Daję ci nowe życie na śniadanie….

  • Napisane 9 sierpnia 2017 o 13:25

TO było przeżycie które pamięta się do końca swoich dni. Siedziałam z piwem w ręce przy komputerze, włączyłam fb i nagle zobaczyłam komunikat : „Czy ktoś mógłby ze mną pojechać do Warszawy na trzy dni ? Sprawa jest bardzo poważna i pilna „.

( do Warszawy chciałam pojechać już  od miesiąca.W niedzielę czyli 06.08.2017 miałam spotkanie grupy patchworkowej,chciałam pobyć z dziewczynami,poznać nowe osoby,pomacać ich uszytki…ale cóż. Taka podróż wymaga pewnych nakładów pieniężnych a my ostatnio mamy jak mamy i zrezygnowałam).

Odruchowo,bo to świetna koleżanka,nie ukrywam ciut tylko starsza od Młodej i miałyśmy przeżycia z Afganem i pochodzi znad morza a ja też w sumie  – to napisałam - JA MOGĘ bo prosisz w niesamowitej sprawie!

I ruszyła lawina.

Zaznaczam – był zwrot kosztów.Czyli za bilet w obie strony i pobyt w hotelu.No to dodatkowy plus,prawda?

A potem X-men ,mój kochany mąż rzekł – tuv,skoro i tak jedziesz do Warszawy w poniedziałek,to może pojedziesz w niedzielę i będziesz na swoim spotkaniu?!? Napisałam maila do Szczura,kolejnego dobrego,uroczego znajomego z ogromnym strachem i taką pewną nieśmiałością bo jak tu SZCZUROM tak nagle i wtem zwalać się na głowę i czy są w domu,wszak okres urlopowy w pełni? Znajomi bez problemu mnie pod swój dach na jeden nocleg przyjęli .Niesamowici ludzie.Nie każdy tak by zareagował. A do tego G. jeszcze nie czuła się najlepiej.

Marchewka bo to o nią chodzi nie miała nic przeciwko że ja pojadę dzień wcześniej.

Kochany Szczur usiłował mnie zgarnąć spod warszawskiego dworca w południe ,co jest wyczynem nie lada i ekhm, narobiłam mu jakem blondynka sporo kłopotu wychodząc po ciut innej stronie dworca niż on mi wskazał.

Wyobrażacie sobie jaka byłam przestraszona stojąc w sumie wg jego wskazówek przed dworcem od strony Pałacu Kultury i był postój taxi jak Szczur napisał ale nie było SZCZURA ?!?

Potem był telefon że robi piąte kółko i że policja go goni a ja panika bo jeszcze chłop mandat przez mnie zapłaci~!~!!!

A chłop stał  za węgłem 100 metrów kuźwa dalej….I rzekł – BABO !!! WACHMISTRZ OD RAZU ZROZUMIAŁ MOJE WSKAZÓWKI !!!

Potem było już tylko lepiej.Spotkanie z dziewczynami udane ,ciut Warszawy zwiedziłam dzięki temu,obiad u Szczurów wyborny i dziękuję tu publicznie G. że onego przygotowała pomimo złego samopoczucia !!!

W poniedziałek miałam tzw.dzień wolny bo czekałam na przyjazd Marchewki. Miała do przebycia setki kilometrów ze swojego Kołobrzegu. I poszłam na wycieczkę.Niestety,ponieważ X-men został na posterunku wydzwaniał do mnie w zasadzie cały czas i tak zawędrowałam pod stadion,siadłam,i zawróciłam bo co to za zwiedzanie kiedy telefon przy uchu i tłumaczysz coś tam,coś tam bez przerwy;/.

Po południu przyjechała Marchewka i od razu pojechałyśmy do hotelu wyznaczonego przez fundację.

Jeju……szał ciał i uprzęży;))))) I siara bo nie umiałyśmy windą wjechać!!!

TO nasz pokój. Po wielu zapytaniach muszę wpis uzupełnić.To co większości osób wydaje sie łóżkiem szpitalnym/medycznym to jest SOFKA dwuosobowa.W recepcji krótka scenka:

- panie zapewne życzą sobie DWA oddzielne łóżka?

- panie sobie życzyły;))))

- w czasie kiedy my usiłowałyśmy wjechać na górę,personel rozkładał sofkę i przynosił pościel. Bo to tzw „dwójka” z małżeńskim łóżkiem.Ja na nim spałam;)))) Naprawdę chciałam odstąpić Marchewce ale ta wybrała „szpitalne”

Raniutko bo pobudkę miałyśmy o PIĄTEJ RANO – żeby się przygotować – o szóstej było fantastyczne śniadanie a o 6,30 pojechałyśmy do szpitala….

Byłyśmy przed czasem bo o 6,45 ale lepiej wcześniej,prawda? Zresztą zaraz przyszła rejestratorka,otwarła nam drzwi i Marchewka dostała się w tryby służby zdrowia.

Przyjęcie na zabieg chwilkę trwało,potem z pielęgniarką która była z nami do końca pojechałyśmy windą (ach te windy) na górę do sali pobrań.

Są dwie.W każdej stoją dwa fotele – hm,dentystyczne? Wygodne ale dla osób max 175cm. Obok szpik oddawał mężczyzna słusznego wzrostu i trochę narzekał na jego krótkość.

Marchewka została w miarę wygodnie ulokowana.Przykryta prześcieradłem po pachy i zaczęła się procedura podłączania do aparatury.Z żyły w lewej ręce krew była pobierana,szła do aparatu,drugą rurą wracała do ręki prawej już po odsączeniu komórek szpiku.

Ja miałam dość wygodne krzesło obok ,tuż przy fotelu koleżanki.I tuż przy aparaturze.Maszyny huczały i niestety ale nad moją głową był telewizor który pielęgniarka włączyła ale siedziałam cicho bo pan który z nami przechodził podobną procedurę oglądał.

BITE cztery godziny to trwało…I dziewczyna musiała siedzieć bez ruchu.Mogła tylko poruszać ręką prawą,do ktorej krew wracała  a i to delikatnie.

Czas nam płynął dość szybko,bo gadałyśmy prawie non stop.Ja robiłam zamieszanie bo mój telefon znów często dzwonił i jakoś leciało. Widziałam że Marchewka zaczyna wyglądać ,pojawiły się głębokie cienie pod oczami ,chciało jej się spać itp,to trzeba było robić szum;)))). Przez większość czasu czuła się bardzo dobrze,tylko właśnie na sam koniec nie było lekko ale poszło w końcu znakomicie. Dziewczyna dzielna, dała radę,organizm się uspokoił i potuptałyśmy na obiad.

Tak.Szpital miał obiad ale tylko dla naszej Marchewki.Ja mogłam sobie kupić jednak w końcu oddała mi swój bo źle się czuła.Tak się złożyło że pan,który z nią krew oddawał podwiózł nas do hotelu bo i sam tam miał pokój.

Potem to już tylko odpoczynek i czekanie na telefon ze szpitala czy ilość komórek szpiku jest wystarczająca czy jednak zabieg będzie powtarzany w środę.

O mniej więcej 14,30 telefon zadzwonił – ILOŚĆ SZPIKU JEST WYSTARCZAJĄCA !!!

Zabiegu nie trzeba powtarzać.Szpik prawie natychmiast poleciał do dawcy i dostał go dziś rano !!!

I już.

Wróciłyśmy do domu;))))

to ta maszyna do aferezy…Ona w sumie też służy do dializ…Piekielnie droga,około 1 mln zł. W środku jest wirówka która odsącza komórki szpiku.Koszt tej części tylko 800 $. Na pulpicie są jakby trzy tory.Krew z żyły – jest ciemna, krew wracająca do drugiej żyły jest jaśniejsza (?!?) i kanał z osoczem.Worek z nim wisi po prawej stronie,taki żółtawy.Osocze jest potrzebne aby potem rozrzedzić komórki szpiku.Te worki co am wiszą po lewej stronie to sól fizjologiczna i jakiś preparat zapomniałam co to. Trzy razy Marchewce go brakło.Wtedy na ekranie widocznym u samej góry wibruje alarm – rysunkowy i dźwiękowy. Tam też wyświetla się ciśnienie krwi (jak słabnie musiała pompować tą niebieską pompeczką widoczną na ostatnim zdjęciu ). Wyświetlają się różniste parametry , ilość cykli – Marchewka miała 14 cokolwiek to znaczy,ilość litrów do przetoczenia – 13 litrów i czas poboru oraz GRUBAŚNY niebieski pasek wskazujący z daleka ile % już jest za nami.( nie,nie ilość komórek a procentach ale jaka część zabiegu jest za nami ). Marchewka była zdziwiona że w niej tylko 5 litrów krwi (jest honorowym dawcą )

A komórki szpiku,czyli życie dla biorcy jest tu…

Pielęgniarka orzekła że Marchewka ma PIĘKNY KOŻUSZEK : :)))))- czyli pianka która się tworzyła nad warstwą tego co tam do worka spływało.I to nie krew,o nie.To właśnie te życiodajne komórki;))))

A poniżej ręka Marchewki.Miała też pompkę by podnieść od czasu do czasu ciśnienie wypływu krwi.

Całe to okablowanie a raczej orurkowanie,z wenflonami,igłami,pustymi workami idzie do specjalnego kosza.No nie powiem że mi się ciut żal zrobiło jak widziałam lądujące tam resztki Marchewkowej krwi…Wiadomo że musi wrócić w zasadzie wszystko.Ale jednak widziałam czerwoną materię w plastikach! To oprzyrządowanie lądujące w kosztu kosztuje bagatela 1000zł. jednak MUSI tak być.To MUSI być wszystko sterylne !!!

Pod koniec wokół maszyny czuć było taki denerwujący zapach.Słodkawo,hmmmm.Marchewka nie czuła ale ja tak.

Objawem jeszcze charakterystycznym było MROWIENIE. Marchewce chodziły mrówki po całym ciele a mężczyźnie po głowie.

*** Czy wiecie że po podaniu szpiku zmienia się DNA biorcy? I grupa krwi  i kolor oczu i kolor włosów?

Nie podaje się ze względu moralnych i bezpieczeństwa danych biorcy i dawcy bo może dojść do skrajnych sytuacji jak w medycznym trillerze – kiedyś podjedzie pod twój dom człowiek i powie np….witaj tatusiu….A!A!A! I jak udowodnić że nie jest się wielbłądem?

*** Marchewka uhonorowana została odznaką – HONOROWY DAWCA  SZPIKU. DYPLOMEM oraz….

oraz całą pulą bardzo szczegółowych badań!!! Bardzo,bardzo szczegółowych.To jeśli byśmy chcieli zrobić prywatnie ( bo na służbę zdrowia zapomnij) sądzę że kosztowałoby majątek.I to jest takie podziękowanie fundacji ,bo to jest ta wartość materialna nagrody. Bardzo mi się to spodobało.

 

Komentarze (19) do Daję ci nowe życie na śniadanie….

  1. ~Tetryk56 pisze:

    Na łokciu ma ten kożuszek? Nie widać… ;-)

  2. ~tuv pisze:

    chciałam tylko napisać że :
    „W Polsce pierwszy przeszczep od dawcy niespokrewnionego wykonał w 1997 r. prof. Jerzy Hołowiecki w Katedrze i Klinice Hematologii i Transplantacji Szpiku w Katowicach.”
    Leczył mojego TATĘ.
    Niestety.Dla niego w 1990 roku było za wcześnie….
    Tak sobie gdybam że to ON mnie natchnął…

  3. ~demirja pisze:

    :) Marchewka niech się zbiera teraz do siebie :) bo po takim przemieleniu krwi to słabość człowieka pewnie ogarnia. Jest WIELKA.

    • ~tuv pisze:

      tak,i dopiero teraz jak to wszystko widziałam i przeszłam z nią TYLKO wycinek koncowy tego wydarzenia to mogę spokojnie „jebać ” tych,którzy ze wzruszeniem ramion mówią – a leż to nic wielkiego,co to jest poleżeć 4 godziny na fotelu….

      Nawet przyznał to facet ktory z nami szpik oddawał Ze Marchewka to serioo się poświęcila,bo on pracuje w Ożarowie,więc dla niego to była szybka wycieczka no ale ONA musiała przejechać kilka razy 560 km w JEDNĄ STRONĘ !!! to samo już jest niebezpieczne i wyczerpujące.Bo Specjalistyczne badania przeszła w Warszawie własnie

  4. ~dora pisze:

    Wspaniała osoba ta Marchevka,wielki,wielki szacunek za to ,ze została dawcą,podziwiam bardzo!
    Ty za to maiłaś wycieczkę i przyjemne spotkanka,a jak podróz,tym razem wszystko ok?

    • ~tuv pisze:

      podróż spokojna ale (hyhyhy tak,tak!!!) – pod Żyrardowem wykoleił się wagon na szczęśćie towarowego pociągu,tory zablokowane i nasz z miejscówkami zbierał wszystkich podróżnych.Stali naa korytarzu i doszło do bardzo nieprzyjemniej pyskowki.
      Że też ludzie są teraz tacy agresywni;/.

      No i szkoda że nie moglam pozwiedzać mimo wolnego dnia ale …cóż.Praca za mną szła i nie chciala odpuścic….Muszę podziękować X-menowi bo dzielnie dawał sobie radę ale jak wisisz na telefonie całe przedpoludnie to ze zwiedzania nici

  5. Oby teraz przeszczep się przyjął! :)

    • ~tuv pisze:

      nie wiem czy powiedzą.Bo wiesz,unikają jak ognia informacji na temat.
      W sumie dobrze.
      Z tego co wiem,chyba też trochę z bloga STAR:))),to około trzech miesięcy taki wstępny okres trwa.Po tym czasie jest pewność że szpik się przyjął.

      • ~Marchev pisze:

        Ja dostanę taką informację, jednak należy ona do gatunku poufnych, podobnie jak to, komu ten szpik oddałam. Podstawowe informacje już mam, ale udostępniać ich ani nie mogę, ani – po prawdzie – nie chcę. Ale kciuki dla mojego bliźniaka zawsze w cenie :) :) :)

  6. ~Ultra pisze:

    Marchewka jest bohaterem, skoro nie zawiodła genetycznego bliźniaka. Teraz bliźniak musi żyć w perfekcyjnej sterylności, wiele badań, leki do końca, ale żył będzie. A Tuw za podtrzymywanie na duchu Marchewki także powinna dostać medal za współudział. Dziewczyny, jesteście wspaniałe.

    • ~tuv pisze:

      Dziękuję Ultro;))))
      Dla mnie to było niesamowite przeżycie…

      • ~Ultra pisze:

        Wyobrażam sobie, jak i Ty przeżywałaś, przecież tego nie da się rozdzielić. W rodzinie miałam przypadek przeszczepu szpiku. Przez trzy miesiące nie wychodził z domu, a potem tylko w profesjonalnej masce. Do sklepu po roku. Nie miał zmienionego koloru ani włosów, ani oczu. I kontrole, i leki do końca życia. Ale żyje.
        Serdecznie pozdrawiam

        • ~tuv pisze:

          Z powodu bezsensownej śmierci mojego Taty jak pisałam w komentarzu wcześniej to było dla mnie bardzo ważne.
          Nie mogę odżałować że dopiero wiele lat później robili przeszczepy od osób niespokrewnionych;/

  7. ~Sylwia pisze:

    Brawo dziewczyny !

  8. ~Krystyna pisze:

    Świetnie, że opisałaś całą tę operację. Jak człowiek się nie zetknie osobiście to nie ma pojęcia jak to jest. Brawo dla Marchewki i dla Ciebie za wsparcie!

Dodaj komentarz