Wyświetlam 1 - 4 z 3658 notek

Chańcza przez „ch”, goły facet w lesie i znikający Leon czyli Brzozówka 2017

  • Napisane 16 sierpnia 2017 o 23:22

Ruszyliśmy w strugach rzęsistego deszczu,który skutecznie opóźnił nam wyjazd o 2 godziny z powodów łóżkowych.No bo się wstać nie chciało jak tak lało! No ale skoro samochód już załadowany a i interesy po drodze ,to trzeba było się zmobilizować.

lało,padało,siąpiło,grzmiało,błyskało aż gdzieś za Moskorzewem…

ciut się poprawiło acz

wjechaliśmy już w okolicę gdzie ptaszęta zawracają ale to nic bo chmury poczęły pękać

Były chwile niepokoju jak gdzieś na wysokości Chojnika gps zgłupiał bo nowa droga w budowie,objazdy,zjazdy i inne atrakcje , co kosztowało nas dodatkowe 20 km niepotrzebnej drogi i przysięgę X-mena że wypierdoli gpsa na śmietnik i odtąd tylko na intuicję i  pamięć będzie jeździł.

No ale w końcu u celu:)))

Chlebem i solą witani ale w postaci płynnej byliśmy

Dworska fontanna bez fontanny ale z żabką na miejscu; )

jak to bywa, staraliśmy się być pomocni gospodyni w pracach wszelakich szczególnie że o krzesła chodziło a chcieliśmy siedzieć jednak wygodnie ;)

Studnia na swoim miejscu acz dla nas egzotyka

Staw prezentował się prześlicznie !!! jejjej wszak my go pamiętamy ze słynnych połowów karasków i chyba ze czterech karpi,kiedy to woda była spuszczona w celu czyszczenia rzeczonego.

I zielony pomost….i ławeczki….marzenie ! I jak pięknie gwiazdy i drogę mleczną widać nad stawem w nocy…..

Wędkarze co to wędkowali dla samej przyjemności machania wędką dostarczyli nam karpia na przekąskę.ALeż był smaczny!

Gospodarz go osobiście smażył dla gości;)))

W końcu zaliczyliśmy sławetne baseny w Solcu. Siara wymiata;))))

Kiedy my sobie moczyliśmy zadki w solance to niejaka Zimna Zośka uprawiała przejażdżki rowerowe w celu wzmocnienia kondycji ogólnej że się tak wyrażę . Wsi spokojna,wsi wesoła a tu nagle wtem GOŁY FACET ZZA KRZAKA WYLECIAŁ !!!

No każdy by zaczął kręcić pedałami i wszedł w nadświetlną bo wiadomo co takiemu do głowy przyjedzie ?

Dlatego następnym razem Zośce postanowił towarzyszyć X-men….

Rower gospodyni,no wypisz wymaluj PINK acz szary;)

Kolejną atrakcją (goły facet cały czas na językach bo to wiadomo rozrywka przednia takie obgadywanie  acz nie wiem czy chciałabym sama takowego spotkać;)))) były DOŻYNKI .

Lokalne i chyba jedne z pierwszych  ale mielim radochę.

no i na koniec nasza GOSPODYNI w całej okazałości;))))

Ośmielam się pokazać bo pozwolenie było a i popatrzeć jest na co !

Pod wieczór spacer do bobrowej tamy….

I skrzydła anioła…..

A dnia następnego….

Wstaję ci ja z ranka,zaspana,oczęta przecieram,pełznę niedbale w promieniach słońca ku chacie gospodarzy gdy dochodzi mnie szmer rozmów całkiem niespokojnych!!!

Baba lata z telefonem przy uchu,Zośka lata bez telefonu bo….ZOŚCE skradziono samochód ,żywiciela i podwoźnika jedynego!!!

Z POSESJI.Z POSESJI GDZIE DZIKI URZĘDUJE.Z POSESJI GDZIE STAŁO JESZCZE KILKA AUT i plącze się kilka osób co najmniej !!!

No prawie że siadłam ze zdumienia….choć na początku myślałam że to żart głupi!

Ale nie.

Zośka gadała z policją przez fona a my z Gospodynią w te dyrdy miejsce przestępstwa oglądać. No nie ma!!!

Idziemy w kierunku bramy,uliczka ślepa,wrony nawet tu zawracają acz na posesji na przeciwko coś czarnego pode krzaczkiem….NO JEST CI ON TEN SKRADZIONY !!!!!!!!!

Lecę do Zośki z wieściami,ona leci nazad zdając relację policjantowi po drugiej stronie fona będącego i tylko słyszymy komendy - NICZEGO NIE DOTYKAĆ BO ŚLADY !!!

Samochodzik drzwi od strony kierowcy ma otwarte,widać że porzucony byle jak,stacyjka z flakami wisi,sporo w środku innych uszkodzeń i dewastacji ale …. SAMOCHÓD ŻYWICIEL I PODWOŹNIK JEST !!!

Potem policja,spisywanie zeznać (dobrze że gospodyni trunki pochowała od wczoraj stojące na stole bo mogli sobie pomyśleć że żarty stroimy,bo po konsumpcji mało wiele dowcipasków nam się zachciało koleżance robić… no! :))))

Wiejska policja była i z większego miasteczka policja też zjechała i technik coby ślady zabezpieczyć.proszkiem sypali,zdjęcia profesjonalne robili ,odcisków szukali cuda wianki robili.

Kradzieje beznadziejni,samochodu nie potrafili uruchomić ale laweta za rogiem czekała.Mus się wystraszyli chyba sąsiada co to w nocy wyszedł by psy uspokoić….Durni i niedouczeni kradzieje ale odcisków palców nie zostawili,widocznie z filmów o rękawiczkach na dłoniach  słyszeli;))))).

Samochodzik obecny ale uszkodzony,kierownica zablokowana nawet do nas na podwórko nie dało się wjechać bo jak? No to stał biedaczek pod tym krzaczorem,jednak udało się go  uruchomić,to znów Zośka zabłysła wsadzając śrubokręt do jednej takiej dziury;)))) i X-men wziąwszy auto na hol,na teren gospodyni wciągnął.

Wieczorem ( a było to poniedziałek przedświąteczny!!!) telefonicznie namierzony super mechanik podjechał,sprawdził komputrem co tam miał do sprawdzenia i rzekł że Zośka na tym śrubokręcie do domu zajedzie…

WIELKIE UFFFFFFFFFFF ale strach był żeby panowie lebiegi złodziejskie czasem nie wrócili….W nocy co który siku za stodołę szedł robić to od razu posesję leciał przebadać i sprawdzał czy samochodzik stoi….STAŁ !

Pogoda cudności się zrobiła bo wszak nad Brzozówką to nie pada deszcz choćby wokół huragan szalał i pojechaliśmy ochłonąć po akcji kradziejskiej nad CHAŃCZĘ  pobrodzić w wodzie,złapać słoneczka  i takie tam…

Było pięknie…

 

A potem to już powrót do domu i do rzeczywistości…

 

Daję ci nowe życie na śniadanie….

  • Napisane 9 sierpnia 2017 o 13:25

TO było przeżycie które pamięta się do końca swoich dni. Siedziałam z piwem w ręce przy komputerze, włączyłam fb i nagle zobaczyłam komunikat : „Czy ktoś mógłby ze mną pojechać do Warszawy na trzy dni ? Sprawa jest bardzo poważna i pilna „.

( do Warszawy chciałam pojechać już  od miesiąca.W niedzielę czyli 06.08.2017 miałam spotkanie grupy patchworkowej,chciałam pobyć z dziewczynami,poznać nowe osoby,pomacać ich uszytki…ale cóż. Taka podróż wymaga pewnych nakładów pieniężnych a my ostatnio mamy jak mamy i zrezygnowałam).

Odruchowo,bo to świetna koleżanka,nie ukrywam ciut tylko starsza od Młodej i miałyśmy przeżycia z Afganem i pochodzi znad morza a ja też w sumie  – to napisałam - JA MOGĘ bo prosisz w niesamowitej sprawie!

I ruszyła lawina.

Zaznaczam – był zwrot kosztów.Czyli za bilet w obie strony i pobyt w hotelu.No to dodatkowy plus,prawda?

A potem X-men ,mój kochany mąż rzekł – tuv,skoro i tak jedziesz do Warszawy w poniedziałek,to może pojedziesz w niedzielę i będziesz na swoim spotkaniu?!? Napisałam maila do Szczura,kolejnego dobrego,uroczego znajomego z ogromnym strachem i taką pewną nieśmiałością bo jak tu SZCZUROM tak nagle i wtem zwalać się na głowę i czy są w domu,wszak okres urlopowy w pełni? Znajomi bez problemu mnie pod swój dach na jeden nocleg przyjęli .Niesamowici ludzie.Nie każdy tak by zareagował. A do tego G. jeszcze nie czuła się najlepiej.

Marchewka bo to o nią chodzi nie miała nic przeciwko że ja pojadę dzień wcześniej.

Kochany Szczur usiłował mnie zgarnąć spod warszawskiego dworca w południe ,co jest wyczynem nie lada i ekhm, narobiłam mu jakem blondynka sporo kłopotu wychodząc po ciut innej stronie dworca niż on mi wskazał.

Wyobrażacie sobie jaka byłam przestraszona stojąc w sumie wg jego wskazówek przed dworcem od strony Pałacu Kultury i był postój taxi jak Szczur napisał ale nie było SZCZURA ?!?

Potem był telefon że robi piąte kółko i że policja go goni a ja panika bo jeszcze chłop mandat przez mnie zapłaci~!~!!!

A chłop stał  za węgłem 100 metrów kuźwa dalej….I rzekł – BABO !!! WACHMISTRZ OD RAZU ZROZUMIAŁ MOJE WSKAZÓWKI !!!

Potem było już tylko lepiej.Spotkanie z dziewczynami udane ,ciut Warszawy zwiedziłam dzięki temu,obiad u Szczurów wyborny i dziękuję tu publicznie G. że onego przygotowała pomimo złego samopoczucia !!!

W poniedziałek miałam tzw.dzień wolny bo czekałam na przyjazd Marchewki. Miała do przebycia setki kilometrów ze swojego Kołobrzegu. I poszłam na wycieczkę.Niestety,ponieważ X-men został na posterunku wydzwaniał do mnie w zasadzie cały czas i tak zawędrowałam pod stadion,siadłam,i zawróciłam bo co to za zwiedzanie kiedy telefon przy uchu i tłumaczysz coś tam,coś tam bez przerwy;/.

Po południu przyjechała Marchewka i od razu pojechałyśmy do hotelu wyznaczonego przez fundację.

Jeju……szał ciał i uprzęży;))))) I siara bo nie umiałyśmy windą wjechać!!!

TO nasz pokój. Po wielu zapytaniach muszę wpis uzupełnić.To co większości osób wydaje sie łóżkiem szpitalnym/medycznym to jest SOFKA dwuosobowa.W recepcji krótka scenka:

- panie zapewne życzą sobie DWA oddzielne łóżka?

- panie sobie życzyły;))))

- w czasie kiedy my usiłowałyśmy wjechać na górę,personel rozkładał sofkę i przynosił pościel. Bo to tzw „dwójka” z małżeńskim łóżkiem.Ja na nim spałam;)))) Naprawdę chciałam odstąpić Marchewce ale ta wybrała „szpitalne”

Raniutko bo pobudkę miałyśmy o PIĄTEJ RANO – żeby się przygotować – o szóstej było fantastyczne śniadanie a o 6,30 pojechałyśmy do szpitala….

Byłyśmy przed czasem bo o 6,45 ale lepiej wcześniej,prawda? Zresztą zaraz przyszła rejestratorka,otwarła nam drzwi i Marchewka dostała się w tryby służby zdrowia.

Przyjęcie na zabieg chwilkę trwało,potem z pielęgniarką która była z nami do końca pojechałyśmy windą (ach te windy) na górę do sali pobrań.

Są dwie.W każdej stoją dwa fotele – hm,dentystyczne? Wygodne ale dla osób max 175cm. Obok szpik oddawał mężczyzna słusznego wzrostu i trochę narzekał na jego krótkość.

Marchewka została w miarę wygodnie ulokowana.Przykryta prześcieradłem po pachy i zaczęła się procedura podłączania do aparatury.Z żyły w lewej ręce krew była pobierana,szła do aparatu,drugą rurą wracała do ręki prawej już po odsączeniu komórek szpiku.

Ja miałam dość wygodne krzesło obok ,tuż przy fotelu koleżanki.I tuż przy aparaturze.Maszyny huczały i niestety ale nad moją głową był telewizor który pielęgniarka włączyła ale siedziałam cicho bo pan który z nami przechodził podobną procedurę oglądał.

BITE cztery godziny to trwało…I dziewczyna musiała siedzieć bez ruchu.Mogła tylko poruszać ręką prawą,do ktorej krew wracała  a i to delikatnie.

Czas nam płynął dość szybko,bo gadałyśmy prawie non stop.Ja robiłam zamieszanie bo mój telefon znów często dzwonił i jakoś leciało. Widziałam że Marchewka zaczyna wyglądać ,pojawiły się głębokie cienie pod oczami ,chciało jej się spać itp,to trzeba było robić szum;)))). Przez większość czasu czuła się bardzo dobrze,tylko właśnie na sam koniec nie było lekko ale poszło w końcu znakomicie. Dziewczyna dzielna, dała radę,organizm się uspokoił i potuptałyśmy na obiad.

Tak.Szpital miał obiad ale tylko dla naszej Marchewki.Ja mogłam sobie kupić jednak w końcu oddała mi swój bo źle się czuła.Tak się złożyło że pan,który z nią krew oddawał podwiózł nas do hotelu bo i sam tam miał pokój.

Potem to już tylko odpoczynek i czekanie na telefon ze szpitala czy ilość komórek szpiku jest wystarczająca czy jednak zabieg będzie powtarzany w środę.

O mniej więcej 14,30 telefon zadzwonił – ILOŚĆ SZPIKU JEST WYSTARCZAJĄCA !!!

Zabiegu nie trzeba powtarzać.Szpik prawie natychmiast poleciał do dawcy i dostał go dziś rano !!!

I już.

Wróciłyśmy do domu;))))

to ta maszyna do aferezy…Ona w sumie też służy do dializ…Piekielnie droga,około 1 mln zł. W środku jest wirówka która odsącza komórki szpiku.Koszt tej części tylko 800 $. Na pulpicie są jakby trzy tory.Krew z żyły – jest ciemna, krew wracająca do drugiej żyły jest jaśniejsza (?!?) i kanał z osoczem.Worek z nim wisi po prawej stronie,taki żółtawy.Osocze jest potrzebne aby potem rozrzedzić komórki szpiku.Te worki co am wiszą po lewej stronie to sól fizjologiczna i jakiś preparat zapomniałam co to. Trzy razy Marchewce go brakło.Wtedy na ekranie widocznym u samej góry wibruje alarm – rysunkowy i dźwiękowy. Tam też wyświetla się ciśnienie krwi (jak słabnie musiała pompować tą niebieską pompeczką widoczną na ostatnim zdjęciu ). Wyświetlają się różniste parametry , ilość cykli – Marchewka miała 14 cokolwiek to znaczy,ilość litrów do przetoczenia – 13 litrów i czas poboru oraz GRUBAŚNY niebieski pasek wskazujący z daleka ile % już jest za nami.( nie,nie ilość komórek a procentach ale jaka część zabiegu jest za nami ). Marchewka była zdziwiona że w niej tylko 5 litrów krwi (jest honorowym dawcą )

A komórki szpiku,czyli życie dla biorcy jest tu…

Pielęgniarka orzekła że Marchewka ma PIĘKNY KOŻUSZEK : :)))))- czyli pianka która się tworzyła nad warstwą tego co tam do worka spływało.I to nie krew,o nie.To właśnie te życiodajne komórki;))))

A poniżej ręka Marchewki.Miała też pompkę by podnieść od czasu do czasu ciśnienie wypływu krwi.

Całe to okablowanie a raczej orurkowanie,z wenflonami,igłami,pustymi workami idzie do specjalnego kosza.No nie powiem że mi się ciut żal zrobiło jak widziałam lądujące tam resztki Marchewkowej krwi…Wiadomo że musi wrócić w zasadzie wszystko.Ale jednak widziałam czerwoną materię w plastikach! To oprzyrządowanie lądujące w kosztu kosztuje bagatela 1000zł. jednak MUSI tak być.To MUSI być wszystko sterylne !!!

Pod koniec wokół maszyny czuć było taki denerwujący zapach.Słodkawo,hmmmm.Marchewka nie czuła ale ja tak.

Objawem jeszcze charakterystycznym było MROWIENIE. Marchewce chodziły mrówki po całym ciele a mężczyźnie po głowie.

*** Czy wiecie że po podaniu szpiku zmienia się DNA biorcy? I grupa krwi  i kolor oczu i kolor włosów?

Nie podaje się ze względu moralnych i bezpieczeństwa danych biorcy i dawcy bo może dojść do skrajnych sytuacji jak w medycznym trillerze – kiedyś podjedzie pod twój dom człowiek i powie np….witaj tatusiu….A!A!A! I jak udowodnić że nie jest się wielbłądem?

*** Marchewka uhonorowana została odznaką – HONOROWY DAWCA  SZPIKU. DYPLOMEM oraz….

oraz całą pulą bardzo szczegółowych badań!!! Bardzo,bardzo szczegółowych.To jeśli byśmy chcieli zrobić prywatnie ( bo na służbę zdrowia zapomnij) sądzę że kosztowałoby majątek.I to jest takie podziękowanie fundacji ,bo to jest ta wartość materialna nagrody. Bardzo mi się to spodobało.

 

wrzucam co tam mam do teczki i wyrywam w świat;)

  • Napisane 5 sierpnia 2017 o 21:02

jadę.

Znienacka,chociaż częściowo bardzo chciane to jechanie.

W niedzielę że tak powiem „babski comber”.

W poniedziałek kto szuka znajduje.

A we wtorek……..

Ale o tym po powrocie.

pogoda, marzenie urlopowicza…

  • Napisane 30 lipca 2017 o 23:05

wczoraj znów Pogoria IV,bo co my biedne żuczki mamy za wybór? No co ?
Blisko jest,klimatycznie i oddech można złapać i słońce też ;).

A dziś X-men wymyślił żeby odwiedzić Dolinę Trzech Stawów.

I to był świetny pomysł.Ruda została w ogrodzie,za gorąco dla niej,choć potem żałowałam bo wody mnóstwo,cienia też.

No kto by pomyślał że to prawie że w centrum miasta?

Wzdech,tylko Tolibowski się by przydał;))))

A to rozlewisko?

Fantastyczne…

Siedliśmy w tej samej knajpce co zwykle, tym razem leżaki – no co za rozpusta.Kawa i dla mnie zimne piwo.A nad nami szybowiec i samolot.Chyba kursanci się uczyli startować i lądować.Samolot mi wyszedł ale nie rozumiem czemu NIE MA na zdjęciach szybowca!!! Przecież nie leciał zbyt szybko!!!

A ten czerwony z żółtym pojazd po lewej to do ciągnięcia liny z szybowcem! Prosto i tanio.Na żółty bęben nawijała się lina do której szybowiec był doczepiony i rozpędzony wzbijał się w powietrze bo pięknie łapał wiatr.jak był już wysoko,linę zwalniał,opadała powoli na małym spadochronie.

A tu taka kolonia robaczków.Czerwone z czarnymi kropkami ale nie biedronki.Kanciaste takie.

Przygotowywano chyba dzienny finisz Tour de Pologne,bo ustawiano bramki,ochroniarze się pojawili,porządkowi,balony i takie tam. Jednak nie czekaliśmy bo nie wiedziałam dokładnie o której mają być.

A po drodze do samochodu o ,takie baloniki: