Aktualnie przeglądasz kategorię Rodzina
Wyświetlam 1 - 4 z 391 notek

Dawno nie było o tej Rudej

  • Napisane 20 listopada 2017 o 22:52

życie się toczy.Czas nie stoi w miejscu.

Nie ma się źle ten nasz rudy piesek.Jednak od dnia wypadku jakoś rzadko z nią wychodzę na dłuższe spacery. Najpierw byłam wykończona psychicznie, potem fizycznie też,potem się miotałam a w końcu przyszła choroba.

X-men szukał pracy,jeździł na spotkania i przynosił jakieś dziwaczne wirusy do domu.Jeden z nich rozłożył mnie na łopatki.Chorowałam krótko ale bardzo intensywnie.Antybiotyk był w użyciu niestety.W zasadzie nie pamiętam środy i czwartku. Jest już lepiej jednak jestem słaba.

X-men dostał pracę ,wszak chciał coś zmienić w swoim życiu. Zależało mu na pracy z samochodem służbowym.

I ma.

Nieee, nie myślcie sobie że schwytał byka za rogi i mamy na bogato. Samochód służbowy ma GPS zamontowany.Nie,nie taki co pokazuje trasę tylko taki co pokazuje że auto zostało uruchomione i gdzie pracownik w danej chwili się znajduje.Jako służbowy służy wyłącznie do pracy w terenie i z tego X-men jest rozliczany. Jeśli by chciał użyć auta w celach prywatnych przełącza GPS na tryb – „jazda własna” – szefostwo to widzi i jest rozliczany z kilometrów.Płaci się jakiś tam ryczałt od przejechanych kilometrów i oczywiście koszt paliwa.No i nie daj boh jak coś się stanie nawet nie z twojej winy.Auto ma wszystkie ubezpieczenia ale i tak ci potrącą z wypłaty.

Z tego też powodu potrzebowaliśmy jednak swojego własnego samochodu.Wiedzieliśmy że musi mieć wykop,bo wolny to już przerobiliśmy z marnym skutkiem;(. No i jest,szału nie ma bo dysponowaliśmy ograniczonym budżetem czyli kwotą wypłaconą nam z AC…..W zasadzie stoi w garażu ale w soboty zy ewentualnie po powrocie X-mena z terenu pozwala pozałatwiać masę spraw.

Na razie X-men się stara czyli jeździ i pracuje w nadziei na wypłatę.Musimy ten czas przeżyć.Ja szyję. Ostatnio mocno się natrudziłam nad pewną (skądinąd piękną pracą  )ale teraz już wiem jak słabo ją wyceniłam.Czasami nie warto rzucać ceny z sufitu bo jesteś zaskoczona telefonem.

Nasz wspólny czas został mocno ograniczony.Przynajmniej coś się dzieje i nie siedzimy z założonymi rękami.

Tylko ta pogoda….

A zapomniałam, wykończyłam pedał do mojej cud maszyny.A!A!A! No to pierwszym mym krokiem kiedy poczułam się jako tako był sklep z zimowymi kurtkami .I mam. Do kolan, z kapturem,lekka i ciepła.Granatowa.HA !

no nie ma się czym chwalić i to listopadowe święto nie nastraja

  • Napisane 1 listopada 2017 o 21:36

czyli że będzie krótko.

dwa lata temu dostałam od znajomej (dem dzięki ).

Sobie macałam,wzdychałam,dotykałam i odkładałam do szuflady na samo dno ,bo może kiedyś?

dwa lata. Jeszcze w te wakacje brakowało 5 cm. E,bez sensu pomyślałam.

Wczoraj ot tak,postanowiłam jednak wyjąć.

I założyć….I BEZ PROBLEMU WESZŁY I CHODZĘ W TYCH DŻINSACH!!!!!!!!!!

wystarczył mi miesiąc po wypadku X-mena….

***

wieczorem padł czajnik elektryczny…

TO już drugi od czasu wypadku…:>>>>>

zanim czymkolwiek się pochwalisz kobieto puknij się w głowę….

  • Napisane 30 października 2017 o 23:20

no to tak.

Chyba nie pisałam ale miałam dwa skierowania do specjalistów a ponieważ są ważne miesiąc musiałam się sprężyć i szybko zapisać BEZ WZGLĘDU na termin….

No to ten.Do jednego ważnego mam…..NA PAŹDZIERNIK 2018roku….A!A!A!

A do drugiego ….na MARZEC 2018 roku – ale to w porządku bo od ostatniego badania mijało 14 miesięcy znaczy mniej więcej rok.

Samochód czy też jego wrak sprzedany,odjechał w siną dal i wtem  telefon -  czy znajdzie pani czas w poniedziałek 30.10 ? Bo mamy wolny termin. NO JASNE czemu nie,skoro mnie chcą.Mija co prawda dopiero miesięcy 10 ale to też mniej więcej rok nie? ( ucieszyłam się że złe odczarowane !!! )

No to pojechałam. 30 minut przed czasem byłam,zarejestrowałam się i miałam to szczęście że nawet usiadłam bo…..ZACZĘŁO SIĘ CZEKANIE !!!

Nie ukrywam że jak minęła godzina to ciut poczułam się zirytowana ale cóż.Co zrobię jak nic nie zrobię? Jestem zależna od tego badania a robią za darmo znaczy grzecznie czekam.

Czekam.

Czekam.

Ludzie też czekają i jakby ten tego,nic się nie dzieje.W końcu jedna pani co była z jednym panem nie wytrzymała i podeszła do okienka rejestracji gdzie dowiedziała się iż tomograf….MA FOCHA I NIE TRZYMA PARAMETRÓW ….dlatego co badanie trzeba go nastrajać….Bo raz robi badanie a raz nie.

A!A!A!A!A!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

I to się zaczęło jak ja przyszłam prawdaż….

Korytarzyk w przychodni miał może ze trzy metry szerokości. Po jednej stronie 7 krzesełek rozdzielonych stoliczkiem.Po drugiej stronie dwa krzesełka,stoliczek i wieszak na ubrania wierzchnie. Mnie przypadło siedzieć na krzesełku przy stoliczku.Niestety…

Na stoliczkach stały dwulitrowe dzbanki z wodą i kubki jednorazowe.I git,no jak komuś słabo albo co , to się napije.

Koło jednego stoliczka krążyła pani.Chodziła po korytarzu w te i w tamte,po kilku minutach marszu podchodziła do stoliczka,nalewała sobie może ze trzy centymetry wody z dzbanka,wypijała i chodziła dalej.Po kilku minutach znów podchodziła do stoliczka i piła.Gdzieś raz na pół godziny chodziła do kibla oddać wodę…I jak w końcu przyszła jej kolej to siedziała w kiblu!!!!!!!!

Na stoliczku kolo mnie też stał dzbanek.Do tegoż dzbanka podchodził kurwa pan.Co kilkanaście minut.Chodził po korytarzu,potem podchodził nalewał sobie może ze trzy centymetry tej cholernej wody ciutkę rozlewając na stoliczek.

Doprawdy miałam dość tych ludzi i ledwo się powstrzymywałam żeby tą cholerną wodę wylać do kibla!!!!!!!!! W końcu wypili do dna.NARESZCIE wychlali wodę  i nastał błogi spokój…..

Przyszła moja kolej.Ufffff,leżałam już w aparacie kiedy podeszła pani i stwierdziła że ten paskudny tomograf nie chce mi zrobić zdjęcia bo….bo jestem kurwa za wysoka!!!!!!!!! (zaznaczam leżałam,tak? ) No to się skurczyłam i poszło.

Dostałam pierwszej kosmicznej i świńskim truchtem wybyłam z przychodni po badaniu by….wpaść w objęcia lodowo-śnieżnej zawiei….Miałam szal,taki bardziej wiosenny,cieniutki w kwiotki ale szeroki i długi to se łeb omotałam a chuj tam że się gapili bo wyglądałam jak baba ze wsi ale przynajmniej sople lodu mi z nosa nie wisiały no i ciemno już było….

A potem,cóż.Podjechał autobus ale ja królewna stwierdziłam że 25 minut nie będę się w nim gnieść bo zaraz mam następny który jedzie minut 7 bo omija zadupia. Tja….no to tkwiłam na tym cholernym przystanku w pośrodku wirującego białego gówna równe pół godziny.

I tym pozytywnym akcentem….

 

 

fiskum dyrdum i inne perypetie

  • Napisane 30 października 2017 o 10:50

jak to się chłop zafiksować potrafi na dupereli.

W piąteczek padła nam lampka – świetlóweczka pod szafką nad zlewem. bardzo często używana,wręcz codziennie bo takie punktowe światło + latarnia uliczna w kuchnię dostatecznie wieczorami i to klimatycznie oświetlają;).

W sobotę po południu ruszyliśmy nabyć nową.Oprawka jest czyli tylko świetlóweczka – tycia takie tam 6 W.

I …NIE MA . Są wszystkie inne – 8W nawet ale każda już troszkę dłuższa i do oprawki nie wejdzie…Jeździmy,szukamy,w końcu chcę kupić CAŁĄ oprawkę ze świetlówką za 30zł. Sama kosztuje 10 zeta .X-men staje okoniem bo NIE.Szukamy,chcemy kupić ledy ale te drogie i wracamy do domu.

W niedzielę rankiem na giełdę. Pieszkom….naprzeciw Grzegorzowi,latającym konarom ,kałużom wielkości stawu,wietrze w pysk i zimnu.Wariaci…Wracamy już autobusem;>. Mówiłam X-menowi żeby już przestał się tak frustrować bo drzew szkoda….No ale.

Po południu ruszamy szukać cholernej świetlóweczki. I po kilku zmarnowanych godzinach,wracamy do punktu wyjścia i kupujemy CAŁA LAMPKĘ.

Och,nie mógł mi ustąpić od razu?!? No nie mógł? W sumie dzień zmarnowany,poszedł spać,ja nic nie uszyłam ze zmęczenia – no chciałam mu towarzyszyć ,twarz trzymałam na kłódkę ale pod koniec nie wysiadałam z samochodu;/. No i takie tam mamy przyjemności .

A dziś poniedziałek.Wiać szaleńczo przestało ,nawet lać przestało ale zimno jest ,bo wietrzycho jako takie się utrzymuje nadal.A widok poranny zza okna mnie dobił;/.