienki. Prysznic brał kolega Wachmistrz nic nie wiedzący o potopie nocnym a robiący dzienny za to;)))).

Wkurzeni zlokalizowaliśmy właściciela bo okazało się że pękła rura w ścianie !!!!!!!!!  I wynieśliśmy się na pięterko…

Tam łazienka w pokoju,cieplutko,czyściutko,i przytulnie dość. Niestety upadając tak mocno musiałam zacisnąć szczęki że ukruszyłam plombę.Ostre krawędzie ranią mi język i zapomnij o jedzeniu ciotka…Siniak na kolanie,obolały cycek to pikuś co nie? No to piłam.Kawę piłam,herbatę piłam i co tam w ręce wpadło;). A gulasz Chorzowskiej też.Nie,nie wypiłam ale jakoś zjadłam;).

Nie tylko ja miałam kłopot z uzębieniem.No tak się złożyło że jedna szczęka zaginęła w akcji i serdecznie współczuję osobie poszkodowanej,która musiała wracać do domu w trybie przyspieszonym,a do tego ten stres i koszty:/.A szkoda bo to bardzo sympatyczni ludzie.

Grzyby zbieraliśmy, w nocy nawet tak się przejaśniło że i gwiazdy widziałam a trzeźwa byłam bo w poniedziałek o 7 rano do lekarza( wizyty wyczekana ) więc…

Było fantastycznie. Troski,zmartwienia zostawiliśmy w domu biorąc dobry nastrój. No ja za bardzo udzielać towarzysko się nie mogłam bo język kaleczony coraz bardziej przy rozmowie to ból spory i zniechęcał do gadania ….Ale za to słuchałam;)))))

Coś pięknego.Jedziemy setki kilometrów (niektórzy) ,w deszczu i niewygodzie czasem,by posiedzieć w swoim towarzystwie niekoniecznie nawet dzień cały!!!  Akumulatory nam się naładowały pozytywnie,bo tyle dobrej energii i uśmiechu dostaliśmy że ach. Tak,każdy z nas ma swoje troski i strapienia ale to że się spotykamy tak niejako od czapy jest piękne;)

No i czy napisałam o genialnych śledziach Opolskiego?!?

Albo o fantastycznej,kurkowej zupie Lokaty i tiramisu również jej produkcji?!?

No tyle zapamiętałam bo reszta była zbyt trudna dla mnie do jedzenia….;)

 

 

Ciepło,ogrzewanie,awaria i kapiący zawór

  • Napisane 21 września 2017 o 13:05

mantruję o ciepło.

Mają włączyć ogrzewanie jutro ( bo nasze domki muszą słać petycję z ponad 50% podpisów że chcemy….) i wtem,nagle się okazuje że zawór odcinający nas od sieci głównej CIEKNIE a rurociąg już napełniony…Dzwoni Grzesiek raniutko,dyspozytor przyjmuje zgłoszenie (sama wymiana 5 minut!!! ale musi być woda spuszczona z odcinka czyli ONI są potrzebni;/).

Sprawa zgłoszona,czekamy na fachowca.Czekamy….Grzesiek nie pojechał a trasę bo jak? Ty kobieto sama nie zmienisz a nie wiem czy ten zawór jest ich czy nasz i czy ewentualnie będą chcieć to zrobić.No nie pojechał i ekhm,się wk@!#%!!!$!!! Przed chwilką fachowiec był…I nic nie zrobił gdyż ciepło JUŻ PUSZCZONE i sąsiedzi marzną i się nie da.Ale czemu dopiero teraz przyszedł?!?

Bo ten k!@#$#@!!! dyspozytor podał mu ZŁY numer telefonu !!!!!!!!!!! Jedną cyfrę się pomylił….A!A!A! A fachowiec dzwonił od rana,no i pani telefon wyłączony ~! Dobrze że jednak podszedłem….A!A!A! i zostaliśmy z tym kapiącym zaworem…rany….mam nadzieję że jednak nic gorszego się nie stanie bo….uwaga – NIE MA zaworów odcinających konkretnego użytkownika.NIE MA !!! I jak nam będą robić ,to całe osiedle ma zimno…

katastrofa goni katastrofę a za oknem DESZCZ

  • Napisane 20 września 2017 o 09:01

no mamy takie dwie .Budowlane. No szkoda gadać bo cieknie.Na głowę do tego. TO i nawet pisać się nie chce o tym bo co ja teraz z tym zrobię?

Pogoda każdy widzi ,przynajmniej w naszej części kraju.Do tego zimno. U nas nie grzeją jeszcze (dom podpięty pod miejskie ogrzewanie a Tauron kończy uzupełniać sieć grzewczą na terenie miasta).

Wczoraj złapałam ciut dobrej pogody( czytaj bez deszczu i Rudka mnie molestowała o spacer),to i w parku trochę połaziłam. Spotkałam dawno niewidzianych psich znajomych i to było miłe.

W lipcu chyba kupiłam sobie na wyprzedaży świetną ,markową kurtkę. Nie elegancką ale z tych trekkingowych.Zajebiście turkusową;))))). Całe 125zł  z podczepianym szarym polarem. Pewnie ta cena bo była ostatnia i w outlecie.Czas najwyższy bo moja poprzednia ledwo dawała radę na deszczu a lat miała…no miała ciut;).

Kilka dni temu do kompletu kupiłam buty też na „promocji” i też nie eleganckie a do biegania.Moje wiekowe adidasy mokły przeraźliwie nawet na rosie a co dopiero w strugach deszczu.No i tyle.Jestem przygotowana na niepogodę jednak pomimo nowego rynsztunku jak tu wyjść na pluchę?

W sumie na dworze cieplej niż w budynku ale ten deszcz….;/.